wtorek, 20 lutego 2018

Rozdział #1. Samotna misja

Raiven Tail. Czy to brzmi znajomo? Oczywiście, że tak. Ivan Dreyar. Ojciec Laxusa, syn naszego mistrza Makarova. Gildia ta została założona we wrogości ku Fairy Tail. Za każdym razem Ivan próbuje coraz gorszych rzeczy, by dobrać się do znienawidzonej przez niego Gildii.. Raiven Tail jest gildią szerzącą nienawiść oraz wrogość wobec obcych, jak i swoich towarzyszy. Nie ma u nich przyjaznej atmosfery, która panuję w Fairy Tail. Ludzie pragną tam zniszczenia, zemsty i szerzenia nienawiści. Jej członkami są największe łotry, jakich świat widział. Najgorsi bandyci wykorzystujący swoją magiczną moc do złych, podłych celów.. Dlaczego nie wykorzystać by największej okazji, która pojawia się na horyzoncie? Zeref... Jakimś cholernym cudem Ivan dowiedział się o jego przebudzeniu. Była to dla niego informacja na tyle ważna, że bez zastanowienia ponownie otworzył swą gildię, która jak wiemy, została rozwiązana po Wielkim Turnieju Magicznym.
- Musimy wykorzystać tę moc - spojrzał na jednego z członków gildii Ivan i wziął głęboki oddech. Jiro Katagiri, młodzieniec o czarnych jak smoła włosach i pięknych bursztynowych oczach, w których zatopić chciałaby się nie jedna młodsza, czy starsza kobieta. Dopiero co skończył osiemnaście lat. Przy swoim wzroście 180 cm nie miał problemów z kobietami. Mankamentem jego urody była pozioma blizna przechodząca poziomo przez nos. Pozornie powinna go oszpecać, jednak dodawała mu ona zadziorności, przez którą większość kobiet chciałoby rzucić mu się do stóp.
- Tak szefie. Z naszej podróży przywiozłem księgę - podał ją mistrzowi gildii, który zaciekawiony wziął od niego tajemniczy przedmiot i zlustrował maga stojącego przed nim.
- Jiro... Nie dosyć, że używasz Magii Kontrolowania Umysłu, to opanowałeś również Magię Miecza.
Młody mężczyzna na wspomnienie o Magi Miecza odruchowo złapał za swój miecz zawsze przypięty do spodni, zasłoniony czarnym tak jak spodnie płaszczem zawiązanym luźno wokół szyi, sięgającym aż do ziemi. W zwyczaju miał nosić do tego białą koszulę, pod którą na piersi wytatuowany miał znak gildii. - Nieważne, idź już, muszę przejrzeć księgę. - dodał szybko Dreyar zanim Jiro zdążył się odezwać. Nie miał ochoty na luźne pogawędki, gdy w dłoni miał być może coś cennego. Kiedy tylko Katagiri młodzieniec opuścił gabinet swojego mistrza, ten od razu rozpoczął oględziny obiektu.
***
- Aajjj! Natsu - zawołała zadowolona Heartfillia wpadając do gildii. Wszyscy od razy zwrócili na nią uwagę. Mało kto wpadał tutaj z taką energią poza Natsu, który już znajdował się jak zawsze przed barem. Czekając niecierpliwie na swój posiłek popijał sake. Happy, jak zwykle będąc w gildii, dosłownie olewał swojego przyjaciela i leciał czym prędzej do swojej Carli, która najwyraźniej miała go coraz bardziej dość z każdą chwilą. Natsu uniósł głowę patrząc znudzony na swoją przyjaciółkę, czekając na to, co ma do powiedzenia.
- Znalazłam wczoraj misję, dzięki której zapłacę czynsz, a ty będziesz miał na swoje żarcie! - pomachała mu przed nosem kartką, jednak on nadal znudzony, jak zawsze przed pierwszym posiłkiem, odwrócił wzrok, dając jej wymownie do zrozumienia, że mu się nie chce.
- Natsu proszę! Wiesz, że jak nie zapłacę, to Gospodyni mnie wyrzuci! Nie chcę, żeby chodziła w moich ubraniach! - zawołała błagająco Lucy wyobrażając sobie widok właścicielki mieszkania w jej ubraniu. Pozieleniała na twarzy i uderzyła czołem w blat.
- Lucy, umówiłem się z Happy'm na ryby, nie mogę - spojrzał na Heartfillię, która zaczęła się denerwować. Bardzo potrzebowała tych pieniędzy, a na misje zawsze chodzili razem. W tym momencie nad ich głowami zaczął krążyć niebieski kotek.
- Rybki? Ktoś mówił o rybkach? Luuubie rybki, ale nie przypominam sobie, żebyśmy się umawiali na łowy - spojrzał podejrzliwie na przyjaciela, który przyłapany na kłamstwie, lekko się speszył. Lucy uniosła brwi, po czym, próbując zachować spokój i nie pokazać, że jest jej przykro wstała od stolika i spojrzała na Dragneela.
- Jesteśmy drużyną, ale jak zwykle masz leniwą dupę  - skwitowała go kilkoma słowami i obracając się na pięcie wyszła z gildii trzaskając za sobą drzwiami. Wszyscy unieśli głowy, ponieważ trzaskanie tak ciężkimi drzwiami wymaga siły, więc jak już ktoś to robi, to wiadomo, że jest zły. Natsu przez chwilę był zmieszany, jednak myśli o Lucy uciekły w zapomnienie, kiedy tylko pojawiła się przed nim miska z jedzeniem podana przez Mirę. 
- Natsu, to weźmiesz mnie na te rybki? – Mały kotek spojrzał z nadzieją w swych małych oczkach. Widząc minę Dragneela, która jasno dawała do zrozumienia, że nie ma na co liczyć, oburzony odleciał bez słowa do Carli.
Lucy, która teraz wolno szła w stronę swojego apartamentu zastanawiała się co zrobić. Nie zdarzało jej się samej chodzić na misje, bo w końcu ona Natsu i Happy to drużyna. Było jej przykro bo Dragneel wie, że akurat ta wyprawa nie była zwykłą chęcią zarobienia na głupoty, tylko potrzebą zapłacenia za czynsz. Na samą myśl o Gospodyni, Lucy się wzdrygnęła. Wzięła głęboki wdech i weszła do budynku. Skradała się niczym ninja i gdy już myślała, że się udało przed jej oczyma stanęła właścicielka apartamentu. Heartfillia momentalnie zbladła i wyprostowała się jak na komendę wojskową, patrząc na kobietę błagalnym wzrokiem.
- Mam dość Twojego wiecznego spóźniania się z czynszem - rzekła wściekle starsza kobieta marszcząc przy tym brwi w niezadowoleniu. - Tym razem Ci nie odpuszczę, nie przejdziesz przez próg, dopóki nie zobaczę pieniędzy! - wypięła dumnie swą pierś do przodu, by zaznaczyć swoją wyższość a zrezygnowana Lucy opuściła głowę.
- Hai... - powiedziała szybko, by zaznaczyć, że przyjęła to do wiadomości a potem wyszła z budynku. Wiedziała, że nie ma sensu kłócić się z tą kobietą, bo im więcej będzie naciskać, tym gorzej na tym wyjdzie. Nie miała nawet szansy wziąć swoich rzeczy, dlatego spojrzała tylko na kartkę z misją i westchnęła.
- Oby tylko udało mi się to szybko załatwić - powiedziała zrezygnowana. - Głupi Natsu - dodała beznamiętnie i, mimo poczucia smutku, że musi iść sama to nie miała żadnego wyjścia. Liczyła tylko, że sobie poradzi. Zawsze miała obok siebie Natsu –silnego, odważnego, dającego poczucie bezpieczeństwa. Z opuszczoną głową ruszyła w kierunku peronu, by udać się na swoją samotną misję...
***
- Happy! - zawołał Natsu, kiedy zjadł  jedenaście misek przysmaków, które donosiła mu co chwilę Mirajane. Mały kotek słysząc swoje imię, podniósł pyszczek i licząc, że Dragneel weźmie go jednak na rybki, poszybował w górę. Zostawiając za sobą stolik, przy którym siedzieli jego przyjaciele. W mgnieniu oka siedział już na barze wlepiając z nadzieją swoje oczy w przyjaciela.
- Weźmiesz mnie na rybki? Idziemy na rybki?! - zapytał z ekscytacją w głosie czekając na jakąkolwiek odpowiedź chłopaka, który przez chwilę siedział cicho.
- Może jednak pójdziemy z Lucy na tę misję?
Zawiedziony exceed opuścił swoje uszka w dół, jednak już po chwili postawił je z powrotem i uśmiechnął się do niego.
-Aye Sir ! - podfrunął do góry, by po chwili usiąść na ramieniu Natsu, który w końcu się najadł. Wstał zza baru i razem wyszli z gildii. Żwawym krokiem ruszyli w stronę domu ich przyjaciółki. Liczyli, że nie będzie na nich zła przez chłopaka, który zawsze przed posiłkiem jest leniwy. Po kilku minutach, w których oczywiście Happy próbował namówić go na łowienie ryb, dotarli do miejsca. Musieli oczywiście wejść po swojemu i przez jak zwykle uchylone okno w pokoju blondwłosej, wtargnęli do mieszkania z hukiem. Jednak Lucy nie było. 
- Chyba nie myślisz, że poszła sama? - rzekł chłopak do swojego małego exceeda, który od razu przecząco pokiwał głową.
- Lucy? Sama? Przecież jesteśmy drużyną! – zawołał radośnie kotek, wlatując do każdego pomieszczenia w domu dziewczyny. – Luuucy! Luuucy! – wołał jak szalony, latając po całym mieszkaniu, do którego nagle weszła Gospodyni, zaniepokojona hałasem.
- Jeżeli wdarłaś się tu mimo mojego zakazu! – zawołała od progu jednak widząc tę dwójkę cofnęła się o krok, by po sekundzie zezłoszczona ich obecnością zaczęła wrzeszczeć. – Co tu robicie cholerni włamywacze! Wynocha stąd! Wynocha! – wściekła, zaczęła wymachiwać rękami chcąc pacnąć latającego exceeda. Zdezorientowany Natsu wyskoczył przez okno a zaraz za nim wyleciał Happy.
- O co jej chodziło z tym zakazem? – zapytał Dragneel’a kotek. – Myślisz, że Lucy poszła na misje sama, bo nie miała gdzie mieszkać? – wytrzeszczył oczy i łapkami zakrył swoje małe oczka. Chłopak tylko uśmiechnął się do niego i poklepał go po główce.
- Spokojnie, Lucy da sobie radę, a poza tym, może Mira powie nam gdzie jest ta misja i ją znajdziemy – wyszczerzył swoje kły w szerokim uśmiechu, a exceed złapał go za ramiona. Uniósł ich oboje w powietrze i z maksymalną prędkością polecieli w stronę gildii, gdzie znaleźli się po krótkiej chwili. Pewny siebie Natsu wszedł do budynku. Jak zwykle przy barze stała białowłosa kobieta, która zawsze z uśmiechem na twarzy polerowała kufle od piwa, które i tak trzeba było wymieniać po każdej imprezie z wiadomych przyczyn.
- Mirajane! Możesz mi powiedzieć, gdzie Lucy ma misję? – widząc zdezorientowanie dziewczyny, a później poważną minę, wiedział, że nie ma na co liczyć.
- Zgodnie z zaleceniami dziadziusia, nie mogę nikomu, prócz jemu podawać takich informacji – po tych słowach dziewczyna uśmiechnęła się radośnie. Natsu wiedział, że nie ma na co liczyć. Mira, mimo że jest ciepłą osobą, która chciałaby wszystkich uszczęśliwić, jest jednak nieugięta w swoich postanowieniach. Nie było mowy, by złamała słowo dane Mistrzowi. Zrezygnowany Dragneel spojrzał na swojego małego przyjaciela.
- Cóż Happy, musimy czekać, aż Lucy wróci. – Oboje nie wiele myśląc, zresztą jak zwykle, usiedli przy stoliku z Erzą i Gray’em. Juvia przylepiona do niezadowolonego tym faktem Fullbuster’a miała serduszka zamiast oczu, co też było zupełnie zwyczajne w swej dziwności.
- To co, może skoro Lucy poszła sama na misje, to my też pójdziemy? – Natsu spojrzał na nich, z entuzjazmem zaciskając pięść, na której momentalnie pojawił się ogień. Gray spojrzał unosząc brwi na chłopaka i parsknął śmiechem.
- Z Tobą? Zapomnij napaleńcu – przewrócił oczami, a Natsu chciał złapać go za koszulkę, jednak ten nie miał już na sobie nic prócz bokserek. Juvia rozlała się po podłodze widząc prawie nagiego Fullbustera.
- Odezwała się zamrożona parówa! – zawołał wściekle. Gdy już mieli się bić na pięści wtrąciła się Erza, która jak nigdy była nieco zawstydzona.
- Ja nie mogę. Jestem umówiona z Jellalem – powiedziała cicho rumieniąc się, a zdziwieni chłopcy uśmiechnęli się do siebie po czym zaciekawieni przysunęli swoje twarze do dziewczyny.
- Randka? – poruszali swoimi brwiami zabawnie, a Erza, widząc, co się dzieje, spoważniała.
- Nie – skwitowała oschle, po czym dodała groźnie na nich patrząc  – spotykamy się w celu omówienia pewnych spraw dotyczących misji. – Wstała, czerwieniąc się tym razem ze złości, a Gray i Natsu objęli się jak serdeczni przyjaciele i czekali, aż dostaną od niej w łeb za swoją ciekawskość. Erza jednak odchrząknęła i usiadła znów na swoje miejsce. – Na misję możemy się wybrać jak wróci Lucy – powiedziała szybko, a dwoje magów nadal się do siebie tuląc przytaknęli grzecznie szybkim ruchem głów. Juvia, widząc to wszystko, wstała z miejsca, pokazała palcem na Natsu i krzyknęła na całą Gildię
- RYWAL W MIŁOŚCI – spojrzała na nich gniewnie, a oni odsunęli się od siebie, udając mdłości i odruchy wymiotne. Członkowie gildii, zaciekawieni takim obrotem spraw parsknęli śmiechem. Zaczerwieniona ze wstydu, jak i złości Juvia wstała od stołu i wyszła z gildii zniesmaczona całą sytuacją.
- To co, mrożonko. Jak się wam układa? – zażartował Natsu, a wściekły Gray, mimo wcześniejszego strachu przed Erzą, przywalił mu pięścią w twarz
- Nie układa się, bo nic nie ma! – wrzasnął, a Dragneel wstał z podłogi i rzucił się na niego. Razem przelecieli kilka stolików i w ten sposób rozpętali kolejną bójkę w gildii. Elfman, który dostał latającym kuflem w twarz rzucił się na Gajeela. Redfox, mimo że nie był winien oddał mężczyźnie i razem pociągnęli bójkę dalej. Jeden dostał stołem, jeden ławką, i tak nawet spokojna Erza wyszła z siebie, gdy ktoś strącił jej truskawkowy torcik ze stolika. Normalny dzień w Fairy Tail. Wszyscy się kochają, ale wszyscy też lubią się bić. Gray w samych bokserkach biegał wśród bijących się magów za Natsu i odwrotnie. Dziadunio słysząc, że na dole rozpętała się kolejna walka pod tytułem „Każdy na każdego” zszedł spokojnie na dół i usiadł na barze. Mirajane z uśmiechem na twarzy podała mu piwo w dopiero co wypolerowanym kuflu. Razem obserwowali swoich towarzyszy mając zadowolone miny, jakby wszyscy bawili się jak dzieci, a nie obkładali po twarzach.
- Cholerna zapałko! – Udało się usłyszeć z tłumu walczących między sobą ludzi.
- Ty głupia lodówo! – Mirajane i Makarov parsknęli śmiechem. Mistrz tak naprawdę wiedział, że to co robią to czysta zabawa. Mimo że to wyglądało groźnie i, mimo że połowa budynku po tym wymagała naprawy.
W najlepsze oddali się oglądaniu walki. Najbardziej bawiło ich to, że wśród kufli, stołów i talerzy zawsze przewijały się ubrania Gray’a.
Erza, mimo swej ochoty do dalszej walki, wymknęła się z gildii,i zauważona tylko przez dziadunia i Mirę. Poszła do swojego domu, gdzie wzięła długą i odprężającą kąpiel. Miała spotkać się z Jellalem. Musieli omówić kilka ważnych kwestii, ponieważ chcieli wybrać się wspólnie na tygodniową misję, a poza tym była to dla niej wymówka, by spędzić z nim czas. Wszyscy wiedzieli, że Erza chętnie byłaby z nim sam na sam w innych celach, jednak ta starała się wszystkimi siłami nie dawać nic po sobie poznać. Choć wie, że Jellal kiedyś okłamał ją mówiąc, że ma narzeczoną, to doszła do wniosku, że jest to oznaka braku zainteresowania. Chciała być blisko niego jednocześnie trzymając się na dystans. Mimo że chciałaby być dla niego kimś więcej, to sama przyjaźń w zupełności jej wystarczała i nie widziała powodu by psuć to głupimi rzeczami. Kiedy wyszła ze swojej wanny owinęła się w ręcznik i ruszyła do swojego pokoju, gdzie bez dłuższego zastanowienia postanowiła założyć swoją codzienną zbroję. Dzięki niej czuła się pewnie i bezpiecznie. Nie widziała również powodu by się stroić. Chciała pokazać swoją siłę, a w zbroi było to możliwe. Przeczesała szybko rozczochrane przez bójkę włosy i wyszła z mieszkania, zastanawiając się, dlaczego od rana Jellal nie pokazał się w gildii. Z Jellalem umówiła się w jej ulubionej kawiarni z dwóch powodów. Pierwszym była chęć porozmawiania na spokojnie bez walki wokół, a drugi i najważniejszy, to ciasto truskawkowe, którego nie poda jej nawet Mirajane.
Po kilku minutach drogi od swojego mieszkania, dotarła już na miejsce, gdzie zajęła swój ulubiony stolik, czekając na niebieskowłosego przyjaciela. Zamówiła sobie ciasto i spokojnie siedziała. Po dziesięciu minutach zaczęła się denerwować, po piętnastu  martwić, a po dwudziestupięciu była już tak wkurzona, że zostawiając niedojedzone ciasto chciała już wyjść, gdy wpadł rozczochrany, zdyszany Jellal. Widząc jej zdenerwowaną minę, zaśmiał się nerwowo i usiadł naprzeciw niej, poprawiając swoje rozczochrane włosy.
- Wybacz mi proszę, miałem sprawy do załatwienia.
Erza spojrzała na niego unosząc brwi i powstrzymując swój gniew wymusiła uśmiech na twarzy.
- W porządku – spojrzała na niego, nadal się krzywo uśmiechając. – Ale następnym razem urwę Ci jaja – powiedziała miło i z zadowoleniem obserwując zdziwioną oraz przerażoną minę towarzysza pochwyciła swój mały widelczyk  kontynuując jedzenie ciasta. – Słuchaj, co powiesz by Natsu, Happy, Gray i Lucy dołączyli do naszej wyprawy? – uśmiechnęła się tym razem szczerze, ignorując niezadowoloną minę Fernandesa.
- No okej, a co sprawiło, że chcą się dołączyć? – wymusił uśmiech, jednak Erza nie zwracając na to zbytniej uwagi przełknęła kawałek ciasta i zaczęła.
- Sprawa jest prosta. Zawsze chodziliśmy razem, Lucy dziś wyruszyła sama. Pomyśleliśmy, że jak wróci, to będzie zadowolona, jeżeli zaproponujemy jej wspólny wypad, jak za dawnych lat - uśmiechnęła się do niego szeroko, a on uniósł brwi, szybko odpowiadając.
- Jak za dawnych lat plus ja? – zapytał nieco zirytowany, jednak Erza odłożywszy swój widelczyk, spojrzała na niego radośnie.
- Czyż nie byłoby wspaniale, gdybyś mógł dołączyć do naszej drużyny i bawić się razem z nami? – zaśmiała się cicho patrząc na Jellala, który przewrócił oczami. Przytaknął jednak ruchem głowy, gdyż wiedział, że nie wygra z jej upartym charakterem.
- Okej, niech będzie. Kiedy Lucy wraca?
Scarlet spojrzała na niego, jednak nie była w stanie odpowiedzieć na jego pytanie.
- Nie wiem, dzień może dwa. Czy to jakiś problem? – uśmiechnęła się, a on zaprzeczył kiwając głową na boki.
- Czy to wszystko o czym chciałaś porozmawiać?
Popatrzyła na niego zaskoczona i zanim zdążyła odpowiedzieć Jellal znów się odezwał. – Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia.
Na to stwierdzenie Erza uśmiechnęła się smutno i wzięła głęboki wdech.
- Rozumiem, idź więc. Wszystko załatwione. – Pozostając w smutnym uśmiechu, patrzyła jak jej przyjaciel wstaje z krzesła i żegnając się z nią krótkim uśmiechem, wychodzi z kawiarni. W przypływie emocji zamówiła jeszcze jedno ciasto i udając, że wcale jej nie ruszyło, unosiła kąciki ust patrząc przez okno. Kiedy kelnerka podeszła do niej, podała jej ciasto i rzekła.
- Ciężki dzień, co? – Kobieta po prostu chciała być miła, jednak widząc zabójczą minę Erzy, uciekła czym prędzej na zaplecze.
Dziewczyna wzdychając w ciszy, raz po raz zjadła kawałek ciasta. Zostawiając na blacie pieniądze za zamówienie, wyszła z kawiarni wolnym krokiem, kierując się do gildii. W tym czasie wszyscy zdążyli zaprzestać swych bójek i po ustawieniu stołów i ławek na swoje miejsca, zasiedli do wspólnego biesiadowania. Przy drzwiach Erza spotkała się z Mirajane, której pomogła wnieść nowe kufle do gildii. Tam muzyka grała w najlepsze, wszyscy śpiewali. Połowa towarzystwa spała już pijana na stołach. Wendy chichrała się patrząc na wstawioną Juvię, która jeszcze bardziej kleiła się do Graya. Ten w końcu nie wytrzymał, spojrzał na nią i krzyknął:
- Możesz mnie w końcu zostawić w spokoju?! – patrząc na Loxar widział ją już lekko rozmazaną. Ta patrząc wystraszona jego zachowaniem nie wiedziała co zrobić. Jej oczy zaszkliły się momentalnie. Nie mogła uwierzyć, że jej idealny Gray zachował się tak podle w stosunku do niej. Zagryzła dolną wargę i nadal spoglądając na jego wściekłą twarz, pokiwała głową potwierdzająco.
- H-Hai – wstała i odeszła od stolika znikając między znajomymi. Cały stolik patrzył na to zdarzenie, nie do końca rozumiejąc co się właśnie stało. Wszyscy prócz Erzy byli na tyle wstawieni, że zanim ktoś zdążył coś powiedzieć Scarlet zdzieliła maga lodu dłonią po głowię.
- Gray – powiedziała zniżonym głosem, po którym zazwyczaj Natsu i mag lodu przytulali się jak najlepsi przyjaciele. Chciała jeszcze coś dodać, jednak szybko zauważyła, że przesadziła. Gray leżał nieprzytomny twarzą na stole, a nad jego głową unosił się dym (przepaliło mu zwoje XD). Rozbawiony tym faktem Natsu wpadł na szatański plan, którym od razu musiał się podzielić z wszystkimi siedzącymi przy stoliku.
- To może… Narysujemy mu coś na twarzy?

Zadowoleni magowie nachylili się więc z długopisami nad Fullbusterem z szatańskimi minami. Bawili się doskonale używając twarzy Graya jako płótna. Nawet Erza. Właśnie w takich momentach cała gildia zapominała o problemach. Zapominała, że kiedykolwiek w życiu przeżywali ciężkie chwile, jak te, które miały dopiero nadejść…

poniedziałek, 12 lutego 2018

#Prolog

Zeref... Potężny magik, który mimo, że nie do końca chciał, mógłby zgładzić cały świat. Nie tylko ten magiczny, ale także ten zwyczajny, ludzki. Ilekroć budził się ze swojego długiego, potężnego snu coś złego działo się na świecie... Zjawiska od ponad naturalnych, po te naturalne aczkolwiek nadal katastroficzne wprowadzały każde pokolenie w niepokój. Ludzie i magowie od wieków bali się o swoje życie, mając w świadomości to, że przebudzenie Zerefa wiąże się z ogromnym, wręcz pewnym ryzykiem dla wszystkich. W każdym tysiącleciu budził się ze swego mrocznego snu ten, którego bał się każdy. Nie wiedzieli kim naprawdę był, nie wiedzieli jak żył... Jednak jego niszczycielski styl życia każdego wprawiał w gęsią skórkę. Z pokolenia na pokolenie zdanie o nim było coraz gorsze. Ludzie i magowie przekazywali sobie opowieści z pokolenia na pokolenie, a w każdej rodzinie były one mniej lub bardziej przerażające. Każdy bał się tego imienia. Każdy usłyszawszy to imię odczuwał lęk związany ze swoim życiem. Każdy bał się, że dożyje czasów, w których Zeref powstanie w pełni swej mocy i zrówna świat i ludzkość z ziemią nie zostawiając po sobie nic, prócz Jego własnej osoby. Wielu ludzi nie wierzyło w Jego istnienie bo po co ktoś chciałby zniszczyć Świat by pozostać na nim sam i samotnie na nim umrzeć. Nikt tak naprawdę nie wiedział kim był Zeref... Ani jaki miał plan. Minęły setki lat i dziesiątki pokoleń jak i plotek, gdy Zeref odrodził się. Nie pełny sił, niespełna rozumu, jak zawsze... Jednak powrócił, by świat, który go otaczał jak zawsze miał się zmienić nie do poznania....
-Kim... Kim jestem? - Zapytał gdy tylko otworzył swoje czarne jak smoła oczy.
-Co... Co ja tu robię? Spojrzał na ludzi, którzy przed nim stali, a gdy ze strachu cofnął się skulony w tył i uderzył plecami o drzewo, Ci którzy stali przy nim parsknęli śmiechem jak gdyby patrzyli na zagubione dziecię, które potrzebuje pomocy. Wtedy... Jeszcze nikt nie wiedział jaki koszmar i ile bólu oraz rozpaczy zrodzi się w świecie ludzi i magów. Nikt się nie spodziewał, że to na nich padnie przeżycie rządów Zerefa...



Aut. Dawno mnie tu nie było. Ale pora wrócić. Na stałe. Mam nadzieje, że sobie o mnie przypomnicie i dacie mi szansę na rozkręcenie bloga od nowa ;)

wtorek, 3 października 2017

Pechowy Blog

Wiecie co... Chyba mam pecha do tego bloga. Ilekroć próbuję tu wrócić, coś złego dzieje się u mnie w życiu... A to ląduje w psychiatryku, a to dowiaduje się że mam raka a to rozstanie z chłopakiem etc... Tym razem straciłam pracę... Czy ktoś może odprawić jakieś egzorcyzmy nad tym blogiem ? :D Jak to jest, że zawsze jak chce wrócić to coś staje mi na drodze... Owszem niby brak pracy daje mi czas na pisanie, ale wiecie jak to jest... Mieszkanie na własną rękę za coś żyć trzeba, w końcu chciałam się ustabilizować zacząć odkładać na mniejsze i większe rzeczy, a teraz zamiast myśleć o pisaniu tylko czuje narastający w sercu stres, który sprawia, że odechciewa mi się wszystkiego...
JAKIEŚ RADY? :D