czwartek, 19 kwietnia 2018

Krótkie info.

Kochani moi najdrożsi :D krótkie info. Nie, nie zawieszam bloga, żeby nie było :D Zaczynam robotę, więc proszę o wyrozumiałość co do rozbieżności w dodawaniu rozdziałów. Postaram sie jak najszybciej rozplanować sobie tak, by w końcu rozdziały pojawiały się regularnie :3 Trzymajcie kciuki by się udało :D Kocham Was <3

środa, 11 kwietnia 2018

Rozdział #6. Akihasa

  Wnętrze gildii wyglądało jak pobojowisko. Całe szczęście, tylko sala główna została zniszczona przez Heartfilie. Ci, którzy oberwali nieco bardziej, mogli niezwłocznie zostać przeniesieni do skrzydła szpitalnego. Wśród nich znajdowała się Bisca z Alzackiem, którzy chroniąc swoją córkę oberwali stołem. Pomiędzy ich łóżkami, siedziała zmartwiona Asuka, czekająca, aż jej rodzice przebudzą się po bliskim spotkaniu z meblem. Tuż obok nich leżała Lisanna, która po wgnieceniu w parkiet, mimo że już przytomna, odczuwała ból głowy i lekkie zawirowania.
- Aaah, moja głowa - powiedziała patrząc na swojego brata, który czekał, aż wydobrzeje. Ten tylko zacisnął pięści, obserwując poobijane siostry, które próbowały zmierzyć się z blondynką.
- To nie było męskie! - zawołał nagle, jednak nie chodziło mu o ból głowy siostry, a o zachowanie Heartfilii. Wszyscy, którzy byli już przytomni, siedzieli z najczęściej obwiązaną głową bandażami. Nastu, który na swoim czole miał najwięcej białego materiału z nich, siedział w kącie na krześle, ruszał niespokojnie nogami, unosząc je na palcach stóp. Prychał co chwilę, jakby walczył sam ze sobą i swoimi myślami. Nikt nie wiedział, skąd u Lucy wzięła się taka siła, a co najważniejsze, dlaczego ich nie pamięta i wykorzystała moc przeciwko nim. Jedyne, czego mogli być pewni, to fakt, że za tym wszystkim stał nikt inny niż mistrz, nowo odrodzonej gildii Raven Tail - Ivan Dreyar. Piętro niżej, po zniszczonym parkiecie dreptała Erza, która próbowała sobie tym pomóc w rozmyśleniach i uspokojeniu nerwów. Łaziła w tę, a we w tę, jakby zamierzała tym dodatkowo uszkodzić skrawek podłogi, po której człapała ze zdenerwowaniem.
- Erza, uspokój się, zaczyna mi się już kręcić w głowie jak na Ciebie patrzę - odezwał się Jellal, który w rozwalonym barze znalazł jedno, sprawne krzesło, na którym właśnie siedział. Kurz, towarzyszący rozróbie, zdążył już osiąść na zniszczonych meblach i podłodze. Tylko w promieniach słonecznych, które wdzierały się beztrosko do środka, można było ujrzeć wirujące w powietrzu kawałki pyłu, będące zbyt lekkie by upaść ostatecznie na podłogę. Tytania wyrwana z amoku, spojrzała na mężczyznę, czerwieniąc się nieco ze wstydu.
- Przepraszam - wydukała z siebie, marszcząc brwi. Usilnie chciała stanąć w miejscu i się uspokoić, jednak już po chwili znów dreptała po tej samej ścieżce co poprzednio. Fernandes przewrócił oczami, wzdychając przy tym ciężko. - Nie rozumiem, co się stało? - zadała w końcu pytanie, które świdrowało ją od środka już od dłuższej chwili. Do przemyśleń dołączyła się Cana, która siadając na zakurzonym kawałku, w miarę nie zniszczonego parkietu, rozłożyła karty.
- Nie mam pojęcia o co chodzi, ale spróbuję ją namierzyć - wszyscy, łącznie z dziadziusiem, z niecierpliwością obserwowali jak Cana próbuje zdziałać coś swoją magią. Kiedy ujrzeli na jej twarzy ewidentne zdenerwowanie, sami zmarszczyli swoje brwi, obawiając się czegoś złego. Alberona robiła wszystko co mogła, jednak po dłuższej chwili z krótkim okrzykiem, rozwaliła ułożone na podłodze karty. - To na nic, to bezużyteczne badziewie - powiedziała wkurzona, przenosząc swój wzrok na towarzyszących jej ludzi. - Nie ma jej, jakby się rozpłynęła w powietrzu - ze zrezygnowaniem zaczęła zbierać karty, które dosłownie przed chwilą sama rozrzuciła.
- W takim razie trzeba ją znaleźć - powiedział Natsu, który po opuszczeniu skrzydła szpitalnego, schodził właśnie z piętra. Już chciał wyjść, by niezwłocznie zrobić to, o czym przed chwilą powiedział, jednak drzwi przed nosem zablokowała mu powiększona ręka Makarova.
- Rozumiem, że się martwisz, jak my wszyscy - zaczął spokojnie mistrz, patrząc na zdziwionego chłopaka, który obrócił się tyłem do wyjścia gildii. - Najpierw musimy doprowadzić wszystko do porządku. W trakcie zastanowimy się, co zrobić - stanowczym głosem Dreyar zakończył swoją wypowiedź, po czym zniknął w skrzydle szpitalnym. Salamander spojrzał na Erzę, marszcząc przy tym brwi.
- Nie rozumiem co tu się dzieje - stwierdził nagle, jednak to nikogo nie zdziwiło, to w końcu Natsu. Pokiwali tylko głowami na boki i zgodnie z poleceniami mistrza, wzięli się za robotę. Musieli naprawić co się da, a to, co nadawało się jedynie na śmietnik, trzeba było odkupić. Dragneel, z obwiązaną głową bandażami, nosił na ramionach deski z parkietu i doszczętnie zniszczone stoły. Tym samym zajmował się Gray, który z niezadowoleniem obserwował Juvię, która zamiast pracować, rozpływała się nad "silnym Paniczem". Dwójka magów, którzy zazwyczaj toczą ze sobą wojny, o dziwo wykonywali swoją pracę w ciszy. Chcieli skończyć jak najszybciej, by odnaleźć ich przyjaciółkę i zrobić coś, by wróciła do nich dawna Lucy. Do nikogo nie mogło dojść to, co się stało. To był koszmar, z którego każdy chciałby się obudzić, lecz twardo śniąc, nie byli w stanie wydostać się z odmętów umysłu, który usilnie chciał ich skrzywdzić, pokazując najgorsze obrazy. Choć Natsu zawsze, bez względu na wszystko, palił się by ratować wszystkich, bez względu na konsekwencje swych poczynań, tym razem usłuchał Mistrza. Wszyscy domyślali się, że było to spowodowane wszechogarniającą go bezradnością, a do jego zazwyczaj wolno działającego rozumu, nie docierała prawdziwa istota rzeczy. Zastanawiał się tylko, dlaczego Lucy pachniała trochę sobą, a trochę czymś obrzydliwym. Zapach, który dostał się do jego nozdrzy, gdy tylko stanął bliżej blondynki, był dla niego bliżej nie określony. Nie wiedział do czego mógłby go porównać, ale z pewnością należał on do dziesiątki najnieprzyjemniejszych, które kiedykolwiek podrażniły jego szczególnie czułe nozdrza. Przeszkadzał mu fakt, że nie wiedział co zrobić. Zawsze instynkt podpowiadał mu wszystko, nawet, jeżeli dla osoby z zewnątrz wydawało się to zbyt pochopne. Tym razem nie popędził jak zawykle na ratunek, jak to zazwyczaj robi, gdy komuś z jego otoczenia zagraża niebezpieczeństwo. W głowie miał oczy Lucy, w które spojrzał głęboko, lecz nie dostrzegł w nich swej przyjaciółki, oraz wargi, które złączyły się w jedność, gdy Heartfilia zagryzła jedną nich. Momentalnie przejechał palcami po dolnej wardze, w którą wgryzła się blondynka. Taka bliskość zdażyła mu się pierwszy raz w życiu, jednak przez to, że dziewczyna ewidentnie nie była sobą, czuł jedynie obrzydzenie. Pomachał głową, jakby naprawdę walczył sam ze swoimi myślami. Przecież gdyby to była prawdziwa Lucy, nigdy nie zrobiła by czegoś takiego. Nigdy nie wpadłoby mu do głowy, że w tak tragiczny spobób, jego usta poczują dotyk warg Lucy. Ba! Nigdy by nie pomyślał, że ich wargi kiedykolwiek się spotkają.
- Aaa! - jego mózg w końcu doznał ewidentnego przepalenia, więc łapiąc się za głowę, zaczął nią kręcić we wszystkie strony świata. Zdziwieni przyjaciele zerknęli na niego, nie mając pojęcia co się z nim dzieje. Tytania momentalnie doszła do wniosku, że część ciała za którą się trzyma zaczęła go boleć, po spotkaniu ze ścianą, w której swoją drogą, wybił niezłą dziurę, którą musieli załatać.
- Natsu, co Ci jest?! - wypaliła zestresowana Tytania, która podbiegając do niego, wbiła jego obolałą głowę w swoją codzienną zbroje. W prawdzie mogła się domyślić, że jeżeli boli go głowa, nie powinna się tak zachowywać, jednak stres związany z tą sytuacją całkowicie odbierał jej racjonalne myślenie. Domyślała się, że Jellal, którego niedawno uniewinniono, na pewno nie zrozumie tak bardzo jej wewnętrznego cierpienia jak Natsu.
- Co robisz? - zawył Dragneel, z trudem łapiąc powietrze. Tytania skutecznie utrudniła mu oddychanie, gdy całą swoją siłą przyciągnęła go do swojej klatki piersiowej. Jego głowa, zaczęła niemiłosiernie pulsować, jakby za chwilę miała eksplodować. Chłód zbroi Erzy wcale mu nie pomagał, może dlatego, że jego czaszka była do niej przygniatana z taką siłą, że Natsu w końcu zaczął widzieć podwójnie. Tytania najwyraźniej była tak zestresowana, że nie zdawała sobie sprawy, że robi chłopakowi krzywdę.
- Erza! Puść go - zawołał w końcu Jellal, widząc, że smoczy zabójca zaraz odleci w swoją krainę, jeżeli szybko nie dostanie tlenu. Gdy tylko Scarlet rozluźniła swoje spięte ramiona, Dragneel wylądował na podłodze jak długi. Z przerażeniem spojrzał na swoją przyjaciółkę, a jego obolały mózg dosłownie zaczął parować.
- Dwie Erzy! Dwie Erzy! NIEEE! - no i odleciał. Perspektywa lania od dwóch Tytanii na raz najwidoczniej go przerosła. Dziewczyna o szkarłatnych włosach naburmuszyła swoje policzki w niezadowoleniu. Odchrząknęła w końcu, kierując swój wzrok na zebranych.
- Weźmy się w końcu do roboty - burknęła i zaczęła wściekle wyrywać zniszczone deski z podłogi, na co zebrani magowie patrzyli z przerażeniem w oczach. Mimo sytuacji sprzed chwili, dopiero teraz widać, jak bardzo Erza jest zdenerwowana. Lucy wszystkim zaprzątała głowę. Czym prędzej chcieli mieć ją dla siebie z powrotem.
   W skrzydle szpitalnym, wszyscy nieprzytomni zdążyli się już wybudzić. Bisca i Alzack ze szczęściem wymalowanym na twarzy, przytulali swoją córkę, której ku ich uciesze nic się nie stało. Lisanna strzelała na swoich knykciach, mając ochotę na rewanż z blondynką, jednak jej entuzjazmu nie podzielał chyba nikt. Mirajane siedziała na swoim łóżku, nie dowierzając, że była dla Lucy tak marnym przeciwnikiem, mimo że dokonała przejęcia demona. Wzdrygnęła się na myśl o tym, co Heartfilia mogłaby im zrobić, gdyby tylko chciała. Zacisnęła mocno swoje drobne, kobiece piąstki, ze złości i smutku jednocześnie. W końcu wstając, poszła do sali głównej, by pomóc towarzyszom w naprawie tego, co zostało zniszczone.
- Mircia! - zawołała Cana, która mimo pracy, co chwilę upijała wina z beczki, którą przytaszczyła z piwnicy. Podeszła do niej i objąwszy ją ramieniem, spojrzała na doszczętnie zniszczony bar. - Tak lubisz zakupy, może skoczysz po nowe kufle? - Cana chyba od razu wyczuła gęstą atmosferę, która opływała najstarszą Strauss. Wolała więc, by dziewczyna choć na chwilę oderwała swe myśli i zapominając o bezradności, mogła pomyśleć o czymś dla niej przyjemnym. Mirajane była kobietą o niezwykłej mocy magicznej, może dlatego tak bardzo drażnił ją fakt, że mimo to nie była w stanie uchronić rodzeństwa. Wszyscy zastanawiali się, skąd Lucy bierze tą siłę i jakim cudem robiła to wszystko? W tym momencie do głowy Mirajane, która miała już wychodzić z gildii, wpadło kolejne pytanie. Odwróciła się na pięcie i zwijając usta w wąską linię, spojrzała na towarzyszy.
- Skoro Lucy ma nową moc... To co z jej kluczami? - zapytała, a wszyscy na moment przerwali swoją pracę. Jakby dopiero teraz zdali sobie z tego sprawę. W tym momencie nie martwili się już tylko o Lucy, ale także o Lokiego i innych jej towarzyszy. Mieli tylko nadzieje, że wszystko skończy się szczęśliwie. Tylko jak przypomnieć Lucy o tym, że przecież jest ich przyjaciółką? Nie, nie przyjaciółką. Członkiem ich rodziny. Mirajane zostawiając towarzyszy, którzy zastygli w bezruchu, wyszła z gildii zastanawiając się co mogliby na to wszystko poradzić. Choć Natsu nie powiedział im o tym co zdarzyło się tuż przed wyjściem Lucy, i tak każdy obawiał się jej powrotu. Mimo że mieli już ze sobą Makarova, byli zaniepokojeni potencjalnym spotkaniem mistrza z Heartfilią. Wiedzieli co prawda, że mistrz z pewnością by sobie poradził, jednak co by się stało z blondynką w takim wypadku?
- Ruszcie się! - zawołał w końcu staruszek, który obserwował przez chwilę towarzystwo. Każdy z nich po pytaniu zadanym przez Strauss, wgapiał się w jakiś punkt, głęboko nad czymś rozmyślając. Dopiero krzyk mistrza wyrwał ich z tego transu. Wrócili więc do naprawiania sali głównej ich siedziby. Ze skrzydła szpitalnego dołączył do nich Elfman i podmieniając swoje ramiona, szybko i sprawnie wynosił dużą ilość zniszczonych mebli, przez sporych rozmiarów podwójne drzwi wejściowe.
- Rób to jak mężczyzna! - wołał co chwilę, kiedy tylko kogoś mijał podczas wykonywania obowiązków. Krzyczał to nawet do Erzy, jednak ta zdawała się na to nie zwracać uwagi. Gdy w końcu udało im się wynieść rzeczy, które były do wywalenia, Tytania przycupnęła na schodach. Wraz z Caną obserwowały jak faceci zbijają z desek nową podłogę tam, gdzie było to konieczne. Oprócz odgłosów młotka, roznoszących się echem po pustej sali, raz po raz można było usłyszeć ciche westchnięcia Natsu i Gray'a. Ich poważne miny mówiły same przez się. Choć byli poirytowani faktem, że nie mogą od razu ruszyć na poszukiwania dziewczyny, sami nie wiedzieliby nawet co zrobić w sytuacji ewentualnego spotkania. Postanowili więc poczekać, aż dziadek wyda konkretne polecenia, a do tego czasu, woleli zabić czas naprawą podłogi. Redfox, który mimo tego, że myślami był w skrzydle szpitalnym, ciałem unosił się nad głowami wszystkich, podtrzymywany przez Liliego. Łatał z zamyśleniem dziurę, po głowie Salamandra. Machinalnie wykonywał ruchy, jakby był odseparowany od całego świata. Jellal próbował zrobić nowy bar, jednak nie do końca mu to wychodziło, dlatego z pomocą przyszedł mu Makarov, który był już wprawiony w naprawianiu często niszczonych przedmiotów. Jeżeli nie wróg - to dzika impreza zazwyczaj pochłaniała połowę mebli, które z rana trzeba było zbić na nowo, żeby ludzie mieli gdzie siedzieć. Erza i Cana pozostawiając chłopakom typowe męskie zadania, siedziały w ciszy, czekając aż Mirajane wróci z nowymi kuflami. Po nowe stoły do zbicia oraz ławki i tak musieli iść faceci.
- Zbijaj te deski jak mężczyzna! - Cana przewróciła oczami, słysząc kolejne wywody Elfmana na temat prawdziwej męskości.
- Przymknij się - powiedział niezadowolony Natsu, marszcząc przy tym swoje brwi. Już chcieli się na siebie rzucić, jednak czując na sobie rozgniewany wzrok Erzy, bez słowa i potulnie wrócili do roboty. Nastrój który panował w gildii był tak przytłaczający, że bardziej ciekawa wydawała się sterta rozbitych stołów przed gildią. Przez odgłosy zbijanych desek, w końcu przebił się dźwięk otwierania drzwi. Mirajane z radością ujrzała, że jej bar wygląda dwa razy lepiej niż przed rozbiciem. Z wdzięcznym wyrazem twarzy spojrzała na mistrza i Fernandesa, którzy właśnie odkładali swoje podręczne narzędzia na podłogę. Strauss bez słowa, odkładając zakupy, wzięła się za przecieranie blatu, by następnie wykładać zakupiony przez siebie towar.
- Dziadku, męczy mnie to sprzątanie i naprawianie, możemy w końcu coś zrobić? - powiedział w końcu Dragneel, który odłożył młotek, sygnalizując zakończenie pracy nad podłogą, jak i brak cierpliwości. Wszyscy przenieśli wzrok na starego Dreyara, czekając na jego reakcję. Ten westchnął ciężko, głaszcząc przy tym swojego pokaźnego, siwego wąsa.
- Jeżeli Lucy nas nie pamięta, to sprawę trzeba będzie rozgryźć od środka - zaczął spokojnie mistrz, i przenosząc dłoń z wąsa na czoło, zaczął masować swoje skronie, jakby to miało mu pomóc w myśleniu.
- Może poprosić Doranbolta, żeby wkradł się między nich, tak jak zrobił to z nami podczas egzaminu na klasę S? - zaproponowała Erza, która wlepiała swoje duże, pełne nadziei oczy w Makarova. Ten spojrzał na nią z ciekawością, jednak po chwili zmarszczył brwi, zdając sobie sprawę z tego, że nie mogą prosić Rady o tak wielką przysługę.
- Rada nie może się mieszać w sprawy między gildiami. Nie możemy go o to prosić - mina Erzy, która przed chwilą ożyła w nadziei, na powrót zmarkotniała. Zagryzła dolną wargę, zastanawiając się jak mogli by zinfiltrować wrogą gildię, by uzyskać odpowiednie informacje.
- Gajeela nie poślemy, choć to nasz najlepszy szpieg, Ivan w życiu nie da się na to nabrać - wtrącił się w końcu Gray, a mężczyzna o którym była mowa, prychnął pod nosem niezadowolony. Za pewne liczył na jakąś ekstra bójkę pod koniec, żeby odpłacić cholernemu Raven Tail za skrzywdzenie członków gildii. W tym momencie podeszła do nich pewna siebie Mirajane, gotowa podjąć się tego zadania.
- Ja mogę to zrobić. Podmienię się za przypadkowego przechodnia i dostanę się do gildii Ivana - na chwilę zapadła cisza, a każdy z osobna dokonywał analizy tego, co mogło by się stać. W końcu do głosu powrócił Makarov, który zaczął cmokać ustami, licząc, że to mu pomoże w przemyśleniach.
- Nie ma opcji, nie będziesz mogła zaprezentować siły, Ivan nie przyjmie Cię do swojej gildii tak po prostu - powiedział w końcu, a gdy Mirajane już straciła zapał, odezwał się Natsu, któremu na usta wkradł się zadziorny uśmiech.
- Pojedziemy do Shirotsume. Znajdziemy jakiegoś knypka z Ravenu, przywleczemy go tutaj i Mira będzie mogła się w niego zamienić - zaśmiał się psychopatycznie Salamander, i choć zazwyczaj jego pomysły były głupie lub lekkomyślne, tym razem trafił w samo sedno sprawy.
- My będziemy go tutaj pilnować, a Mirajane będzie mogła się dowiedzieć co trzeba - wtrąciła Erza, której emocje również powróciły. Wszyscy poczuli, jak wraca do nich nadzieja na rozwiązanie sprawy.
- Obijemy go i będzie fajnie. Gihi - dodał Gajeel, zadowolony z możliwości przyłożenia w twarz komuś z Ravenu.
- Ale się napaliłem! - zawołał Dragneel, popalając swoje gotowe do walki pięści, które zacisnął tak mocno, że zaczęły lekko drżeć. - Pora skopać tyłek komuś z Ravenu! - już chciał biec do wyjścia, kiedy jego zapał ostudził Makarov, fundując mu uderzenie w tył głowy z otwartej dłoni.
- Ty nigdzie nie idziesz. Zostajecie tutaj, musicie doprowadzić ten syf do porządku! - niezadowoleni faceci już chcieli się awanturować, kiedy wszyscy po kolei dostali po głowach. - Nie ma dyskusji! Robicie za dużo szumu koło siebie! Erza pojedzie z Mirajane, we dwie na pewno dadzą radę - Tytania i Strauss wypięły swoje piersi dumnie do przodu, pokazując przy tym mężczyznom swoją wyższość.
- Aye... - odpowiedzieli chórem Gray, Natsu i Gajeel, masując obolałe głowy. Dziewczyny natomiast pospiesznie wyszły z gildii, by udać się na peron, skąd miały pojechać do Shirotsume.
   Erza i Mirajane drogę przebyły w zupełnej ciszy. Każda z nich zaprzątała sobie głowę swoimi myślami, nie zwracając uwagi na siebie nawzajem. Droga zdawała im się ciągnąć w nieskończoność, jednak w końcu znalazły się na miejscu.
- Nie możemy zwracać na siebie zbytniej uwagi - powiedziała Erza, kierując swój wzrok na biało-włosą towarzyszkę. Ta przytaknęła jej jedynie ruchem głowy. Przemierzały ulice główne i poboczne Shirotsume, w poszukiwaniu kogoś, kto należy do Raven Tail. Ich plan był prosty. Znaleźć osamotnionego członka wrogiej gildii, szybko go obezwładnić i dowieźć jakoś do Magnolii. Erza przygryzła dolną wargę, zastanawiając się, jak niby mają nieprzytomnego typa przenieść przez miasto i zostać nie zauważonymi.
- Zrobimy tak... - zaczęła Mirajane, i w końcu udało im się znaleźć mężczyznę, który w ich mniemaniu nie grzeszył zbyt dużą siłą magiczną. Podeszły do niego uśmiechając się uwodzicielsko, licząc, że uda im się go znokautować, zanim zorientuje się, że są z Fairy Tail.
- Witaj przystojniaczku - zaczęła Mirajane, zmysłowo zagryzając dolną wargę i puszczając oczko mężczyźnie, który ewidentnie został oczarowany obiema kobietami. Nie był zbyt przystojny, więc domyśliły się, że rzadko kiedy jakaś dziewczyna chce z nim rozmawiać, a co dopiero dwie. Jemu ewidentnie tu i ówdzie dopłynęło zbyt dużo gorącej krwi.
- Masz ochotę... Porozmawiać? - wtrąciła Erza, która wcześniej zmieniła swoją codzienną zbroję na wyuzdaną, krótką sukienkę. Kładąc dłoń na jego torsie, zrobiła krok do przodu, by głębiej wejść w uliczkę, na której stali. Mężczyzna dosłownie oniemiał, nie potrafiąc się odezwać. Erza jednak musiała przełamać te lody, w końcu musiały dowiedzieć się jak ma na imię.
- Zdradzisz mi swoje imię? - wyszeptała seksownie, choć wcale nie czuła się dobrze w takiej wersji siebie.
- Akihasa, ślicznotko - widziała głęboko w jego oczach, jak rozbiera ją wzrokiem. Jakby mogła czytać jego perwersyjne myśli, które owijały się wokół niej i Strauss. Wtedy Mirajane podchodząc do niego bliżej i zarzucając ręką, jakby chciała go objąć, przywaliła mu z całej siły w tył głowy. Facet bezwładnie poleciał do przodu, a Erza wracając do swojej codziennej zbroi, przerzuciła sobie jego wiotkie ramie, tak by mieć je na swoim barku.
- Jeszcze chwila i bym go zabiła - burknęła niezadowolona Erza, a najstarsza z rodzeństwa Strauss śmiejąc się pod nosem z jej poirytowania, zarzuciła drugie ramię mężczyzny na swoje. Wyszły z uliczki z zamiarem odegrania prawdziwie teatralnej scenki. Dobrze, że udało im się poznać jego imię, bo ludzie zapewne go tutaj znali.
- Akihasa, znów się schlałeś i musimy Cię prowadzić! - zawołała roześmiana Mirajane, i wlokły go jak prawdziwie pijanego w stronę peronu. Ludzie szybko znudzili się tym widokiem, na ich szczęście chyba facet często doprowadzał się do takiego stanu.
- Szybko, szybko, na peron, na peron - powtarzała cicho do siebie Scarlet, chcąc jak najszybciej pozbyć się ramienia faceta ze swego ciała. - Nie wiem co Cię tak bawi - powiedziała głośniej, słysząc chichoty swojej przyjaciółki.
- Ty mnie bawisz - przez chwilę poczuły się jak nastolatki, które ciągle ze sobą walczyły, jednak szybko poważniejąc, wepchały faceta do pociągu. Po chwili podróży usłyszały jego jęki, więc Erza szybko przywaliła mu pięścią w brzuch, jak to zwykła robić Natsu, gdy męczył się podróżą. Znokautowany po raz drugi mężczyzna, znów odleciał w swoją, nieznaną nikomu krainę.
- Teraz wystarczy go dowlec do gildii, związać i pilnować - powiedziała Tytania wywlekając gościa z pociągu. Kiedy były już na swoim terenie, nie musiały odgrywać żadnych scenek. Erza trzymając go za nogę, wlekła go po drodze. Czuła ogromną satysfakcję. Taki mały odwet za te świńskie spojrzenia, którymi je obrzucał. Weszły do gildii, która wyglądała już jak nowa.
- Szybko się uwinęliście z robotą - skwitowała zadowolona Mirajane, rozglądając się wokół siebie.
- Wy też - powiedział Makarov, który właśnie wyszedł ze swojego gabinetu.
- Dawać mi go tu! - zawył Natsu, pędząc jak głupi w stronę nieprzytomnego gościa, jednak szybko wylądował na podłodze, kiedy jego twarz spotkała się z pięścią Tytanii. Nie zwracając uwagi na jęki niezadowolonego smoczego zabójcy, usadowiły gościa na krześle, mocno i starannie go do niego przywiązując. Facet po dłuższej chwili się ocknął i z przerażeniem domyślił się, gdzie jest.
- Czego ode mnie chcecie - odezwał się zachrypniętym głosem, próbując oswobodzić swoje ręce i nogi z oplątanego wokół nich sznura. Erza i Mirajane uśmiechały się do niego podle, jednak pozostawiły sprawę Dragneelowi.
- Co wiesz o Lucy, czego od niej chcecie? - zapytał, groźnie wymachując mu przy tym rozpaloną pięścią przy twarzy. Zdziwił się, gdy w odpowiedzi usłyszał prychnięcie, a facet spojrzał na niego jak na idiotę.
- Skąd mam wiedzieć po co Ivanowi jakaś cycata blondyna - warknął do niego z poirytowaniem, jednak szybko tego pożałował, albo nawet nie zdążył, kiedy po raz trzeci tego dnia został znokautowany przez płonącą pięść Natsu, która wylądowała na jego twarzy.
- Ivan nie jest taki głupi. Nie podzieliłby się swoimi planami z jakimś marnym podlotkiem - powiedział Makarov, chodząc dookoła faceta. - Ale to dobrze, mamy pewność, że nie będzie go interesował więc Mirajane nawet nie będzie musiała z nim rozmawiać. Oby - ostatnie słowo wypowiedział nieco ciszej, i przykładając dłoń do podbródka, zaczął go intensywnie pocierać. Mistrz nie musiał mówić nic więcej. Strauss szybko zmieniła się w mężczyznę i patrząc na nich uśmiechnęła się szeroko.
- Oby się udało - powiedziała cicho, a następnie z nadzieją na zebranie potrzebnych im informacji, wyszła z gildii.
- Na pewno jej nie rozpoznają? - zapytała Tytania, gdy Strauss była już poza budynkiem. Dziadek spojrzał na nią niepewnie, mrucząc coś pod nosem, a w końcu odkaszlał subtelnie.
- Myślę, że nie...

autorsko.
Kochani zepsuł mi się laptop :C Brat pożyczył mi komputer, ale strasznie ciężko jest mi na klawiaturze, więc opornie mi pójdzie pisanie, póki się nie przyzwyczaję :C Wiem, że rozdział może być trochę nudnawy, no ale czasem tak musi być XD Dziękuję z całego serca komentującym i liczę, że będzie Was coraz więcej :) Blogspot trochę podupadł, ale nie martwcie się, nie zniechęca mnie to do pisania :) Nie zwracajcie zbytnio uwagi na błędy, bo wrzucam na świeżo, żebyście mogli poczytać :D Jak oczy trochę odpoczną od tekstu, łatwiej mi będzie później to poprawić :D Do zobaczyska w następnym ;)
Wasza Aiko.

czwartek, 5 kwietnia 2018

Rozdział #5. Atak

   Blondynka weszła do gildii pewna siebie. Rozglądnęła się po nieznajomych jej twarzach, uśmiechając się przy tym zadziornie. Gwar w gildii momentalnie ucichnął, a ona opierając dłoń na swym odkrytym biodrze, świdrowała wszystkich przenikliwym wzrokiem. Natsu spojrzał na nią a czas nagle się zatrzymał. Widział Lucy, jednak wyglądała zupełnie inaczej. Odważnie ubrana, z mocnym makijażem i rozpuszczonymi włosami wyglądała jak nie ona. Zdecydowanie wolał jej łagodniejszą wersję, jednak teraz nie było czasu na rozmyślanie o jej wyglądzie. Ona stała, wpatrując się w nich z wyższością, a on wstał od stolika i podszedł do niej niepewnie.
- Lucy? - zapytał cicho, jednak po chwili zmarszczył swoje brwi w niezadowoleniu. Chciał zaciągnąć się jej zapachem, jednak to nie było to, co czuł zawsze. Jakby nowa Lucy pachniała inaczej, nieprzyjemnie a zarazem gdzieś za pierwszą ohydną wonią, można było wyczuć nutkę słodyczy, którą tak dobrze znał. Nic z tego nie rozumiał, choć bardzo pragnął to pojąć. Podszedł bliżej, jednak szybko tego pożałował. Gdy znalazł się dość blisko niej, ta uśmiechnęła się kpiąco i jednym uderzeniem posłała go w ścianę, w której głową wybił dziurę. Wszyscy zastygli w bezruchu.
- Co jest nędzne muchy? - zaśmiała się złowieszczo, a towarzystwo poczuło nieprzyjemne ciarki na plecach. Nie tylko jej zapach się zmienił. Jej głos stał się wredny, żmijowaty dodatkowo co najmniej ton niższy, niż był dotychczas. Jedyną osobą, która była w stanie ruszyć się z miejsca była Lisanna, która wściekła rzuciła się do ataku. Nie mogła odpuścić tego, jak podstępnie posłała Dragneela na ścianę, pozbywając go przy tym przytomności.
- Dusza zwierzęcia! Tygrysica - zawołała namłodsza Strauss i pędem zbliżała się do ewidentnie rozbawionej tym faktem Heartfilli.
- Kotek? Serio? - po raz kolejny z ust dziarskiej dziewczyny można było usłyszeć pełen pewności siebie śmiech. Lisanna rzuciła się na nią, chcąc zaatakować, jednak szybko przekonała się, że nie miała szans dosięgnąć atakiem przeciwnika. Lucy złapała ją za nadgarstek i wbiła w podłogę, a następnie kładąc stopę na jej głowie, wgniatała ją w parkiet. - Nie wiem na co liczyłaś dziewczynko. - wyszczerzyła się w szerokim uśmiechu, a Strauss bezskutecznie próbowała uwolnić się spod podeszwy blondynki. Widząc to Mirajane z Elfmanem nie zamierzali dłużej zastanawiać się, dlaczego Lucy zachowuje się tak a nie inaczej. W tym momencie ich priorytetem była ochrona najmłodszej siostry. Mirajane, która z bólem serca zamieniała się właśnie w demona, ruszyła do ataku. Nie chciała skrzywdzić Lucy, jednak musiała wyciągnąć Lisannę z potrzasku, w którym się znajdowała.Wszyscy z przerażeniem obserwowali, jak ich przyjaciółką, która zaginęła, poradziła sobie z Mirajane jak ze zwykłą muchą, która goni wieczorami pod sufitem. Nie wierząc w to co się dzieje. Najstarsza Strauss leżała teraz na szczątkach baru, który zniszczyła swoim ciałem.
- Lucy, zostaw ją! - zawył nagle Salamander, który ocknąwszy się po bliskim spotkaniu ze ścianą, podchodził szybkim krokiem do blondynki. - Co się z Tobą dzieje Lucy? - będąc coraz bliżej, zacisnął swoje pięści tak mocno, że poczuł wbijające się paznokcie do wewnętrznych stron swych dłoni. Nie wiedział co się dzieje, tak samo jak towarzystwo. Wszyscy czuli się jak w koszmarze widząc, jak jedna przyjaciółka, przygniata głowę drugiej do podłogi.
- Skąd Ty w ogólnie znasz moje imię? - na to pytanie wszyscy wzdrygnęli się i przecierając swoje oczy, otworzyli je szeroko, patrząc z niedowierzaniem. Salamander aż cofnął się o krok, słysząc jej niski, żmijowaty głos. Co prawda był to głos Lucy, niezaprzeczalnie. Jednak jakby ktoś o potwornym sercu przemawiał przez jej struny głosowe.
- Nie pamiętasz nas? - zapytał smoczy zabójca a w tym momencie blondynka prychnęła pod nosem. Podniosła swoją nogę, by wziąć szybki zamach i kopnąć Lisannę tak mocno, że próbujący złapać ją w locie Elfman uderzył o jedną ze ścian. Dziewczyna najwyraźniej miała fetysz na obserwowanie, jak jej ofiary obijają się głucho o ściany jak nic nie znaczące, szmaciane lalki.
- Nie wiem kim jesteś, ale działasz mi na nerwy - powiedziała w końcu, obdarzając łaskawie wzrokiem swojego rozmówce, którego oczy rozszerzały się ze zdziwienia. - Koniec tej zabawy muszki. Nie macie z nami szans. - zawołała wyraźnie poirytowana, pokazując im swoją prawą dłoń. Widniał na niej znak gildii Raven Tail. Widząc to Natsu od razu przypomniał sobie, jak dziewczyna z radością pokazywała mu znak Fairy Tail na ręce. Była taka szczęśliwa tamtego dnia. Nie mógł uwierzyć, że zastąpiła go znakiem Ravenu, pogrywając sobie z nimi jak z dzieciakami. W tym momencie dziewczyna zaczęła wypełniać misję, z którą tutaj przybyła. Z radością i szyderczym śmiechem zaczęła rozwalać gildię, jak gdyby nigdy nic dla niej nie znaczyła.
- Lucy, co robisz?! Przestań! - rzuciła się na nią w końcu Tytania, jakby ciągle nie docierało do niej to, że ta dziewczyna nie ma pojęcia kim oni są. Odrzucona przez wybuch Erza, w ostatniej chwili została złapana przez Fernandesa, który z równie wielkim przerażeniem wpatrywał się w poczynania blondynki. Nie wiedzieli co jej się stało, jednak na pewno nie była to ich ukochana przyjaciółka. - Odwrót! - zawołała w końcu Scarlet, wyczuwając powiększające się pokłady energii od dziewczyny. Ludzie spojrzeli na nią z przerażeniem, ale nie było wyjścia. - Nie mamy szans, teraz kiedy mistrz jest na zebraniu świętych magów! - Ci, którzy byli wstanie się ruszyć, zaczęli w popłochu wybiegać z budynku tylnym wyjściem. Jej moc była tak przytłaczająca, że większość osób odczuwała jedynie sparaliżowanie. Nie mogąc się ruszyć, obrywali stołami i krzesłami, które latały po gildii pod wpływem mocy Heartfilli. Bisca i Alzack, w ostatnim momencie się ocknęli, szybko zasłaniając swoją córkę przed atakiem. Nic jej się nie stało, jednak jej rodzice leżeli nieprzytomni, przygnieceni stołem.
- Mamo, tato! - darła się przerażona dziewczynka, jednak nie miała czasu na płacz. Poczuła mocne szarpnięcie i podniosła głowę. Zobaczyła Canę, która wraz z tymi, którzy trzymali się jeszcze na nogach, wybiegała tylnym wyjściem. Z przerażeniem obserwowali jak wnętrze ich gildii jest dewastowane przez ciągle śmiejącą się blondynkę.
- Co za słabeusze - wydukała z siebie, gdy kurz zaczął powoli opadać. Z zadowoleniem chwilę wpatrywała się w totalne pobojowisko i rannych magów, przygniecionych stołami i innym umeblowaniem. Rzuciła pogardliwy wzrok na leżącego pod jej stopami Salamandra, który oberwał jako pierwszy. Złapała jego różową czuprynę i uniosła do góry. Spojrzała na jego twarz, na której malował się grymas bólu. Uderzyła go wolną dłonią w policzek, jakby chcąc go ocucić. Po chwili chłopak zaczął otwierać oczy, czując przy tym ból i wyrywane włosy. Ujrzał przed sobą zadowoloną Lucy, która przyglądała mu się uważnie, niemalże stykając się z nim nosem.
- Lu...cy - powiedział ledwie, czując gulę w gardle. Jego serce jakby nagle stanęło, a oczy wpatrywały się ze smutkiem na podle uśmiechniętą dziewczynę. Ta zamrugała kilka razy oczami, po czym przybliżyła swe usta do jego lewego ucha. Czuła jak chłopak zadrżał i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- To dopiero początek. Następnym razem nie będę tak miła - z zadziornym uśmiechem spojrzała mu w oczy. On patrzył w nie, próbując dostrzec w nich swoją przyjaciółkę, jednak na marne. Nie było tam nic, co by ją przypominało. W tym momencie dziewczyna nachyliła się nad nim i przygryzła jego dolną wargę, jakby co najmniej miała na niego chrapkę. Ten ze zdziwienia uniósł brwi zastygając w bezruchu. Dziewczyna zaśmiała się szyderczo z jego zawstydzenia i puściła jego różowe, zakurzone włosy. Chłopak opadł na podłogę, obserwując jak dziewczyna z gracją poruszając biodrami, opuszcza gildię.
- Do zobaczenia - zawołała gdy była tuż przy wyjściu. Ostatnie co pamiętał Natsu, to jej wyciągniętą w górę dłoń, na której widniał znak Raven Tail. Chwilę później stracił przytomność, przywalając czołem w zniszczoną podłogę.
  Tymczasem na zebraniu rady.
Drzwi od sali, w której znajdowała się dziesiątka najpotężniejszych magów, otworzyły się z hukiem. Lahar wraz ze swoją strażą pospiesznie kierowali się w stronę stołu, przy którym obradowali. Zdziwieni tym faktem obserwowali widocznie zdenerwowanego mężczyznę.
- Dlaczego nam przerywasz, Laharze? - odezwał się przewodniczący rady, spoglądając na mężczyznę, który podchodzi do niego i salutuje.
- Muszę zgłosić, że gildia Fairy Tail została zaatakowana - Makarov wytrzeszczył swoje oczy. Kiedy usłyszał "Fairy Tail" był pewien, że jego dzieciaczki znów nabroiły, a nie, że zostały zaatakowane. Wzrok Lahara przeniósł się na zmartwionego mistrza, tak samo jak wzrok członków rady.
- Jeżeli sobie pan życzy, sprowadzę Doranbolta, by niezwłocznie teleportował Pana na miejsce. - Makarov zaciskając pięści w gniewie, pokiwał tylko głową twierdząco. W tym momencie nie interesowało go już nic innego. Żadne zebranie nie miało znaczenia, nie przejmował się nawet gniewnym spojrzeniem przewodniczącego, który wyraźnie nie był zadowolony, że Dreyar postanowił opuścić obrady. Wstał z miejsca i ruszył za Laharem. Teraz priorytetem były jego dzieci. Szedł z nadzieją, że nikomu nic się nie stało. Wiedział, że Gildarts jest na misji i na pewno odczuli brak ich dwójki podczas tego haniebnego ataku.
- Doranbolt - odezwał się w końcu Lahar, stając tuż przed mężczyzną. - Musisz teleportować mistrza Makarova do Fairy Tail - rozkaz wydany - rozkaz wykonany. Doranbolt tylko złapał dziadka za ramię i po krótkiej chwili znaleźli się w siedzibie. Dziadek otworzył szeroko oczy widząc zupełnie zniszczone wnętrze ich siedziby. Alzack i Bisca leżeli nieprzytomni pod jednym ze stołów. Natsu tuż pod jego stopami, leżał bez kontaktu z otoczeniem. Mirajane powalona na doszczętnie zniszczonym barze, a tuż obok niej, Elfman, który próbował swym ciałem ochronić siostrę przed mocą Lucy. Parkiet był zupełnie zniszczony. Deski wystające z podłogi zakrywały twarze nieprzytomnych osób, na których powalone były meble. W ścianie zobaczył dziurę, którą Natsu zrobił, uderzając o nią głową. Nad nimi wszystkimi unosił się kurz, który z każdą chwilą spokojnie, coraz bardziej opadał na ciała nieprzytomnych magów. Dziadek zacisnął pięści widząc krzywdę swoich podopiecznych. W tym momencie dostrzegł tych, którym udało się uciec w porę tylnym wyjściem. Tytanię, Jellala, Canę, która trzymała w swych ramionach płaczącą Asukę. Zaraz po nim wkroczył Gray z poważną jak nigdy Juvią u swego boku. Na samym końcu wszedł Gajeel, który trzymał na swych rękach półprzytomną Levy, która oberwała krzesłem w głowę, jednak nie mógł po prostu jej tak zostawić w całym tym pobojowisku. Wielkie szczęście mieli Ci, którzy tego dnia udali się na misje.
- Co tu się stało? - zapytał dziadek wściekle, obserwując nadchodzącą w jej stronę Tytanię. Pozostali członkowie, którym udało się uciec, zaczęli odgrzebywać spod gruzu tych, którzy nie mieli tyle szczęścia.
- Lucy - to było chyba jedyne, co Erza mogła z siebie wydukać. Makarov ze zdziwienia aż otworzył usta, jakby nie rozumiał, co do niego mówi.
- Jak to.. Lucy? Zrobiła coś... Dlaczego? - dziadek nie był w stanie składnie ułożyć swoich myśli. Spojrzał na smutną i zmartwioną Scarlet. Nie mógł uwierzyć, w to co słyszy. Przecież Lucy, jej dzieciaczek. Zawsze łagodna i przyjazna. Swoim dobrem chciałaby uchronić cały świat od zła, a teraz nagle atakuje ich bez powodu. Nie mógł nic z tego rozumieć, wlepiał więc swoje pełne przejęcia oczy w kobietę, która przed nim stała.
- Mówiła, że nas nie zna. Miała na dłoni znak Raven Tail - dodała Erza, widząc zakłopotanie dziadka. On tylko zacisnął pięść i z nienawiścią wypisaną na twarzy wziął głęboki wdech.
- Ivan...