czwartek, 5 kwietnia 2018

Rozdział #5. Atak

   Blondynka weszła do gildii pewna siebie. Rozglądnęła się po nieznajomych jej twarzach, uśmiechając się przy tym zadziornie. Gwar w gildii momentalnie ucichnął, a ona opierając dłoń na swym odkrytym biodrze, świdrowała wszystkich przenikliwym wzrokiem. Natsu spojrzał na nią a czas nagle się zatrzymał. Widział Lucy, jednak wyglądała zupełnie inaczej. Odważnie ubrana, z mocnym makijażem i rozpuszczonymi włosami wyglądała jak nie ona. Zdecydowanie wolał jej łagodniejszą wersję, jednak teraz nie było czasu na rozmyślanie o jej wyglądzie. Ona stała, wpatrując się w nich z wyższością, a on wstał od stolika i podszedł do niej niepewnie.
- Lucy? - zapytał cicho, jednak po chwili zmarszczył swoje brwi w niezadowoleniu. Chciał zaciągnąć się jej zapachem, jednak to nie było to, co czuł zawsze. Jakby nowa Lucy pachniała inaczej, nieprzyjemnie a zarazem gdzieś za pierwszą ohydną wonią, można było wyczuć nutkę słodyczy, którą tak dobrze znał. Nic z tego nie rozumiał, choć bardzo pragnął to pojąć. Podszedł bliżej, jednak szybko tego pożałował. Gdy znalazł się dość blisko niej, ta uśmiechnęła się kpiąco i jednym uderzeniem posłała go w ścianę, w której głową wybił dziurę. Wszyscy zastygli w bezruchu.
- Co jest nędzne muchy? - zaśmiała się złowieszczo, a towarzystwo poczuło nieprzyjemne ciarki na plecach. Nie tylko jej zapach się zmienił. Jej głos stał się wredny, żmijowaty dodatkowo co najmniej ton niższy, niż był dotychczas. Jedyną osobą, która była w stanie ruszyć się z miejsca była Lisanna, która wściekła rzuciła się do ataku. Nie mogła odpuścić tego, jak podstępnie posłała Dragneela na ścianę, pozbywając go przy tym przytomności.
- Dusza zwierzęcia! Tygrysica - zawołała namłodsza Strauss i pędem zbliżała się do ewidentnie rozbawionej tym faktem Heartfilli.
- Kotek? Serio? - po raz kolejny z ust dziarskiej dziewczyny można było usłyszeć pełen pewności siebie śmiech. Lisanna rzuciła się na nią, chcąc zaatakować, jednak szybko przekonała się, że nie miała szans dosięgnąć atakiem przeciwnika. Lucy złapała ją za nadgarstek i wbiła w podłogę, a następnie kładąc stopę na jej głowie, wgniatała ją w parkiet. - Nie wiem na co liczyłaś dziewczynko. - wyszczerzyła się w szerokim uśmiechu, a Strauss bezskutecznie próbowała uwolnić się spod podeszwy blondynki. Widząc to Mirajane z Elfmanem nie zamierzali dłużej zastanawiać się, dlaczego Lucy zachowuje się tak a nie inaczej. W tym momencie ich priorytetem była ochrona najmłodszej siostry. Mirajane, która z bólem serca zamieniała się właśnie w demona, ruszyła do ataku. Nie chciała skrzywdzić Lucy, jednak musiała wyciągnąć Lisannę z potrzasku, w którym się znajdowała.Wszyscy z przerażeniem obserwowali, jak ich przyjaciółką, która zaginęła, poradziła sobie z Mirajane jak ze zwykłą muchą, która goni wieczorami pod sufitem. Nie wierząc w to co się dzieje. Najstarsza Strauss leżała teraz na szczątkach baru, który zniszczyła swoim ciałem.
- Lucy, zostaw ją! - zawył nagle Salamander, który ocknąwszy się po bliskim spotkaniu ze ścianą, podchodził szybkim krokiem do blondynki. - Co się z Tobą dzieje Lucy? - będąc coraz bliżej, zacisnął swoje pięści tak mocno, że poczuł wbijające się paznokcie do wewnętrznych stron swych dłoni. Nie wiedział co się dzieje, tak samo jak towarzystwo. Wszyscy czuli się jak w koszmarze widząc, jak jedna przyjaciółka, przygniata głowę drugiej do podłogi.
- Skąd Ty w ogólnie znasz moje imię? - na to pytanie wszyscy wzdrygnęli się i przecierając swoje oczy, otworzyli je szeroko, patrząc z niedowierzaniem. Salamander aż cofnął się o krok, słysząc jej niski, żmijowaty głos. Co prawda był to głos Lucy, niezaprzeczalnie. Jednak jakby ktoś o potwornym sercu przemawiał przez jej struny głosowe.
- Nie pamiętasz nas? - zapytał smoczy zabójca a w tym momencie blondynka prychnęła pod nosem. Podniosła swoją nogę, by wziąć szybki zamach i kopnąć Lisannę tak mocno, że próbujący złapać ją w locie Elfman uderzył o jedną ze ścian. Dziewczyna najwyraźniej miała fetysz na obserwowanie, jak jej ofiary obijają się głucho o ściany jak nic nie znaczące, szmaciane lalki.
- Nie wiem kim jesteś, ale działasz mi na nerwy - powiedziała w końcu, obdarzając łaskawie wzrokiem swojego rozmówce, którego oczy rozszerzały się ze zdziwienia. - Koniec tej zabawy muszki. Nie macie z nami szans. - zawołała wyraźnie poirytowana, pokazując im swoją prawą dłoń. Widniał na niej znak gildii Raven Tail. Widząc to Natsu od razu przypomniał sobie, jak dziewczyna z radością pokazywała mu znak Fairy Tail na ręce. Była taka szczęśliwa tamtego dnia. Nie mógł uwierzyć, że zastąpiła go znakiem Ravenu, pogrywając sobie z nimi jak z dzieciakami. W tym momencie dziewczyna zaczęła wypełniać misję, z którą tutaj przybyła. Z radością i szyderczym śmiechem zaczęła rozwalać gildię, jak gdyby nigdy nic dla niej nie znaczyła.
- Lucy, co robisz?! Przestań! - rzuciła się na nią w końcu Tytania, jakby ciągle nie docierało do niej to, że ta dziewczyna nie ma pojęcia kim oni są. Odrzucona przez wybuch Erza, w ostatniej chwili została złapana przez Fernandesa, który z równie wielkim przerażeniem wpatrywał się w poczynania blondynki. Nie wiedzieli co jej się stało, jednak na pewno nie była to ich ukochana przyjaciółka. - Odwrót! - zawołała w końcu Scarlet, wyczuwając powiększające się pokłady energii od dziewczyny. Ludzie spojrzeli na nią z przerażeniem, ale nie było wyjścia. - Nie mamy szans, teraz kiedy mistrz jest na zebraniu świętych magów! - Ci, którzy byli wstanie się ruszyć, zaczęli w popłochu wybiegać z budynku tylnym wyjściem. Jej moc była tak przytłaczająca, że większość osób odczuwała jedynie sparaliżowanie. Nie mogąc się ruszyć, obrywali stołami i krzesłami, które latały po gildii pod wpływem mocy Heartfilli. Bisca i Alzack, w ostatnim momencie się ocknęli, szybko zasłaniając swoją córkę przed atakiem. Nic jej się nie stało, jednak jej rodzice leżeli nieprzytomni, przygnieceni stołem.
- Mamo, tato! - darła się przerażona dziewczynka, jednak nie miała czasu na płacz. Poczuła mocne szarpnięcie i podniosła głowę. Zobaczyła Canę, która wraz z tymi, którzy trzymali się jeszcze na nogach, wybiegała tylnym wyjściem. Z przerażeniem obserwowali jak wnętrze ich gildii jest dewastowane przez ciągle śmiejącą się blondynkę.
- Co za słabeusze - wydukała z siebie, gdy kurz zaczął powoli opadać. Z zadowoleniem chwilę wpatrywała się w totalne pobojowisko i rannych magów, przygniecionych stołami i innym umeblowaniem. Rzuciła pogardliwy wzrok na leżącego pod jej stopami Salamandra, który oberwał jako pierwszy. Złapała jego różową czuprynę i uniosła do góry. Spojrzała na jego twarz, na której malował się grymas bólu. Uderzyła go wolną dłonią w policzek, jakby chcąc go ocucić. Po chwili chłopak zaczął otwierać oczy, czując przy tym ból i wyrywane włosy. Ujrzał przed sobą zadowoloną Lucy, która przyglądała mu się uważnie, niemalże stykając się z nim nosem.
- Lu...cy - powiedział ledwie, czując gulę w gardle. Jego serce jakby nagle stanęło, a oczy wpatrywały się ze smutkiem na podle uśmiechniętą dziewczynę. Ta zamrugała kilka razy oczami, po czym przybliżyła swe usta do jego lewego ucha. Czuła jak chłopak zadrżał i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- To dopiero początek. Następnym razem nie będę tak miła - z zadziornym uśmiechem spojrzała mu w oczy. On patrzył w nie, próbując dostrzec w nich swoją przyjaciółkę, jednak na marne. Nie było tam nic, co by ją przypominało. W tym momencie dziewczyna nachyliła się nad nim i przygryzła jego dolną wargę, jakby co najmniej miała na niego chrapkę. Ten ze zdziwienia uniósł brwi zastygając w bezruchu. Dziewczyna zaśmiała się szyderczo z jego zawstydzenia i puściła jego różowe, zakurzone włosy. Chłopak opadł na podłogę, obserwując jak dziewczyna z gracją poruszając biodrami, opuszcza gildię.
- Do zobaczenia - zawołała gdy była tuż przy wyjściu. Ostatnie co pamiętał Natsu, to jej wyciągniętą w górę dłoń, na której widniał znak Raven Tail. Chwilę później stracił przytomność, przywalając czołem w zniszczoną podłogę.
  Tymczasem na zebraniu rady.
Drzwi od sali, w której znajdowała się dziesiątka najpotężniejszych magów, otworzyły się z hukiem. Lahar wraz ze swoją strażą pospiesznie kierowali się w stronę stołu, przy którym obradowali. Zdziwieni tym faktem obserwowali widocznie zdenerwowanego mężczyznę.
- Dlaczego nam przerywasz, Laharze? - odezwał się przewodniczący rady, spoglądając na mężczyznę, który podchodzi do niego i salutuje.
- Muszę zgłosić, że gildia Fairy Tail została zaatakowana - Makarov wytrzeszczył swoje oczy. Kiedy usłyszał "Fairy Tail" był pewien, że jego dzieciaczki znów nabroiły, a nie, że zostały zaatakowane. Wzrok Lahara przeniósł się na zmartwionego mistrza, tak samo jak wzrok członków rady.
- Jeżeli sobie pan życzy, sprowadzę Doranbolta, by niezwłocznie teleportował Pana na miejsce. - Makarov zaciskając pięści w gniewie, pokiwał tylko głową twierdząco. W tym momencie nie interesowało go już nic innego. Żadne zebranie nie miało znaczenia, nie przejmował się nawet gniewnym spojrzeniem przewodniczącego, który wyraźnie nie był zadowolony, że Dreyar postanowił opuścić obrady. Wstał z miejsca i ruszył za Laharem. Teraz priorytetem były jego dzieci. Szedł z nadzieją, że nikomu nic się nie stało. Wiedział, że Gildarts jest na misji i na pewno odczuli brak ich dwójki podczas tego haniebnego ataku.
- Doranbolt - odezwał się w końcu Lahar, stając tuż przed mężczyzną. - Musisz teleportować mistrza Makarova do Fairy Tail - rozkaz wydany - rozkaz wykonany. Doranbolt tylko złapał dziadka za ramię i po krótkiej chwili znaleźli się w siedzibie. Dziadek otworzył szeroko oczy widząc zupełnie zniszczone wnętrze ich siedziby. Alzack i Bisca leżeli nieprzytomni pod jednym ze stołów. Natsu tuż pod jego stopami, leżał bez kontaktu z otoczeniem. Mirajane powalona na doszczętnie zniszczonym barze, a tuż obok niej, Elfman, który próbował swym ciałem ochronić siostrę przed mocą Lucy. Parkiet był zupełnie zniszczony. Deski wystające z podłogi zakrywały twarze nieprzytomnych osób, na których powalone były meble. W ścianie zobaczył dziurę, którą Natsu zrobił, uderzając o nią głową. Nad nimi wszystkimi unosił się kurz, który z każdą chwilą spokojnie, coraz bardziej opadał na ciała nieprzytomnych magów. Dziadek zacisnął pięści widząc krzywdę swoich podopiecznych. W tym momencie dostrzegł tych, którym udało się uciec w porę tylnym wyjściem. Tytanię, Jellala, Canę, która trzymała w swych ramionach płaczącą Asukę. Zaraz po nim wkroczył Gray z poważną jak nigdy Juvią u swego boku. Na samym końcu wszedł Gajeel, który trzymał na swych rękach półprzytomną Levy, która oberwała krzesłem w głowę, jednak nie mógł po prostu jej tak zostawić w całym tym pobojowisku. Wielkie szczęście mieli Ci, którzy tego dnia udali się na misje.
- Co tu się stało? - zapytał dziadek wściekle, obserwując nadchodzącą w jej stronę Tytanię. Pozostali członkowie, którym udało się uciec, zaczęli odgrzebywać spod gruzu tych, którzy nie mieli tyle szczęścia.
- Lucy - to było chyba jedyne, co Erza mogła z siebie wydukać. Makarov ze zdziwienia aż otworzył usta, jakby nie rozumiał, co do niego mówi.
- Jak to.. Lucy? Zrobiła coś... Dlaczego? - dziadek nie był w stanie składnie ułożyć swoich myśli. Spojrzał na smutną i zmartwioną Scarlet. Nie mógł uwierzyć, w to co słyszy. Przecież Lucy, jej dzieciaczek. Zawsze łagodna i przyjazna. Swoim dobrem chciałaby uchronić cały świat od zła, a teraz nagle atakuje ich bez powodu. Nie mógł nic z tego rozumieć, wlepiał więc swoje pełne przejęcia oczy w kobietę, która przed nim stała.
- Mówiła, że nas nie zna. Miała na dłoni znak Raven Tail - dodała Erza, widząc zakłopotanie dziadka. On tylko zacisnął pięść i z nienawiścią wypisaną na twarzy wziął głęboki wdech.
- Ivan... 

wtorek, 27 marca 2018

Rozdział #4. Tajemnica w kolorze blond

Wszyscy siedzący w gildii w ciszy czekali, aż Natsu pojawi się w ich siedzibie. Z niecierpliwością trzęsące się nogi Erzy, powodowały drganie stolika, przy którym siedziała. Wraz z Jellalem, Gray'em i Juvią, zerkali po sobie raz po raz, nie wiedząc co powiedzieć. Lockser, która zazwyczaj lepiła się do Fullbustera, siedziała teraz spokojnie, jedynie przenosząc wzrok ze stolika na Graya i odwrotnie. Widziała, że wszyscy wokół martwią się zaginięciem Lucy. Ona również czuła w sercu niepokój, związany z tą sytuacją. Mimo, że uważała blondynkę za rywalkę w miłości, to w duszy, Lucy zawsze była jej przyjaciółką. Zwinęła usta w cienką linię, przyglądając się rozebranemu już Gray'owi. Pod stolikiem, gdzie schowane były jego ręce, ułożyła na nich dłoń. Chłopak zdziwiony spojrzał na nią unosząc swoje brwi. Obawiał się, że zaraz usłyszy odę do miłości z jej ust, jednak to się nie stało. Ona uśmiechnęła się do niego smutno, ciągle wpatrując się w jego tęczówki. Cała ta sytuacja sprawiła, że Lockser po prostu chciała go wesprzeć. Wiedziała, że rozlewając się z zachwytu, dlatego że obok niego siedzi, wcale mu nie pomoże, a tylko dodatkowo zdenerwuje. Starała się więc trzymać swoje zachowanie na wodzy, nie dając jak zwykle upustu miłości, którą go darzyła. Ścisnęła delikatnie jego dłoń, jakby chciała mu pokazać, że jest przy nim i może na nią liczyć. Chłopak przez chwilę zastanowił się, co się stało z Juvią i czy ktoś ją podmienił. Widząc jednak jak ze wszystkich sił stara się powstrzymać swoje miłosne wywody, posłał jej uśmiech, pozwalając przy tym trzymać jej swoją dłoń. Kiedy inny dostrzegli ich zachowanie, zarumienił się nieco, próbując uniknąć ich wzroku wodził oczyma po całej gildii. Nie odtrącił jednak dłoni Lockser, chciał czuć, że ma w niej wparcie. Potrzebował go teraz, zresztą jak każdy z nich. Fairy Tail to jedna wielka rodzina, która mimo głupich, codziennych potyczek, kocha się szczerze. Jak brat z bratem, jak siostra z siostrą. Dlatego teraz, kiedy od tak długiego czasu nie mają znaku od Lucy, wszyscy czują w sercach niepokój.W tym momencie otworzyły się drzwi do gildii. Stanął w nich nikt inny nikt Dragneel. Z poważną miną, bez słowa, podszedł do stolika, przy którym siedzieli jego najbliżsi przyjaciele.
- Powiesz nam, co się stało? - zapytała od razu Erza, która od samego rana czekała na niego jak kłębek nerwów. - Czy czegoś się dowiedziałeś? Dlaczego nie przyprowadziłeś Lucy? Gdzie ona jest? - Tytania zarzuciła go milionem pytań, a on już sam nie wiedział, na które odpowiedzieć. Westchnął głęboko, jakby dając sobie przy tym czas do namysłu a następnie spojrzał na przyjaciół.
- Nie mam pojęcia gdzie ona jest - zaczął, chłopak, a Erza zagryzła dolną wargę, słysząc to, czego słyszeć nie chciała. Z poczuciem bezradności wypisanym na twarzy, obserwowała Natsu, który po chwili ponownie się odezwał. - Spotkałem w Shirotsume dwójkę z Phantom Lord. Próbowałem podsłuchać co mówili, jednak. - przerwał na chwilę, marszcząc swoje brwi i układając myśli w głowie. - Mówili coś o jakiejś nowej członkini, blondynce, niskiej, o kiepskim guście - zaczął wymieniać to, co usłyszał od Jiro i Minako. Patrzył przy tym w sufit, jakby miało mu to pomóc w skupieniu. - Kiedy chciałem się dowiedzieć kim jest ta dziewczyna, zaczęliśmy walczyć a oni... Zniknęli - zakończył swoją wypowiedź zarazem opierając łokcie o blat.
- Teleportacja? - zapytała zdziwiona Scarlet, próbując przeanalizować wszystkie słowa Salamandra. Zmarszczyła brwi z niepokojem, spoglądając na towarzyszy siedzących przy stoliku. Natsu przytaknął ruchem głowy i od razu kontynuował.
- Z ich opisu, nie wiem dlaczego, ale przypominał mi Lucy - powiedział cicho zdezorientowany całą sytuacją, a wtedy Erza podała mu do ręki magazyn, który niedawno pokazywała im Levy. - Co to? - zapytał ze zdziwieniem, jednak widząc poważną minę Scarlet, po prostu wziął go do ręki.  Zaczął wertować kartki, w końcu zatrzymując się na artykule o nowym członku Raven Tail. Otworzył szerzej oczy oglądając rozmazane zdjęcia. Spojrzał na czarną plamę, widoczną na prawej dłoni dziewczyny, musiał to być znak gildii. W tym momencie Natsu przed oczyma miał szczęśliwą blondynkę, która chwaliła mu się swoim różowym znakiem Fairy Tail na nadgarstku. Przez dłuższą chwilę nie odezwał się słowem, jednak kiedy wyrwał się ze swoich przemyśleń, zamknął gazetę i odłożył. - To nie może być Lucy. Ona za bardzo kocha tą gildię. Jesteśmy dla niej jak rodzina - powiedział pewny siebie, wypinając dumnie pierś do przodu. - Nigdy by nas nie zdradziła - dodał patrząc na swoich przyjaciół, którzy przytaknęli mu ruchem głowy.
- Juvia uważa, że Natsu ma rację - zabrała głos Lockser, która ciągle trzymała Gray'a za rękę pod stołem. Cała ekipa spojrzała na nią, a ona posłała im szczerzy uśmiech. - Przecież to Lucy, nigdy by od nas nie odeszła... Rywalka w miłości - ostatnie, krótkie zdanie powiedziała przyciszonym głosem, robiąc przy tym minę, jakby sama chciała dorwać blondynkę. Na ten widok jej przyjaciele zaśmiali się, próbując odegnać od siebie myśli, że to naprawdę mogła by być Heartfilia. Dragneel wyszedł z gildii, kierując się w stronę swojego domu. Pytania dotyczące Lucy tak bardzo zajmowały mu głowię, że nawet nie patrzył jak idzie. Nie chciał dopuścić do siebie myśli, że Heartfilia mogłaby od nich odejść, w dodatku do Raven Tail, po tym wszystkim. Gdy tylko wszedł do domu rzucił się na hamak, oglądając wszystkie pamiątki, które miał z misji z blondynką. Wpatrywał się w nie jak w obrazek, zastanawiając się przy tym gdzie jest jego przyjaciółka i czy wszystko z nią w porządku. Nie zajęło mu to jednak długo, ponieważ po około godzinie jego domu rozległ się dźwięk wygłodniałego brzucha. Z grymasem złapał się za niego i czym prędzej udał się tam, gdzie dostanie najlepsze żarcie - Fairy Tail.
W tym czasie Erza ciągle trzęsąc z nerwów nogami, wpatrywała się ślepo w ścianę. Zastanawiała się co zrobić, jak znaleźć Lucy i czy w ogóle będzie to możliwe. Nie wyobrażała sobie gildii bez blondynki. Komu wkradałaby się do domu, żeby wziąć kąpiel z zapachowymi olejkami? Do kogo będzie chodzić na swoją ulubioną herbatę? Którą swoją drogą tylko Lucy ma w swoich zapasach.  Komu będzie się zwierzać? Z kim będzie się śmiać? Tytania w końcu uciekając od ponurych myśli pokręciła głową na boki, jakby chciała by jakoś jej wypadły. Spojrzała na przyglądającego jej się Jellala, który przyłapany na gorącym uczynku, delikatnie się zaczerwienił. Uniosła brwi do góry, widząc jego czerwone lica, sama poczuła jak jej własne zaczynają lekko piec.
- Co? - zapytała po chwili, próbując przestać się czerwienić. Mężczyzna spojrzał na nią, kładąc przy tym dłoń na jej ramieniu. Uśmiechnął się delikatnie, biorąc głęboki wdech.
- Będzie dobrze, nie zamartwiaj się - Tytania położyła swoją dłoń na jego, również unosząc kąciki ust. Chciała wierzyć w jego słowa, jednak serce podpowiadało jej, że coś jest nie tak. Mimo wszystko pozwoliła chłopakowi się pocieszyć i zdejmując w końcu rękę z jego dłoni, spojrzała na siedzących przed nimi towarzyszy.
- To co, może się czegoś napijemy? - zapytała w końcu, a oni tylko przytaknęli ruchami głów. Jak na zawołanie pojawiła się tuż obok nich Mirajane, która w dłoni trzymała tacę z piwami. Położyła każdemu przed nosem po jednym napoju i zniknęła między stolikami. Juvia w końcu wzięła swoje dłonie z rąk Gray'a, by pochwycić kufel z piwem a następnie upić kilka łyków. Fullbuster nie mógł uwierzyć, że dziewczyna sama wzięła swe dłonie. W normalnych warunkach zapewne cały dzień nie mógł by się uwolnić z uścisku. Uśmiechnął się pod nosem patrząc na nieświadomą tego Juvię po czym sam wziął do ręki piwo. Upił kilka porządnych łyków i w tym momencie do gildii wkroczył Salamander.
- Mirajane! Przygotuj mi coś dobrego! - zawołał, klepiąc się po brzuchu, a następnie ruszył w kierunku swoich przyjaciół. Usiadł przy nich, obserwując jak popijają sobie piwko. Widział, że każdy z nich się martwi, ale przecież muszą jakoś funkcjonować. - Hej, nie martwmy się! Lucy pojawi się tu na pewno lada dzień, prawda? - wyszczerzył się w uśmiechu Salamander, próbując nie tylko przekonać ich, ale również samego siebie. Jedyne co tak naprawdę mogli zrobić, to uwierzyć, że wszystko jakoś samo się ułoży i wyjaśni. Mira właśnie podeszła do Natsu układając przed nim półmiski i kufel piwa. - Arigatou, Mirajane! - powiedział, posyłając jej serdeczny uśmiech. Nie próżnując, od razu wziął się do pochłaniania jedzenia. Popijał to raz po raz, nie zwracając nawet uwagi na to co się dzieje wokół. W tym momencie interesowało go tylko jego jedzenie i piwko podstawione pod nos. Reszta osób w stoliku siedziała spokojnie, wiedząc że Natsu nie odezwie się póki nie skończy posiłku. Pili więc piwo w ciszy. Dragneel pochłonął wszystko z prędkością światła, dopijając duszkiem swoje piwo. Przetarł usta z zadowoleniem widocznym na twarzy. - To co, jeszcze po piwku? -uśmiechnął się do nich niby to szczerze smoczy zabójca.
***
Gildia Raven Tail. Ivan tego dnia postanowił rozmówić się z jedną, bardzo tajemniczą osobą, której tożsamości jeszcze nikt nie znał. Była bardzo wybuchową dziewczyną i potrafiła narobić nie mało hałasu. Dreyar chciał zacząć działać, póki jej osoba owiana była tajemnicą. Kiedy weszła do jego gabinetu, uśmiechnął się pod nosem lustrując jej ciało. Dziarskim krokiem szła przed siebie, z głową uniesioną wysoko. Mocny, wyrazisty makijaż i odważny strój sprawiał, że wyglądała na jeszcze groźniejszą i zadziorniejszą. Kiedy stanęła tuż przed nim, w lekkim rozkroku, założyła swoje ręce pod piersiami. Czekając na to, co ma do powiedzenia uniosła swoje brwi.
- Skoro nauczyłaś się już bawić swoją nową magią - zaczął mistrz, obserwując bacznie blondynkę. Wziął głęboki wdech, jakby chcąc przy tym zastanowić się, co powiedzieć dalej. - Nadszedł czas na Twoją misję - uśmiechnął się złowieszczo, zakładając nogę za nogę. Nie mógł się doczekać tego, co dziewczyna miała zrobić. - Fairy Tail - powiedział niby to przyciszonym głosem, jednak dość wyraźnie. Wybuchnął niekontrolowanym, triumfalnym śmiechem, a dziewczyna, która stała przed nim, uśmiechnęła się niecnie, wsłuchując się w śmiech mistrza.
- Tak jest, Mistrzu - obracając się na pięcie wyszła z głównej sali. Zadowolona, zmierzała w kierunku peronu, z którego miała udać się w miejsce docelowe. Wszyscy na jej widok uciekali gdzie tylko mogli. Otaczająca ją aura sprawiała, że ludzie wokół niej czuli przerażenie. Kobiety zamykały okiennice, matki zasłaniały dzieci swoim ciałem. Ona, szczerząc się jak opętana, szła przez miasto, z radością obserwując uciekających przed nią ludzi. Z dumą eksponowała swój znak gildii Raven Tail na prawej dłoni. Poruszając zgrabnie biodrami na boki, doszła do peronu. Weszła do pociągu, i obserwując świat za oknem, zaczęła zastanawiać się nad całą sytuacją. Dziwne było dla niej to, że jej świat tak bardzo przewrócił się do góry nogami. Była wdzięczna Ivanowi, że pomógł jej, kiedy była zupełnie bezbronna i nie miała dokąd się podziać. Do tego z zupełnie niezdolnej magicznie dziewczyny, stała się potężna. Wszyscy ludzie uciekali na jej widok, a jej dusza aż wtedy wzlatała ku górze, czując, że jest na samym szczycie. Uwielbiała to poczucie wyższości. Jarało ją to, że ludzie się jej bali. Nawet teraz siedząc w pociągu, wszyscy uciekli z przedziału, w którym siedziała. Wpatrywała się w krajobraz za oknem, z uśmiechem zachwycając się przyrodą. Choć była zła to złą osobą, to przyroda wywoływała u niech zachwyt. Droga przeleciała jej o dziwo dosyć szybko. Słońce właśnie szczytowało na nieboskłonie, zwiastując samo południe, gdy wychodziła z pociągu. Sytuacja z Shirotsume się powtórzyła - idąc ulicą wywoływała popłoch i zamieszanie wśród przechodniów. Ona dziarskim krokiem szła przed siebie. Dobrze wiedziała, którędy iść, by dostać się do siedziby Fairy Tail. Jej mistrz od samego początku tłumaczył jej, na czym polega jej misja. Zniszczenie wrogiej gildii, która zalazła Ivanowi za skórę. Idąc miastem, przestała delektować się widokiem uciekających przed nią ludźmi, przypominając sobie rozmowę na temat Fairy Tail.
    Tamtego wieczoru, dziewczyna została wezwana do gabinetu swojego mistrza. Ze spokojem weszła do pomieszczenia, z ciekawością wpatrując się w dobrze zbudowanego mężczyznę. Usiadła na krześle przy biurku, a on siedząc na przeciwko niej, miał ułożone dłonie na stole. Patrzył na nią przenikliwie, jakby próbował wyczytać coś z jej twarzy. Po dłuższej chwili ciszy, wziął głęboki oddech, by w końcu coś powiedzieć.
- Masz w sobie ogromną moc, dlatego Cię wybrałem - dziewczyna rzuciła mu pytające spojrzenie, nie bardzo rozumiejąc o co chodzi.
- Wybrałeś do czego? - zapytała nie czekając, aż mistrz zabierze głos. Tym razem to ona lustrowała go wzrokiem, zastanawiając się, jaka będzie jego odpowiedź.
- Fairy Tail - powiedział donośnym głosem, marszcząc przy tym swoje brwi w niezadowoleniu. - To gildia, która przysporzyła nam wiele problemów. Jednakże teraz, kiedy mamy Ciebie i rodzeństwo, w końcu będziemy mogli się im odwdzięczyć - zaśmiał się zadowolony, patrząc na zaciekawioną blondynkę. W jego głowie było milion scenariuszy, jak mogą im zaleźć za skórę. Od pozabijania wszystkich muszek na raz, przez torturowanie i powolną śmierć w męczarniach. Nie mógł doczekać się odwetu. Marzył o tym odkąd został wyrzucony z owej gildii. W końcu nadszedł czas, by wcielić swoje plany w życie i pozbyć się tych, których tak bardzo nienawidził. - To głupcy, dlatego nasza początkowa strategia będzie bardzo łatwa - uśmiechnął się do niej z tym swoim obrzydliwie złośliwym wyrazem twarzy. - Kiedy nauczysz już korzystać ze swej mocy, przejdziemy do planu - blondynka wzięła głęboki wdech. W końcu Ivan przeszedł do rzeczy i w końcu dowie się o co chodzi. Uwielbiała rozróby, więc na takową miała ochotę. Dlatego też w ciszy, czekała na dalsze słowa swojego mistrza. - Po prostu wejdziesz do gildii, a oni naiwnie przyjaźni, powitają Cię z szeroko otwartymi ramionami. Wtedy, będąc już wewnątrz ich siedziby, zrobisz to, co lubisz - zaśmiał się ponownie, zacierając swe dłonie z niedoczekania. - Nie mają przy Tobie szans, jesteś od nich o wiele silniejsza - dziewczyna uśmiechnęła się zadziornie, nie mogąc doczekać się akcji, która miała nastąpić. Po tej rozmowie od razu wzięła się do roboty, trenując swoje moce poprzez rozwalanie wszystkiego wokół.
   Teraz, kiedy w końcu nadszedł czas na rozpoczęcie akcji zniszczenia FairyTail, stała przed gildią, by za chwile zmieść ją na totalny proch. Zaraz wszyscy mieli poznać tajemnicę w kolorze blond...


autorsko. Cześć kochani <3 weny mam sporo, czasu niby też... Ale ciągle coś do zrobienia, ciągle coś wypada, ciągle coś po prostu. Wstawiam, nie za długi rozdział, nawet szczerze mówiąc go nie sprawdzałam, zapewne będę to robić jak trochę "odpocznę" od tego tekstu, żeby świeżo na niego spojrzeć. Mam nadzieję, że mimo że się nie udzielacie w komentarzach, to jednak tu jesteście i czytacie moje wypocinki :) Jak już wcześniej wspominałam, próbuję poprawić styl pisania i by było to dłuższe. Staram się dla was mocno :D Jeżeli jest tutaj ktoś, kto obserwuje też wattpada, to obiecuję, że nie długo pojawi się rozdział również tam :3 Pozdrawiam was moje drogie misiaki <3

poniedziałek, 12 marca 2018

Rozdział #3. Rodzeństwo Katagiri

Kiedy Natsu był już w Shirotsume, w gildii panowała cisza. Nagle z panującej nostalgii, wyrwał ich głos Levy, która przeglądała Tygodnik Magów.
- Hej! - zawołała, a zamyśleni do tej pory ludzie spojrzeli na nią z ciekawością. - Piszą o nowym członku Ravenu - spojrzała na Gajeela, który siedział tuż naprzeciw. Zmarszczył brwi, czekając na to, co dziewczyna ma do powiedzenia. - W artykule autor pisze, że dziewczyna wywołuje więcej szkód, niż całe Fairy tail. - powiedziała patrząc w gazetę, a zdziwieni magowie zaczęli sobie wyobrażać większą rozróbę, niż po misji drużyny Natsu. Nie mogli uwierzyć, że ktokolwiek mógłby zrobić coś gorszego. Levy, widząc ciekawskie spojrzenia, wlepiła znów wzrok w czasopismo, by podać im więcej szczegółów. - Nikt nie wie, kim jest dziewczyna, jednak udało im się zrobić kilka zdjęć. Ale są całe rozmazane. - wszyscy zbliżyli się do dziewczyny, otaczając stolik, przy którym siedziała. Każdy chciał zobaczyć zdjęcia, mimo że były nie najlepszej jakości. - Wygląda jak... Lucy - powiedziała cicho pod nosem, a w gildii zapanował gwar.
- Lucy? Przecież ona nie skrzywdziłaby muchy - odezwała się Wendy, wyrywając gazetę z ręki przyjaciółki. Przyglądając się zdjęciom, przygryzła niepewnie swoją dolną wargę, próbując czegokolwiek się w nich doszukać. - Ma znak gildii, na prawej dłoni, czarny. - powiedziała po chwili, a magowie zaczęli przekazywać sobie czasopismo z rąk do rąk. - To niemożliwe, Lucy nigdy by nas nie zdradziła. - rzuciła kiedy gazeta ponownie znalazła się w jej dłoniach.
- Wendy ma rację - do głosu w końcu doszedł Gajeel, który widząc zmartwioną minę McGarden, postanowił interweniować. - I nie sądzę, żeby nasza blondynka była w stanie narobić szkód większych niż Natsu. - dodał po chwili, a członkowie gildii przytaknęli mu chórem. Heartfillia nie byłaby w stanie wyrządzić takich szkód. Po pierwsze, nie lubiła przemocy, po drugie sama zawsze była przeciwna rozpierdzieleniu połowy miasta podczas misji. Magowie odrzucili od siebie myśli, że mogłaby być to Lucy. Levy zamknęła czasopismo, a wszyscy znów w ciszy rozsiedli się w swoich stałych stolikach. Spojrzała na Redfoxa ze smutnym uśmiechem, a on ułożył dłoń na jej niebieskiej czuprynie, czochrając ją. - Natsu ją przyprowadzi, zobaczysz. Gihi - ukazał rząd swoich śnieżnobiałych zębów, a McGarden jak na zawołanie, sama wyszczerzyła się w uśmiechu.
- Masz rację - zwykle protestowałaby przed czochraniem ją po włosach, jednak wiedziała, że Gajeel po prostu chciał ją pocieszyć. Zmartwiony dziadek patrzył na swoje dzieci z drugiego piętra, zastanawiając się, czy Natsu aby na pewno sprowadzi blondynkę do domu.
    Tymczasem Dragneel przechadzał się po ulicach Magnolii, próbując znaleźć jakąkolwiek wskazówkę, dotyczącą jego przyjaciółki. W rogu, pod barem dojrzał dwójkę magów. Kobietę i mężczyznę. Od razu rozpoznał znak gildii Raven Tail na łydce wysokiej dziewczyny. Miała krótką, czarną sukienkę z głębokim dekoltem, który eksponował jej duże piersi. Długie blond włosy, upięte miała w dwa, staranne warkocze. Natsu przystanął na uboczu, zastanawiając się, czy to o tej blondynce mówił Makao. Mężczyzna, który był wyższy o jakieś dziesięć centymetrów od dziewczyny, choć włosy miał kruczoczarne, to rysy twarzy podobne do kobiety. Natsu podejrzewał, że są rodzeństwem. Wytężając swoje zmysły, spróbował przysłuchać się ich rozmowie. Był ciekawy, czy uda mu się dowiedzieć czegokolwiek o reaktywacji ich gildii, a może i o Lucy, skoro spotyka ich w tym mieście. Zastanawiał się, czy ich gildia położona jest właśnie tutaj, a zniknięcie Heartfilli ma z tym coś wspólnego.
- Myślę, że mistrz Jose nie spodziewał się, że będzie taka... Rozrywkowa - zaśmiała się dziewczyna, a jej brat z zadowoleniem w oczach wsłuchiwał się w jej słowa.
- Też tak sądzę. Ale przynajmniej zrobi się o nas należycie głośno - dodając swoje cztery grosze do jej stwierdzenia, znów usłyszał śmiech swojej siostry. - Kto by pomyślał, że taka mała blondynka, będzie w stanie rozwalić pół miasta - kontynuując swoją wypowiedź, sprawił, że podsłuchujący ich Dragneel rozszerzył szerzej brwi. Mała blondynka? Przed jego oczami pojawił się obraz Lucy. Czy oni mówią o niej? Przecież to nie możliwe... Podszedł nieco bliżej, licząc, że usłyszy coś więcej, albo, że chociaż padnie imię dziewczyny, o której mówią.
- Szkoda tylko, że nie ma za grosz stylu. - prychnęła pod nosem blond włosa kobieta, patrząc na swojego brata. - Kucyki już dawno wyszły z mody - mężczyzna słysząc te słowa przewrócił oczami znudzony.
- Nie ważne jak wygląda, ważne co robi. - skwitował ją jednym zdaniem, a Natsu, który usłyszał o kucykach, nie wiele myśląc podszedł do nich, dziarskim krokiem.
- Yo. O kim mówicie? - zdziwione rodzeństwo, spojrzało na niego jak na idiotę, a kiedy ujrzeli na ramieniu znak Fairy Tail, momentalnie ich miny zmieniły się, na pełne nienawiści.
- Proszę proszę. Kogo my tu mamy, nędzna mucha z Fairy Tail. - zaśmiał się chłopak, a kiedy Natsu już szykował się, żeby im przywalić, ponownie zabrał głos. - Jestem Jiro. Jiro Katagiri. A to moja siostra, Minato. - powiedział niby to uprzejmie, jednak w jego głosie dało się wyczuć nutkę pogardy.
- No i po co mu to mówisz, i tak zdechnie. Jak każda mucha - zaśmiała się podle blondyna, a Natsu ścisnął swoje dłonie w pięści. Bez chwili zastanowienia, rzucił się na przeciwników. Nie mógł znieść tej bijącej od nich pogardy i nienawiści. Na moment spojrzał w jej niebieskie jak ocean oczy, jednak ta, szybko zniknęła z jego pola widzenia, wbijając jego twarz w ścianę baru, przy którym stali. Zdezorientowany Dragneel szybko odlepił się od budynku i spojrzał na nich wściekle.
- Kim jest dziewczyna, o której mówiliście!? Jak się nazywa?! - zawołał podpalając swoje dłonie, a oni z uśmiechem na ustach spojrzeli tylko po sobie, po czym od razu przerzucili wzrok na smoczego zabójcę.
- Salamander... Nie wiesz, że nie wolno podsłuchiwać? - Jiro łypnął na niego gniewnym wzrokiem, a wściekły Natsu zaatakował po raz kolejny. Jednak i tym razem nie udało mu się dosięgnąć przeciwnika. Rodzeństwo Katagiri było tak ze sobą zgrane, a przy tym tak zwinne, że sprawnie unikało ciosów. Raz po razie, Natsu obrywał po głowie. Nie zdążył dobrze stanąć, a już z powrotem leżał na ziemi. Całe widowisko oglądali zaciekawieni przechodnie. Dragneel leżąc na zimnym podłożu, przypomniał sobie o Lucy, o słowach rodzeństwa. Wstał i mrużąc oczy skupił wzrok na dwójce magów.
- Gdzie jest Lucy! - zawołał wściekle, podpalając swoje ciało iskrzącym się ogniem. - Nie odpuszczę wam, póki nie odpowiecie! - dodał po chwili ciszy, a widząc rozbawione miny Jiro i Minato, na jego czole pojawiła się pulsująca żyłka.
- Widzisz jak się boję? Drżą mi kolana - odpowiedziała mu Minato, bezczelnie się z niego nabijając. Jej brat w reakcji na to zachowanie, buchnął śmiechem, zupełnie lekceważąc Salamandra. To był jego błąd. Nie zauważył, jak smoczy zabójca w sekundzie znalazł się przy jego twarzy i zadając mu cios w prawy policzek, patrzył jak odlatuje. Tym razem to on wbił się w ścianę budynku nieopodal, a Minato widząca krzywdę swojego młodszego braciszka, momentalnie spoważniała.
- Nędzna mucho, pożałujesz tego. - wysyczała przez zęby. Przykładając swoje zgrabne dłonie do ziemi, sprawiła, że gruzy budynku, w który wbił się jej brat, przygniotły Dragneela z każdej strony. Zadowolona z siebie, utrzymywała gruzy, podnosząc razem z nimi Salamandra. W tym czasie Jiro, otrzepując swoją pelerynę z kurzu, podszedł do siostry, która zmierzyła tylko wzrokiem jego ciało, chcąc ocenić, czy nic mu się nie stało. Wymienili się uśmiechami, które jednak szybko zniknęły z ich twarzy, kiedy Natsu płomieniami rozwalił powłokę, w której się znajdował. Opadł na ziemię i otarł krew, z rozciętej brwi.
- Atak skrzydłem ognistego smoka! - zawołał a w jego dłoniach zgromadził się ogień, którym jak skrzydłami cisnął w dwójkę magów, zwalając ich z nóg. Szybko jednak się podnieśli i biegnąc w jego stronę zsynchronizowali swoje ataki. Miecz Jiro, który wyciągnął spod peleryny, wbił się w kamizelkę Salamandra i ciągnąc go za sobą, wbił się po raz kolejny w ścianę baru. W tym momencie Minato unosząc dłonie w górę, ruszyła kamienie, które wbiły jego głowę głębiej w budynek. Natsu opadł na kolana.
- Cholera... - szepnął do siebie, jednak podniósł się, ukazując swoją poobijaną twarz. Ściągnął roztarganą przez miecz kamizelkę, patrząc jak sztylet, siłą woli przyzwany przez Jiro, wraca do niego. - Zapytam jeszcze raz. Gdzie jest Lucy? - powiedział cicho, jednak na tyle, by oboje go usłyszeli.- Ryk Ognistego smoka! - Natsu skupiając całą swoją moc, złożył dłonie przy ustach, z których po chwili wydobył się ogień. Widząc jak rodzeństwo odlatuje w powietrze, był pewien, że przesadził i niczego się nie dowie. Oni po bliskim spotkaniu z ziemią, znowu się podnieśli. Natsu ewidentnie zdziwiony tym faktem, stanął na chwilę w bezruchu.
- Muszko, walka z Tobą, to jak zabawa z dzieckiem. - znów do głosu doszła Minato, która wyglądała jakby żaden atak nie zrobił na niej wrażenia, tak samo jak na jej bracie. Złapała go za rękę i dzięki swoim umiejętnościom teleportacji, zniknęli, zanim Dragneel zdążył zareagować.
- Co do jasnej...? - zapytał sam siebie i spojrzał na latającego nad nim Happiego, który z przerażeniem przyglądał się walce z góry. Nie mógł uwierzyć, że ataki Dragneela okazały się bezskuteczne w walce z członkami Raven Tailu. - Happy, wracamy do gildii, musimy powiedzieć dziadkowi. - jak powiedział, tak zrobili...
   Kiedy wyszli z pociągu, usłyszeli krzyki ludzi, którzy uciekali gdzie tylko się dało. Zdziwiony dostrzegł swoich przyjaciół, którzy biegli w jego kierunku.
- Natsu! - zawołała Erza, kiedy była już obok niego.
- Co się dzieje? - zapytał zdziwiony, a ona patrząc na jego obitą twarz, zmarszczyła brwi. Jednak nie było na to czasu, musieli ruszać.
- Raiven Tail. Ta tajemnicza dziewczyna, właśnie dla zabawy rozwala miasto - Natsu słysząc jej słowa, pobiegł co tchu w płucach, tam, gdzie słyszał odgłosy walących się budynków. Już myślał, że w końcu uda mu się poznać jej tożsamość. Jednak przeliczył się kolejny raz. Kiedy wbiegł na miejsce, z którego ludzie w popłochu uciekali, zdążył zobaczyć tylko dwie blondynki, które stojąc tyłem do niego, momentalnie znikają.
- Minato... - powiedział cicho, i wściekły uderzył pięścią w ziemię. - Cholera! Nigdy się nie dowiemy kim jest! - spojrzał na swoich przyjaciół, którzy właśnie dobiegli na miejsce. Widząc pobojowisko, które zostawiła po sobie dziewczyna, Erza złapała się za głowę. Ludzie płakali, patrząc na szczątki swoich domów, a zagubione dzieci wyły przeraźliwie ze strachu.
- Jak można zrobić coś takiego dla zabawy... - rzekła Erza z otwartymi szeroko oczyma. Część miasta była w totalnych gruzach, zewsząd unosił się dym. Nad stertami gruzów, ludzie szukali swoich najbliższych, licząc, że przeżyli. - Musimy... Fairy Tail! Pomóżcie komu się da! - zawołała głośno, a członkowie gildii rozbiegli się po zniszczonym obszarze, by pomóc każdemu, kto tego potrzebował. Erza natomiast przystanęła obok Salamandra i spojrzała na niego poważnie. - Musimy powstrzymać Raven Tail - powiedziała zaciskając pięści, obserwując tragedię zwykłych, niewinnych ludzi. Dragneel przytaknął jej jedynie ruchem głowy, by zaraz później znów się od niej oddalić i pomóc ludziom. Zauważywszy małe, płaczące dziecko, przypomniał sobie co czuł, kiedy nagle Igneel zniknął. Podszedł do niego i uśmiechnął się szeroko, by dodać mu otuchy
- Chodź, znajdziemy Twoich rodziców. - wziął zdziwionego, jednak nieco już rozchmurzonego chłopca na ramię. - Teraz widzisz więcej niż ja, opowiesz mi, jak wyglądają? - Dragneel mimo przeszywającej go złości, próbował rozmawiać pogodnie z małym chłopcem, by nie przerazić go jeszcze bardziej. Chłopczyk po opisaniu wyglądu rodziców, z ciekawością spojrzał na chłopaka.
- Ty... jesteś. Natsu? - zapytał nieśmiało, a ten ukazując mu swoje ząbki w uśmiechu, zobaczył błysk w oku dzieciaka. - Słyszałem, że podczas walk rozwalasz wszystko wokół, chyba ktoś Cię w tym przebił. - zaśmiał się chłopczyk, czując się bezpiecznie przy jednym z najsilniejszych magów w Fairy Tail. Po krótkiej chwili zauważył swoich rodziców, którzy w gruzach własnego domu, szukali swojego dziecka z płaczem. Byli pewni, że został zasypani, jednak widząc go, ze łzami, tym razem radości, rzucili się biegiem w ich kierunku. Młody zeskoczył z ramienia Dragneela i pędem pobiegł im naprzeciw. Szczęśliwy wtulił się w rodziców, a oni nagle się wyprostowali i spojrzeli na zabójcę smoków.
- Dziękujemy! - biorąc młodego na ręce, podeszli do Natsu i przytulili go z całej siły, a oczy aż wyszły mu na wierzch.
- Nie ma za co, naprawdę - zaśmiał się radośnie, patrząc na malca, który wyciągnął do niego ręce, by również się przytulić. Natsu pochwycił w swe ramiona małego brzdąca i z zadowoleniem pozwolił wtulić się mu w jego tors. W tym momencie jego myśli wróciły do Lucy, o którą tak bardzo się martwił. Pragnął odnaleźć ją tak szybko, jak rodziców szczęśliwego malca... Do wieczora gildia próbowała odbudować domy ludziom, jednak wiedzieli, że zajmie to o wiele więcej czasu, niż jedna noc. Każdy w głowie myślał, jakim sposobem powstrzymać Raven Tail. Jeszcze nie wiedzieli, że Natsu tego dnia walczył z dwójką jego członków.




autorsko. Wiem, że trochę krótko, a końcówka wyszła okropnie. Ale mam nadzieję, że z każdym rozdziałem będzie mi się pracować łatwiej ;) Zapraszam także na WattPada, gdzie znajdziecie nieco podrasowaną wersję pierwszego opowiadania, a później kontynuację, której na tym blogu nie znajdziecie :)