wtorek, 22 maja 2018

Tak było. - opowiadanie o mnie.

Cześć. Pewnie się zastanawiacie czemu nie dodaje, albo już reszta z Was po prostu się pozbierała stąd. Nie dziwię się. Coś Wam opowiem.
Życie czasem przewraca się do góry nogami. Jakimś cudem, jak już kiedyś wspominałam, ilekroć wracam do pisania, to zawsze coś, zawsze ktoś. Na samym początku jak wróciłam do pisania, zmarła moja ukochana prababcia. Przeżyłam to bardzo, jednak to był dopiero początek bólu, który rozdarł moje serce na miliony kawałków. Po dwu i pół letnim związku, który w moich oczach miał być czymś, co miało trwać do końca życia, postanowiłam to zakończyć. Nie dlatego, że nie kochałam, dlatego, że osoba, z którą byłam, sprawiała mi więcej bólu (psychicznego) niż dawała szczęścia. Ponad moje siły było ciągłe staranie się za dwojga, podczas gdy mój (były) chłopak, miał mnie głęboko w swoim poważaniu. Minął już ponad miesiąc, a ja nadal nie potrafię podnieść się z kolan. Moje życie to praca w tygodniu - i zapijanie smutku w weekendy. Ciągle w mojej głowie siedzi ktoś, kto zranił mnie jak nikt nigdy wcześniej. To co czuje, jest dla mnie nie do opisania. Nie umiem sama sobie wytłumaczyć tego, dlaczego nie potrafię. Kocham go nadal, naprawdę mocno. Płacz towarzyszy mi nocami, a sztuczny uśmiech dniami. I choć śmieję się szczerze, będąc w pracy ze znajomymi, ciągle z tyłu głowy i w sercu czuje ból. Czuję, że czegoś mi brakuje. Jakby ON zabrał mi nieodwracalnie część mnie, bez możliwości powrotu. Wszystko miesza się w całość. Niespójną, byle jaką. Mijają dni, a mi wcale nie jest lepiej. Czas leczy rany? Gówno prawda, u mnie je powiększa. Oddałabym wszystko, żeby wrócić do momentu, w którym (przypuśćmy jakiś Maciek, bo nie chce podawać imienia) Maciek leczył moją bezsenność, czytając mi do snu. Chciałabym wrócić do czasu, gdy mu na mnie zależało. Kiedy zamiast się kłócić, woleliśmy rozmawiać, a każdy podniesiony ton, kończył się śmiechem, godzeniem i przytulaniem. Chciałabym wrócić do czasu, w którym wolał spędzić ze mną czas, zamiast oglądać YT 24/7. Kiedy zamiast mnie ranić, był moim oparciem. Po śmierci mojej prababci, po prostu we mnie pękło. Nie było go, kiedy odeszła jedna z najważniejszych osób w moim życiu. Wtedy, gdy potrzebowałam go najbardziej. Bardziej niż kiedykolwiek. On po prostu zostawił mnie z tym samą. Samą jak palec, nie odzywał się, nie dzwonił, nie pisał. To było coś, co złamało mi serce jeszcze mocniej. Skulona w łóżku, marzyłam tylko o tym by zasnąć i chociaż na kilka godzin zapomnieć. Potem, było już tylko gorzej. W końcu powiedziałam dość. Mimo, że kocham go nad życie, nie mogłam tego dłużej ciągnąć. Napisałam (bo Maciek nadal miał mnie w dupie), że nie mogę się starać o kogoś, kto tego nie chce. W odpowiedzi otrzymałam smsa "mam inne rzeczy na głowie". Tamten moment był dla mnie rozstaniem. Niecały miesiąc później, kiedy już myślałam, że może być lepiej... Napisał do mnie, żeby ze mną zerwać, mówiąc, że to ja się nie staram i on ma dość. Przeczytałam to o 4 rano, szykując się do pracy. Myślałam, że tego dnia nie wyjdę. Z nerwów trzęsłam się tak bardzo, że nie byłam w stanie utrzymać telefonu w rękach, a łzy spływały mi po policzkach, rozmazując cały makijaż. Znowu to zrobił. Znowu mnie zranił, zrzucając na mnie winę za rozpad związku, o który walczyłam sama od dłuższego czasu. Wtedy z kolan, upadłam na twarz. Nie mogłam pisać. Po prostu nie mogłam sklecić sensownego zdania. BA! Nie mogłam wymyślić nawet jednego słowa. Natłok uczuć, negatywnych oczywiście, sprawił, że wszystko zaczęło we mnie umierać. Czekałam tylko na weekend, żeby się schlać i zapomnieć (bardzo odpowiedzialnie, prawda?). Jestem osobą, która nie lubi mówić o uczuciach, nie lubi pokazywać słabości, łez... Po prostu nie lubię, wstydzę się swoich łez. Ale w końcu coś tak we mnie pękło, że zaniosłam się płaczem jak dziecko, zwołując zdziwioną rodzinę do swojego pokoju. Na samą myśl, mam łzy w oczach. Ale jak sie pewnie domyślacie, to wcale nie pomogło. W zeszłym tygodniu napisałam kilka zdań do nowego rozdziału. Pojechałam ze znajomymi na imprezę i mnie okradli. Zabrali mi razem z portfelem moją tożsamość. Nie mogłam potwierdzić nikomu, że ja to ja. Mogłam być Halyną od Wieśka, albo Józkiem spod sklepu. Kimkolwiek chciałam. I żałuję, że tak się naprawdę nie da. Po prostu zmienić tożsamość i spierdolić gdzieś, gdzie nikt nie będzie mnie znał. Zacząć od nowa. Ale tak się nie da. Nawet jeżeli ucieknę, to uczucia nadal ze mną będą. Nie piszę tego, żebyście mi współczuli. Może po prostu potrzebowałam się wygadać, wypisać. Nie wiem sama. Jak to napisałam wczoraj dziewczynie, która jako jedna z niewielu była i jest przy mnie, próbuje mnie podnieść z tych cholernych kolan, na których jestem i pocieszyć.
    "Ciężko się pisze o miłości, kiedy ktoś Cię jej pozbawił"

I to prawda. Nie potrafię pisać o romansach, kiedy sama przeżywam zawód swojego życia. Naprawdę uwierzcie. My planowaliśmy ślub, liczyliśmy gości, nawet rodzina już wiedziała, sam Maciek osobiście im powiedział. Całe moje życie, wszystkie moje plany poszły się jebać. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Nie z planami, które przepadły. Z moją miłością, która jest dalej, mocna, ale bez możliwości... Bycia przy tej drugiej osobie. Tęsknie za nim, mimo wszystko. Jedyne, czego pragnę, kiedy cierpię przez niego, to by on mnie przytulił. Wiem, że muszę być silna, wiem, że muszę sobie poradzić. Ale ja... Ja po prostu kurwa nie potrafię. Próbuję, naprawdę z całych sił. Ale to nie wychodzi. Czy czas coś zmieni? Póki co tylko potęguje we mnie poczucie straty, smutku, żalu. Co najśmieszniejsze, kocham go nadal z dnia na dzień coraz mocniej. Czyli tak jak było do tej pory. Nie widze go, nie słyszę go, nie wiem co u niego. Ale nadal budząc się rano, mam to samo uczucie, jakbym zakochiwała się od nowa. Nie wyobrażam sobie całować z taką samą miłością innych ust. Nie wyobrażam sobie dotyku innych rąk na swoim ciele. Innego śmiechu rozbrzmiewającego się po pokoju. Innych oczu, wpatrujących się w moje. Innego głosu mówiącego "Kocham Cię Iza". Umieram w środku na myśl o tym, że więcej go nie zobaczę. Nie ujrzę jego uśmiechu, który swego czasu dawał mi najwięcej szczęścia na świecie. Ramion, które dawały mi tak mocne poczucie bezpieczeństwa, że w momencie największego zagrożenia, do ostatniej chwili swojego życia, do ostatniego oddechu, czułabym się bezpiecznie. Nie żałuję tych lat, żałuję, że więcej nie będzie. A jedyne czego pragnęłam, to na starość, człapać obok niego do sklepu po fajki, trzymając się za rączkę, jak cholerni nastolatkowie. Nie zapomnę o nim, nie przestanę go kochać. Zawsze będzie najważniejszą osobą w moim życiu. I mam wrażenie, że całe życie będę za nim tęsknić, płakać, że go przy mnie nie ma. Kocham Cię. I nigdy nie przestanę...

Wiem, że niewielu z was to przeczytało. Ale jeżeli jesteście tutaj i czytacie te właśnie słowa... Dajcie znać, że jesteście, doda mi to otuchy i siły, by podnieść się z podłogi i spróbować żyć normalnie. Jak nikt się nie odezwie - trudno, i tak będę musiała dać rady. Ale fajnie byłoby wiedzieć, że jest ktoś, kto jeszcze na mnie czeka.
Kocham was i dziękuję, nawet, jeżeli tylko czytacie a nie komentujecie.

Aiko.

czwartek, 19 kwietnia 2018

Krótkie info.

Kochani moi najdrożsi :D krótkie info. Nie, nie zawieszam bloga, żeby nie było :D Zaczynam robotę, więc proszę o wyrozumiałość co do rozbieżności w dodawaniu rozdziałów. Postaram sie jak najszybciej rozplanować sobie tak, by w końcu rozdziały pojawiały się regularnie :3 Trzymajcie kciuki by się udało :D Kocham Was <3

środa, 11 kwietnia 2018

Rozdział #6. Akihasa

  Wnętrze gildii wyglądało jak pobojowisko. Całe szczęście, tylko sala główna została zniszczona przez Heartfilie. Ci, którzy oberwali nieco bardziej, mogli niezwłocznie zostać przeniesieni do skrzydła szpitalnego. Wśród nich znajdowała się Bisca z Alzackiem, którzy chroniąc swoją córkę oberwali stołem. Pomiędzy ich łóżkami, siedziała zmartwiona Asuka, czekająca, aż jej rodzice przebudzą się po bliskim spotkaniu z meblem. Tuż obok nich leżała Lisanna, która po wgnieceniu w parkiet, mimo że już przytomna, odczuwała ból głowy i lekkie zawirowania.
- Aaah, moja głowa - powiedziała patrząc na swojego brata, który czekał, aż wydobrzeje. Ten tylko zacisnął pięści, obserwując poobijane siostry, które próbowały zmierzyć się z blondynką.
- To nie było męskie! - zawołał nagle, jednak nie chodziło mu o ból głowy siostry, a o zachowanie Heartfilii. Wszyscy, którzy byli już przytomni, siedzieli z najczęściej obwiązaną głową bandażami. Nastu, który na swoim czole miał najwięcej białego materiału z nich, siedział w kącie na krześle, ruszał niespokojnie nogami, unosząc je na palcach stóp. Prychał co chwilę, jakby walczył sam ze sobą i swoimi myślami. Nikt nie wiedział, skąd u Lucy wzięła się taka siła, a co najważniejsze, dlaczego ich nie pamięta i wykorzystała moc przeciwko nim. Jedyne, czego mogli być pewni, to fakt, że za tym wszystkim stał nikt inny niż mistrz, nowo odrodzonej gildii Raven Tail - Ivan Dreyar. Piętro niżej, po zniszczonym parkiecie dreptała Erza, która próbowała sobie tym pomóc w rozmyśleniach i uspokojeniu nerwów. Łaziła w tę, a we w tę, jakby zamierzała tym dodatkowo uszkodzić skrawek podłogi, po której człapała ze zdenerwowaniem.
- Erza, uspokój się, zaczyna mi się już kręcić w głowie jak na Ciebie patrzę - odezwał się Jellal, który w rozwalonym barze znalazł jedno, sprawne krzesło, na którym właśnie siedział. Kurz, towarzyszący rozróbie, zdążył już osiąść na zniszczonych meblach i podłodze. Tylko w promieniach słonecznych, które wdzierały się beztrosko do środka, można było ujrzeć wirujące w powietrzu kawałki pyłu, będące zbyt lekkie by upaść ostatecznie na podłogę. Tytania wyrwana z amoku, spojrzała na mężczyznę, czerwieniąc się nieco ze wstydu.
- Przepraszam - wydukała z siebie, marszcząc brwi. Usilnie chciała stanąć w miejscu i się uspokoić, jednak już po chwili znów dreptała po tej samej ścieżce co poprzednio. Fernandes przewrócił oczami, wzdychając przy tym ciężko. - Nie rozumiem, co się stało? - zadała w końcu pytanie, które świdrowało ją od środka już od dłuższej chwili. Do przemyśleń dołączyła się Cana, która siadając na zakurzonym kawałku, w miarę nie zniszczonego parkietu, rozłożyła karty.
- Nie mam pojęcia o co chodzi, ale spróbuję ją namierzyć - wszyscy, łącznie z dziadziusiem, z niecierpliwością obserwowali jak Cana próbuje zdziałać coś swoją magią. Kiedy ujrzeli na jej twarzy ewidentne zdenerwowanie, sami zmarszczyli swoje brwi, obawiając się czegoś złego. Alberona robiła wszystko co mogła, jednak po dłuższej chwili z krótkim okrzykiem, rozwaliła ułożone na podłodze karty. - To na nic, to bezużyteczne badziewie - powiedziała wkurzona, przenosząc swój wzrok na towarzyszących jej ludzi. - Nie ma jej, jakby się rozpłynęła w powietrzu - ze zrezygnowaniem zaczęła zbierać karty, które dosłownie przed chwilą sama rozrzuciła.
- W takim razie trzeba ją znaleźć - powiedział Natsu, który po opuszczeniu skrzydła szpitalnego, schodził właśnie z piętra. Już chciał wyjść, by niezwłocznie zrobić to, o czym przed chwilą powiedział, jednak drzwi przed nosem zablokowała mu powiększona ręka Makarova.
- Rozumiem, że się martwisz, jak my wszyscy - zaczął spokojnie mistrz, patrząc na zdziwionego chłopaka, który obrócił się tyłem do wyjścia gildii. - Najpierw musimy doprowadzić wszystko do porządku. W trakcie zastanowimy się, co zrobić - stanowczym głosem Dreyar zakończył swoją wypowiedź, po czym zniknął w skrzydle szpitalnym. Salamander spojrzał na Erzę, marszcząc przy tym brwi.
- Nie rozumiem co tu się dzieje - stwierdził nagle, jednak to nikogo nie zdziwiło, to w końcu Natsu. Pokiwali tylko głowami na boki i zgodnie z poleceniami mistrza, wzięli się za robotę. Musieli naprawić co się da, a to, co nadawało się jedynie na śmietnik, trzeba było odkupić. Dragneel, z obwiązaną głową bandażami, nosił na ramionach deski z parkietu i doszczętnie zniszczone stoły. Tym samym zajmował się Gray, który z niezadowoleniem obserwował Juvię, która zamiast pracować, rozpływała się nad "silnym Paniczem". Dwójka magów, którzy zazwyczaj toczą ze sobą wojny, o dziwo wykonywali swoją pracę w ciszy. Chcieli skończyć jak najszybciej, by odnaleźć ich przyjaciółkę i zrobić coś, by wróciła do nich dawna Lucy. Do nikogo nie mogło dojść to, co się stało. To był koszmar, z którego każdy chciałby się obudzić, lecz twardo śniąc, nie byli w stanie wydostać się z odmętów umysłu, który usilnie chciał ich skrzywdzić, pokazując najgorsze obrazy. Choć Natsu zawsze, bez względu na wszystko, palił się by ratować wszystkich, bez względu na konsekwencje swych poczynań, tym razem usłuchał Mistrza. Wszyscy domyślali się, że było to spowodowane wszechogarniającą go bezradnością, a do jego zazwyczaj wolno działającego rozumu, nie docierała prawdziwa istota rzeczy. Zastanawiał się tylko, dlaczego Lucy pachniała trochę sobą, a trochę czymś obrzydliwym. Zapach, który dostał się do jego nozdrzy, gdy tylko stanął bliżej blondynki, był dla niego bliżej nie określony. Nie wiedział do czego mógłby go porównać, ale z pewnością należał on do dziesiątki najnieprzyjemniejszych, które kiedykolwiek podrażniły jego szczególnie czułe nozdrza. Przeszkadzał mu fakt, że nie wiedział co zrobić. Zawsze instynkt podpowiadał mu wszystko, nawet, jeżeli dla osoby z zewnątrz wydawało się to zbyt pochopne. Tym razem nie popędził jak zawykle na ratunek, jak to zazwyczaj robi, gdy komuś z jego otoczenia zagraża niebezpieczeństwo. W głowie miał oczy Lucy, w które spojrzał głęboko, lecz nie dostrzegł w nich swej przyjaciółki, oraz wargi, które złączyły się w jedność, gdy Heartfilia zagryzła jedną nich. Momentalnie przejechał palcami po dolnej wardze, w którą wgryzła się blondynka. Taka bliskość zdażyła mu się pierwszy raz w życiu, jednak przez to, że dziewczyna ewidentnie nie była sobą, czuł jedynie obrzydzenie. Pomachał głową, jakby naprawdę walczył sam ze swoimi myślami. Przecież gdyby to była prawdziwa Lucy, nigdy nie zrobiła by czegoś takiego. Nigdy nie wpadłoby mu do głowy, że w tak tragiczny spobób, jego usta poczują dotyk warg Lucy. Ba! Nigdy by nie pomyślał, że ich wargi kiedykolwiek się spotkają.
- Aaa! - jego mózg w końcu doznał ewidentnego przepalenia, więc łapiąc się za głowę, zaczął nią kręcić we wszystkie strony świata. Zdziwieni przyjaciele zerknęli na niego, nie mając pojęcia co się z nim dzieje. Tytania momentalnie doszła do wniosku, że część ciała za którą się trzyma zaczęła go boleć, po spotkaniu ze ścianą, w której swoją drogą, wybił niezłą dziurę, którą musieli załatać.
- Natsu, co Ci jest?! - wypaliła zestresowana Tytania, która podbiegając do niego, wbiła jego obolałą głowę w swoją codzienną zbroje. W prawdzie mogła się domyślić, że jeżeli boli go głowa, nie powinna się tak zachowywać, jednak stres związany z tą sytuacją całkowicie odbierał jej racjonalne myślenie. Domyślała się, że Jellal, którego niedawno uniewinniono, na pewno nie zrozumie tak bardzo jej wewnętrznego cierpienia jak Natsu.
- Co robisz? - zawył Dragneel, z trudem łapiąc powietrze. Tytania skutecznie utrudniła mu oddychanie, gdy całą swoją siłą przyciągnęła go do swojej klatki piersiowej. Jego głowa, zaczęła niemiłosiernie pulsować, jakby za chwilę miała eksplodować. Chłód zbroi Erzy wcale mu nie pomagał, może dlatego, że jego czaszka była do niej przygniatana z taką siłą, że Natsu w końcu zaczął widzieć podwójnie. Tytania najwyraźniej była tak zestresowana, że nie zdawała sobie sprawy, że robi chłopakowi krzywdę.
- Erza! Puść go - zawołał w końcu Jellal, widząc, że smoczy zabójca zaraz odleci w swoją krainę, jeżeli szybko nie dostanie tlenu. Gdy tylko Scarlet rozluźniła swoje spięte ramiona, Dragneel wylądował na podłodze jak długi. Z przerażeniem spojrzał na swoją przyjaciółkę, a jego obolały mózg dosłownie zaczął parować.
- Dwie Erzy! Dwie Erzy! NIEEE! - no i odleciał. Perspektywa lania od dwóch Tytanii na raz najwidoczniej go przerosła. Dziewczyna o szkarłatnych włosach naburmuszyła swoje policzki w niezadowoleniu. Odchrząknęła w końcu, kierując swój wzrok na zebranych.
- Weźmy się w końcu do roboty - burknęła i zaczęła wściekle wyrywać zniszczone deski z podłogi, na co zebrani magowie patrzyli z przerażeniem w oczach. Mimo sytuacji sprzed chwili, dopiero teraz widać, jak bardzo Erza jest zdenerwowana. Lucy wszystkim zaprzątała głowę. Czym prędzej chcieli mieć ją dla siebie z powrotem.
   W skrzydle szpitalnym, wszyscy nieprzytomni zdążyli się już wybudzić. Bisca i Alzack ze szczęściem wymalowanym na twarzy, przytulali swoją córkę, której ku ich uciesze nic się nie stało. Lisanna strzelała na swoich knykciach, mając ochotę na rewanż z blondynką, jednak jej entuzjazmu nie podzielał chyba nikt. Mirajane siedziała na swoim łóżku, nie dowierzając, że była dla Lucy tak marnym przeciwnikiem, mimo że dokonała przejęcia demona. Wzdrygnęła się na myśl o tym, co Heartfilia mogłaby im zrobić, gdyby tylko chciała. Zacisnęła mocno swoje drobne, kobiece piąstki, ze złości i smutku jednocześnie. W końcu wstając, poszła do sali głównej, by pomóc towarzyszom w naprawie tego, co zostało zniszczone.
- Mircia! - zawołała Cana, która mimo pracy, co chwilę upijała wina z beczki, którą przytaszczyła z piwnicy. Podeszła do niej i objąwszy ją ramieniem, spojrzała na doszczętnie zniszczony bar. - Tak lubisz zakupy, może skoczysz po nowe kufle? - Cana chyba od razu wyczuła gęstą atmosferę, która opływała najstarszą Strauss. Wolała więc, by dziewczyna choć na chwilę oderwała swe myśli i zapominając o bezradności, mogła pomyśleć o czymś dla niej przyjemnym. Mirajane była kobietą o niezwykłej mocy magicznej, może dlatego tak bardzo drażnił ją fakt, że mimo to nie była w stanie uchronić rodzeństwa. Wszyscy zastanawiali się, skąd Lucy bierze tą siłę i jakim cudem robiła to wszystko? W tym momencie do głowy Mirajane, która miała już wychodzić z gildii, wpadło kolejne pytanie. Odwróciła się na pięcie i zwijając usta w wąską linię, spojrzała na towarzyszy.
- Skoro Lucy ma nową moc... To co z jej kluczami? - zapytała, a wszyscy na moment przerwali swoją pracę. Jakby dopiero teraz zdali sobie z tego sprawę. W tym momencie nie martwili się już tylko o Lucy, ale także o Lokiego i innych jej towarzyszy. Mieli tylko nadzieje, że wszystko skończy się szczęśliwie. Tylko jak przypomnieć Lucy o tym, że przecież jest ich przyjaciółką? Nie, nie przyjaciółką. Członkiem ich rodziny. Mirajane zostawiając towarzyszy, którzy zastygli w bezruchu, wyszła z gildii zastanawiając się co mogliby na to wszystko poradzić. Choć Natsu nie powiedział im o tym co zdarzyło się tuż przed wyjściem Lucy, i tak każdy obawiał się jej powrotu. Mimo że mieli już ze sobą Makarova, byli zaniepokojeni potencjalnym spotkaniem mistrza z Heartfilią. Wiedzieli co prawda, że mistrz z pewnością by sobie poradził, jednak co by się stało z blondynką w takim wypadku?
- Ruszcie się! - zawołał w końcu staruszek, który obserwował przez chwilę towarzystwo. Każdy z nich po pytaniu zadanym przez Strauss, wgapiał się w jakiś punkt, głęboko nad czymś rozmyślając. Dopiero krzyk mistrza wyrwał ich z tego transu. Wrócili więc do naprawiania sali głównej ich siedziby. Ze skrzydła szpitalnego dołączył do nich Elfman i podmieniając swoje ramiona, szybko i sprawnie wynosił dużą ilość zniszczonych mebli, przez sporych rozmiarów podwójne drzwi wejściowe.
- Rób to jak mężczyzna! - wołał co chwilę, kiedy tylko kogoś mijał podczas wykonywania obowiązków. Krzyczał to nawet do Erzy, jednak ta zdawała się na to nie zwracać uwagi. Gdy w końcu udało im się wynieść rzeczy, które były do wywalenia, Tytania przycupnęła na schodach. Wraz z Caną obserwowały jak faceci zbijają z desek nową podłogę tam, gdzie było to konieczne. Oprócz odgłosów młotka, roznoszących się echem po pustej sali, raz po raz można było usłyszeć ciche westchnięcia Natsu i Gray'a. Ich poważne miny mówiły same przez się. Choć byli poirytowani faktem, że nie mogą od razu ruszyć na poszukiwania dziewczyny, sami nie wiedzieliby nawet co zrobić w sytuacji ewentualnego spotkania. Postanowili więc poczekać, aż dziadek wyda konkretne polecenia, a do tego czasu, woleli zabić czas naprawą podłogi. Redfox, który mimo tego, że myślami był w skrzydle szpitalnym, ciałem unosił się nad głowami wszystkich, podtrzymywany przez Liliego. Łatał z zamyśleniem dziurę, po głowie Salamandra. Machinalnie wykonywał ruchy, jakby był odseparowany od całego świata. Jellal próbował zrobić nowy bar, jednak nie do końca mu to wychodziło, dlatego z pomocą przyszedł mu Makarov, który był już wprawiony w naprawianiu często niszczonych przedmiotów. Jeżeli nie wróg - to dzika impreza zazwyczaj pochłaniała połowę mebli, które z rana trzeba było zbić na nowo, żeby ludzie mieli gdzie siedzieć. Erza i Cana pozostawiając chłopakom typowe męskie zadania, siedziały w ciszy, czekając aż Mirajane wróci z nowymi kuflami. Po nowe stoły do zbicia oraz ławki i tak musieli iść faceci.
- Zbijaj te deski jak mężczyzna! - Cana przewróciła oczami, słysząc kolejne wywody Elfmana na temat prawdziwej męskości.
- Przymknij się - powiedział niezadowolony Natsu, marszcząc przy tym swoje brwi. Już chcieli się na siebie rzucić, jednak czując na sobie rozgniewany wzrok Erzy, bez słowa i potulnie wrócili do roboty. Nastrój który panował w gildii był tak przytłaczający, że bardziej ciekawa wydawała się sterta rozbitych stołów przed gildią. Przez odgłosy zbijanych desek, w końcu przebił się dźwięk otwierania drzwi. Mirajane z radością ujrzała, że jej bar wygląda dwa razy lepiej niż przed rozbiciem. Z wdzięcznym wyrazem twarzy spojrzała na mistrza i Fernandesa, którzy właśnie odkładali swoje podręczne narzędzia na podłogę. Strauss bez słowa, odkładając zakupy, wzięła się za przecieranie blatu, by następnie wykładać zakupiony przez siebie towar.
- Dziadku, męczy mnie to sprzątanie i naprawianie, możemy w końcu coś zrobić? - powiedział w końcu Dragneel, który odłożył młotek, sygnalizując zakończenie pracy nad podłogą, jak i brak cierpliwości. Wszyscy przenieśli wzrok na starego Dreyara, czekając na jego reakcję. Ten westchnął ciężko, głaszcząc przy tym swojego pokaźnego, siwego wąsa.
- Jeżeli Lucy nas nie pamięta, to sprawę trzeba będzie rozgryźć od środka - zaczął spokojnie mistrz, i przenosząc dłoń z wąsa na czoło, zaczął masować swoje skronie, jakby to miało mu pomóc w myśleniu.
- Może poprosić Doranbolta, żeby wkradł się między nich, tak jak zrobił to z nami podczas egzaminu na klasę S? - zaproponowała Erza, która wlepiała swoje duże, pełne nadziei oczy w Makarova. Ten spojrzał na nią z ciekawością, jednak po chwili zmarszczył brwi, zdając sobie sprawę z tego, że nie mogą prosić Rady o tak wielką przysługę.
- Rada nie może się mieszać w sprawy między gildiami. Nie możemy go o to prosić - mina Erzy, która przed chwilą ożyła w nadziei, na powrót zmarkotniała. Zagryzła dolną wargę, zastanawiając się jak mogli by zinfiltrować wrogą gildię, by uzyskać odpowiednie informacje.
- Gajeela nie poślemy, choć to nasz najlepszy szpieg, Ivan w życiu nie da się na to nabrać - wtrącił się w końcu Gray, a mężczyzna o którym była mowa, prychnął pod nosem niezadowolony. Za pewne liczył na jakąś ekstra bójkę pod koniec, żeby odpłacić cholernemu Raven Tail za skrzywdzenie członków gildii. W tym momencie podeszła do nich pewna siebie Mirajane, gotowa podjąć się tego zadania.
- Ja mogę to zrobić. Podmienię się za przypadkowego przechodnia i dostanę się do gildii Ivana - na chwilę zapadła cisza, a każdy z osobna dokonywał analizy tego, co mogło by się stać. W końcu do głosu powrócił Makarov, który zaczął cmokać ustami, licząc, że to mu pomoże w przemyśleniach.
- Nie ma opcji, nie będziesz mogła zaprezentować siły, Ivan nie przyjmie Cię do swojej gildii tak po prostu - powiedział w końcu, a gdy Mirajane już straciła zapał, odezwał się Natsu, któremu na usta wkradł się zadziorny uśmiech.
- Pojedziemy do Shirotsume. Znajdziemy jakiegoś knypka z Ravenu, przywleczemy go tutaj i Mira będzie mogła się w niego zamienić - zaśmiał się psychopatycznie Salamander, i choć zazwyczaj jego pomysły były głupie lub lekkomyślne, tym razem trafił w samo sedno sprawy.
- My będziemy go tutaj pilnować, a Mirajane będzie mogła się dowiedzieć co trzeba - wtrąciła Erza, której emocje również powróciły. Wszyscy poczuli, jak wraca do nich nadzieja na rozwiązanie sprawy.
- Obijemy go i będzie fajnie. Gihi - dodał Gajeel, zadowolony z możliwości przyłożenia w twarz komuś z Ravenu.
- Ale się napaliłem! - zawołał Dragneel, popalając swoje gotowe do walki pięści, które zacisnął tak mocno, że zaczęły lekko drżeć. - Pora skopać tyłek komuś z Ravenu! - już chciał biec do wyjścia, kiedy jego zapał ostudził Makarov, fundując mu uderzenie w tył głowy z otwartej dłoni.
- Ty nigdzie nie idziesz. Zostajecie tutaj, musicie doprowadzić ten syf do porządku! - niezadowoleni faceci już chcieli się awanturować, kiedy wszyscy po kolei dostali po głowach. - Nie ma dyskusji! Robicie za dużo szumu koło siebie! Erza pojedzie z Mirajane, we dwie na pewno dadzą radę - Tytania i Strauss wypięły swoje piersi dumnie do przodu, pokazując przy tym mężczyznom swoją wyższość.
- Aye... - odpowiedzieli chórem Gray, Natsu i Gajeel, masując obolałe głowy. Dziewczyny natomiast pospiesznie wyszły z gildii, by udać się na peron, skąd miały pojechać do Shirotsume.
   Erza i Mirajane drogę przebyły w zupełnej ciszy. Każda z nich zaprzątała sobie głowę swoimi myślami, nie zwracając uwagi na siebie nawzajem. Droga zdawała im się ciągnąć w nieskończoność, jednak w końcu znalazły się na miejscu.
- Nie możemy zwracać na siebie zbytniej uwagi - powiedziała Erza, kierując swój wzrok na biało-włosą towarzyszkę. Ta przytaknęła jej jedynie ruchem głowy. Przemierzały ulice główne i poboczne Shirotsume, w poszukiwaniu kogoś, kto należy do Raven Tail. Ich plan był prosty. Znaleźć osamotnionego członka wrogiej gildii, szybko go obezwładnić i dowieźć jakoś do Magnolii. Erza przygryzła dolną wargę, zastanawiając się, jak niby mają nieprzytomnego typa przenieść przez miasto i zostać nie zauważonymi.
- Zrobimy tak... - zaczęła Mirajane, i w końcu udało im się znaleźć mężczyznę, który w ich mniemaniu nie grzeszył zbyt dużą siłą magiczną. Podeszły do niego uśmiechając się uwodzicielsko, licząc, że uda im się go znokautować, zanim zorientuje się, że są z Fairy Tail.
- Witaj przystojniaczku - zaczęła Mirajane, zmysłowo zagryzając dolną wargę i puszczając oczko mężczyźnie, który ewidentnie został oczarowany obiema kobietami. Nie był zbyt przystojny, więc domyśliły się, że rzadko kiedy jakaś dziewczyna chce z nim rozmawiać, a co dopiero dwie. Jemu ewidentnie tu i ówdzie dopłynęło zbyt dużo gorącej krwi.
- Masz ochotę... Porozmawiać? - wtrąciła Erza, która wcześniej zmieniła swoją codzienną zbroję na wyuzdaną, krótką sukienkę. Kładąc dłoń na jego torsie, zrobiła krok do przodu, by głębiej wejść w uliczkę, na której stali. Mężczyzna dosłownie oniemiał, nie potrafiąc się odezwać. Erza jednak musiała przełamać te lody, w końcu musiały dowiedzieć się jak ma na imię.
- Zdradzisz mi swoje imię? - wyszeptała seksownie, choć wcale nie czuła się dobrze w takiej wersji siebie.
- Akihasa, ślicznotko - widziała głęboko w jego oczach, jak rozbiera ją wzrokiem. Jakby mogła czytać jego perwersyjne myśli, które owijały się wokół niej i Strauss. Wtedy Mirajane podchodząc do niego bliżej i zarzucając ręką, jakby chciała go objąć, przywaliła mu z całej siły w tył głowy. Facet bezwładnie poleciał do przodu, a Erza wracając do swojej codziennej zbroi, przerzuciła sobie jego wiotkie ramie, tak by mieć je na swoim barku.
- Jeszcze chwila i bym go zabiła - burknęła niezadowolona Erza, a najstarsza z rodzeństwa Strauss śmiejąc się pod nosem z jej poirytowania, zarzuciła drugie ramię mężczyzny na swoje. Wyszły z uliczki z zamiarem odegrania prawdziwie teatralnej scenki. Dobrze, że udało im się poznać jego imię, bo ludzie zapewne go tutaj znali.
- Akihasa, znów się schlałeś i musimy Cię prowadzić! - zawołała roześmiana Mirajane, i wlokły go jak prawdziwie pijanego w stronę peronu. Ludzie szybko znudzili się tym widokiem, na ich szczęście chyba facet często doprowadzał się do takiego stanu.
- Szybko, szybko, na peron, na peron - powtarzała cicho do siebie Scarlet, chcąc jak najszybciej pozbyć się ramienia faceta ze swego ciała. - Nie wiem co Cię tak bawi - powiedziała głośniej, słysząc chichoty swojej przyjaciółki.
- Ty mnie bawisz - przez chwilę poczuły się jak nastolatki, które ciągle ze sobą walczyły, jednak szybko poważniejąc, wepchały faceta do pociągu. Po chwili podróży usłyszały jego jęki, więc Erza szybko przywaliła mu pięścią w brzuch, jak to zwykła robić Natsu, gdy męczył się podróżą. Znokautowany po raz drugi mężczyzna, znów odleciał w swoją, nieznaną nikomu krainę.
- Teraz wystarczy go dowlec do gildii, związać i pilnować - powiedziała Tytania wywlekając gościa z pociągu. Kiedy były już na swoim terenie, nie musiały odgrywać żadnych scenek. Erza trzymając go za nogę, wlekła go po drodze. Czuła ogromną satysfakcję. Taki mały odwet za te świńskie spojrzenia, którymi je obrzucał. Weszły do gildii, która wyglądała już jak nowa.
- Szybko się uwinęliście z robotą - skwitowała zadowolona Mirajane, rozglądając się wokół siebie.
- Wy też - powiedział Makarov, który właśnie wyszedł ze swojego gabinetu.
- Dawać mi go tu! - zawył Natsu, pędząc jak głupi w stronę nieprzytomnego gościa, jednak szybko wylądował na podłodze, kiedy jego twarz spotkała się z pięścią Tytanii. Nie zwracając uwagi na jęki niezadowolonego smoczego zabójcy, usadowiły gościa na krześle, mocno i starannie go do niego przywiązując. Facet po dłuższej chwili się ocknął i z przerażeniem domyślił się, gdzie jest.
- Czego ode mnie chcecie - odezwał się zachrypniętym głosem, próbując oswobodzić swoje ręce i nogi z oplątanego wokół nich sznura. Erza i Mirajane uśmiechały się do niego podle, jednak pozostawiły sprawę Dragneelowi.
- Co wiesz o Lucy, czego od niej chcecie? - zapytał, groźnie wymachując mu przy tym rozpaloną pięścią przy twarzy. Zdziwił się, gdy w odpowiedzi usłyszał prychnięcie, a facet spojrzał na niego jak na idiotę.
- Skąd mam wiedzieć po co Ivanowi jakaś cycata blondyna - warknął do niego z poirytowaniem, jednak szybko tego pożałował, albo nawet nie zdążył, kiedy po raz trzeci tego dnia został znokautowany przez płonącą pięść Natsu, która wylądowała na jego twarzy.
- Ivan nie jest taki głupi. Nie podzieliłby się swoimi planami z jakimś marnym podlotkiem - powiedział Makarov, chodząc dookoła faceta. - Ale to dobrze, mamy pewność, że nie będzie go interesował więc Mirajane nawet nie będzie musiała z nim rozmawiać. Oby - ostatnie słowo wypowiedział nieco ciszej, i przykładając dłoń do podbródka, zaczął go intensywnie pocierać. Mistrz nie musiał mówić nic więcej. Strauss szybko zmieniła się w mężczyznę i patrząc na nich uśmiechnęła się szeroko.
- Oby się udało - powiedziała cicho, a następnie z nadzieją na zebranie potrzebnych im informacji, wyszła z gildii.
- Na pewno jej nie rozpoznają? - zapytała Tytania, gdy Strauss była już poza budynkiem. Dziadek spojrzał na nią niepewnie, mrucząc coś pod nosem, a w końcu odkaszlał subtelnie.
- Myślę, że nie...

autorsko.
Kochani zepsuł mi się laptop :C Brat pożyczył mi komputer, ale strasznie ciężko jest mi na klawiaturze, więc opornie mi pójdzie pisanie, póki się nie przyzwyczaję :C Wiem, że rozdział może być trochę nudnawy, no ale czasem tak musi być XD Dziękuję z całego serca komentującym i liczę, że będzie Was coraz więcej :) Blogspot trochę podupadł, ale nie martwcie się, nie zniechęca mnie to do pisania :) Nie zwracajcie zbytnio uwagi na błędy, bo wrzucam na świeżo, żebyście mogli poczytać :D Jak oczy trochę odpoczną od tekstu, łatwiej mi będzie później to poprawić :D Do zobaczyska w następnym ;)
Wasza Aiko.

czwartek, 5 kwietnia 2018

Rozdział #5. Atak

   Blondynka weszła do gildii pewna siebie. Rozglądnęła się po nieznajomych jej twarzach, uśmiechając się przy tym zadziornie. Gwar w gildii momentalnie ucichnął, a ona opierając dłoń na swym odkrytym biodrze, świdrowała wszystkich przenikliwym wzrokiem. Natsu spojrzał na nią a czas nagle się zatrzymał. Widział Lucy, jednak wyglądała zupełnie inaczej. Odważnie ubrana, z mocnym makijażem i rozpuszczonymi włosami wyglądała jak nie ona. Zdecydowanie wolał jej łagodniejszą wersję, jednak teraz nie było czasu na rozmyślanie o jej wyglądzie. Ona stała, wpatrując się w nich z wyższością, a on wstał od stolika i podszedł do niej niepewnie.
- Lucy? - zapytał cicho, jednak po chwili zmarszczył swoje brwi w niezadowoleniu. Chciał zaciągnąć się jej zapachem, jednak to nie było to, co czuł zawsze. Jakby nowa Lucy pachniała inaczej, nieprzyjemnie a zarazem gdzieś za pierwszą ohydną wonią, można było wyczuć nutkę słodyczy, którą tak dobrze znał. Nic z tego nie rozumiał, choć bardzo pragnął to pojąć. Podszedł bliżej, jednak szybko tego pożałował. Gdy znalazł się dość blisko niej, ta uśmiechnęła się kpiąco i jednym uderzeniem posłała go w ścianę, w której głową wybił dziurę. Wszyscy zastygli w bezruchu.
- Co jest nędzne muchy? - zaśmiała się złowieszczo, a towarzystwo poczuło nieprzyjemne ciarki na plecach. Nie tylko jej zapach się zmienił. Jej głos stał się wredny, żmijowaty dodatkowo co najmniej ton niższy, niż był dotychczas. Jedyną osobą, która była w stanie ruszyć się z miejsca była Lisanna, która wściekła rzuciła się do ataku. Nie mogła odpuścić tego, jak podstępnie posłała Dragneela na ścianę, pozbywając go przy tym przytomności.
- Dusza zwierzęcia! Tygrysica - zawołała namłodsza Strauss i pędem zbliżała się do ewidentnie rozbawionej tym faktem Heartfilli.
- Kotek? Serio? - po raz kolejny z ust dziarskiej dziewczyny można było usłyszeć pełen pewności siebie śmiech. Lisanna rzuciła się na nią, chcąc zaatakować, jednak szybko przekonała się, że nie miała szans dosięgnąć atakiem przeciwnika. Lucy złapała ją za nadgarstek i wbiła w podłogę, a następnie kładąc stopę na jej głowie, wgniatała ją w parkiet. - Nie wiem na co liczyłaś dziewczynko. - wyszczerzyła się w szerokim uśmiechu, a Strauss bezskutecznie próbowała uwolnić się spod podeszwy blondynki. Widząc to Mirajane z Elfmanem nie zamierzali dłużej zastanawiać się, dlaczego Lucy zachowuje się tak a nie inaczej. W tym momencie ich priorytetem była ochrona najmłodszej siostry. Mirajane, która z bólem serca zamieniała się właśnie w demona, ruszyła do ataku. Nie chciała skrzywdzić Lucy, jednak musiała wyciągnąć Lisannę z potrzasku, w którym się znajdowała.Wszyscy z przerażeniem obserwowali, jak ich przyjaciółką, która zaginęła, poradziła sobie z Mirajane jak ze zwykłą muchą, która goni wieczorami pod sufitem. Nie wierząc w to co się dzieje. Najstarsza Strauss leżała teraz na szczątkach baru, który zniszczyła swoim ciałem.
- Lucy, zostaw ją! - zawył nagle Salamander, który ocknąwszy się po bliskim spotkaniu ze ścianą, podchodził szybkim krokiem do blondynki. - Co się z Tobą dzieje Lucy? - będąc coraz bliżej, zacisnął swoje pięści tak mocno, że poczuł wbijające się paznokcie do wewnętrznych stron swych dłoni. Nie wiedział co się dzieje, tak samo jak towarzystwo. Wszyscy czuli się jak w koszmarze widząc, jak jedna przyjaciółka, przygniata głowę drugiej do podłogi.
- Skąd Ty w ogólnie znasz moje imię? - na to pytanie wszyscy wzdrygnęli się i przecierając swoje oczy, otworzyli je szeroko, patrząc z niedowierzaniem. Salamander aż cofnął się o krok, słysząc jej niski, żmijowaty głos. Co prawda był to głos Lucy, niezaprzeczalnie. Jednak jakby ktoś o potwornym sercu przemawiał przez jej struny głosowe.
- Nie pamiętasz nas? - zapytał smoczy zabójca a w tym momencie blondynka prychnęła pod nosem. Podniosła swoją nogę, by wziąć szybki zamach i kopnąć Lisannę tak mocno, że próbujący złapać ją w locie Elfman uderzył o jedną ze ścian. Dziewczyna najwyraźniej miała fetysz na obserwowanie, jak jej ofiary obijają się głucho o ściany jak nic nie znaczące, szmaciane lalki.
- Nie wiem kim jesteś, ale działasz mi na nerwy - powiedziała w końcu, obdarzając łaskawie wzrokiem swojego rozmówce, którego oczy rozszerzały się ze zdziwienia. - Koniec tej zabawy muszki. Nie macie z nami szans. - zawołała wyraźnie poirytowana, pokazując im swoją prawą dłoń. Widniał na niej znak gildii Raven Tail. Widząc to Natsu od razu przypomniał sobie, jak dziewczyna z radością pokazywała mu znak Fairy Tail na ręce. Była taka szczęśliwa tamtego dnia. Nie mógł uwierzyć, że zastąpiła go znakiem Ravenu, pogrywając sobie z nimi jak z dzieciakami. W tym momencie dziewczyna zaczęła wypełniać misję, z którą tutaj przybyła. Z radością i szyderczym śmiechem zaczęła rozwalać gildię, jak gdyby nigdy nic dla niej nie znaczyła.
- Lucy, co robisz?! Przestań! - rzuciła się na nią w końcu Tytania, jakby ciągle nie docierało do niej to, że ta dziewczyna nie ma pojęcia kim oni są. Odrzucona przez wybuch Erza, w ostatniej chwili została złapana przez Fernandesa, który z równie wielkim przerażeniem wpatrywał się w poczynania blondynki. Nie wiedzieli co jej się stało, jednak na pewno nie była to ich ukochana przyjaciółka. - Odwrót! - zawołała w końcu Scarlet, wyczuwając powiększające się pokłady energii od dziewczyny. Ludzie spojrzeli na nią z przerażeniem, ale nie było wyjścia. - Nie mamy szans, teraz kiedy mistrz jest na zebraniu świętych magów! - Ci, którzy byli wstanie się ruszyć, zaczęli w popłochu wybiegać z budynku tylnym wyjściem. Jej moc była tak przytłaczająca, że większość osób odczuwała jedynie sparaliżowanie. Nie mogąc się ruszyć, obrywali stołami i krzesłami, które latały po gildii pod wpływem mocy Heartfilli. Bisca i Alzack, w ostatnim momencie się ocknęli, szybko zasłaniając swoją córkę przed atakiem. Nic jej się nie stało, jednak jej rodzice leżeli nieprzytomni, przygnieceni stołem.
- Mamo, tato! - darła się przerażona dziewczynka, jednak nie miała czasu na płacz. Poczuła mocne szarpnięcie i podniosła głowę. Zobaczyła Canę, która wraz z tymi, którzy trzymali się jeszcze na nogach, wybiegała tylnym wyjściem. Z przerażeniem obserwowali jak wnętrze ich gildii jest dewastowane przez ciągle śmiejącą się blondynkę.
- Co za słabeusze - wydukała z siebie, gdy kurz zaczął powoli opadać. Z zadowoleniem chwilę wpatrywała się w totalne pobojowisko i rannych magów, przygniecionych stołami i innym umeblowaniem. Rzuciła pogardliwy wzrok na leżącego pod jej stopami Salamandra, który oberwał jako pierwszy. Złapała jego różową czuprynę i uniosła do góry. Spojrzała na jego twarz, na której malował się grymas bólu. Uderzyła go wolną dłonią w policzek, jakby chcąc go ocucić. Po chwili chłopak zaczął otwierać oczy, czując przy tym ból i wyrywane włosy. Ujrzał przed sobą zadowoloną Lucy, która przyglądała mu się uważnie, niemalże stykając się z nim nosem.
- Lu...cy - powiedział ledwie, czując gulę w gardle. Jego serce jakby nagle stanęło, a oczy wpatrywały się ze smutkiem na podle uśmiechniętą dziewczynę. Ta zamrugała kilka razy oczami, po czym przybliżyła swe usta do jego lewego ucha. Czuła jak chłopak zadrżał i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- To dopiero początek. Następnym razem nie będę tak miła - z zadziornym uśmiechem spojrzała mu w oczy. On patrzył w nie, próbując dostrzec w nich swoją przyjaciółkę, jednak na marne. Nie było tam nic, co by ją przypominało. W tym momencie dziewczyna nachyliła się nad nim i przygryzła jego dolną wargę, jakby co najmniej miała na niego chrapkę. Ten ze zdziwienia uniósł brwi zastygając w bezruchu. Dziewczyna zaśmiała się szyderczo z jego zawstydzenia i puściła jego różowe, zakurzone włosy. Chłopak opadł na podłogę, obserwując jak dziewczyna z gracją poruszając biodrami, opuszcza gildię.
- Do zobaczenia - zawołała gdy była tuż przy wyjściu. Ostatnie co pamiętał Natsu, to jej wyciągniętą w górę dłoń, na której widniał znak Raven Tail. Chwilę później stracił przytomność, przywalając czołem w zniszczoną podłogę.
  Tymczasem na zebraniu rady.
Drzwi od sali, w której znajdowała się dziesiątka najpotężniejszych magów, otworzyły się z hukiem. Lahar wraz ze swoją strażą pospiesznie kierowali się w stronę stołu, przy którym obradowali. Zdziwieni tym faktem obserwowali widocznie zdenerwowanego mężczyznę.
- Dlaczego nam przerywasz, Laharze? - odezwał się przewodniczący rady, spoglądając na mężczyznę, który podchodzi do niego i salutuje.
- Muszę zgłosić, że gildia Fairy Tail została zaatakowana - Makarov wytrzeszczył swoje oczy. Kiedy usłyszał "Fairy Tail" był pewien, że jego dzieciaczki znów nabroiły, a nie, że zostały zaatakowane. Wzrok Lahara przeniósł się na zmartwionego mistrza, tak samo jak wzrok członków rady.
- Jeżeli sobie pan życzy, sprowadzę Doranbolta, by niezwłocznie teleportował Pana na miejsce. - Makarov zaciskając pięści w gniewie, pokiwał tylko głową twierdząco. W tym momencie nie interesowało go już nic innego. Żadne zebranie nie miało znaczenia, nie przejmował się nawet gniewnym spojrzeniem przewodniczącego, który wyraźnie nie był zadowolony, że Dreyar postanowił opuścić obrady. Wstał z miejsca i ruszył za Laharem. Teraz priorytetem były jego dzieci. Szedł z nadzieją, że nikomu nic się nie stało. Wiedział, że Gildarts jest na misji i na pewno odczuli brak ich dwójki podczas tego haniebnego ataku.
- Doranbolt - odezwał się w końcu Lahar, stając tuż przed mężczyzną. - Musisz teleportować mistrza Makarova do Fairy Tail - rozkaz wydany - rozkaz wykonany. Doranbolt tylko złapał dziadka za ramię i po krótkiej chwili znaleźli się w siedzibie. Dziadek otworzył szeroko oczy widząc zupełnie zniszczone wnętrze ich siedziby. Alzack i Bisca leżeli nieprzytomni pod jednym ze stołów. Natsu tuż pod jego stopami, leżał bez kontaktu z otoczeniem. Mirajane powalona na doszczętnie zniszczonym barze, a tuż obok niej, Elfman, który próbował swym ciałem ochronić siostrę przed mocą Lucy. Parkiet był zupełnie zniszczony. Deski wystające z podłogi zakrywały twarze nieprzytomnych osób, na których powalone były meble. W ścianie zobaczył dziurę, którą Natsu zrobił, uderzając o nią głową. Nad nimi wszystkimi unosił się kurz, który z każdą chwilą spokojnie, coraz bardziej opadał na ciała nieprzytomnych magów. Dziadek zacisnął pięści widząc krzywdę swoich podopiecznych. W tym momencie dostrzegł tych, którym udało się uciec w porę tylnym wyjściem. Tytanię, Jellala, Canę, która trzymała w swych ramionach płaczącą Asukę. Zaraz po nim wkroczył Gray z poważną jak nigdy Juvią u swego boku. Na samym końcu wszedł Gajeel, który trzymał na swych rękach półprzytomną Levy, która oberwała krzesłem w głowę, jednak nie mógł po prostu jej tak zostawić w całym tym pobojowisku. Wielkie szczęście mieli Ci, którzy tego dnia udali się na misje.
- Co tu się stało? - zapytał dziadek wściekle, obserwując nadchodzącą w jej stronę Tytanię. Pozostali członkowie, którym udało się uciec, zaczęli odgrzebywać spod gruzu tych, którzy nie mieli tyle szczęścia.
- Lucy - to było chyba jedyne, co Erza mogła z siebie wydukać. Makarov ze zdziwienia aż otworzył usta, jakby nie rozumiał, co do niego mówi.
- Jak to.. Lucy? Zrobiła coś... Dlaczego? - dziadek nie był w stanie składnie ułożyć swoich myśli. Spojrzał na smutną i zmartwioną Scarlet. Nie mógł uwierzyć, w to co słyszy. Przecież Lucy, jej dzieciaczek. Zawsze łagodna i przyjazna. Swoim dobrem chciałaby uchronić cały świat od zła, a teraz nagle atakuje ich bez powodu. Nie mógł nic z tego rozumieć, wlepiał więc swoje pełne przejęcia oczy w kobietę, która przed nim stała.
- Mówiła, że nas nie zna. Miała na dłoni znak Raven Tail - dodała Erza, widząc zakłopotanie dziadka. On tylko zacisnął pięść i z nienawiścią wypisaną na twarzy wziął głęboki wdech.
- Ivan... 

wtorek, 27 marca 2018

Rozdział #4. Tajemnica w kolorze blond

Wszyscy siedzący w gildii w ciszy czekali, aż Natsu pojawi się w ich siedzibie. Z niecierpliwością trzęsące się nogi Erzy, powodowały drganie stolika, przy którym siedziała. Wraz z Jellalem, Gray'em i Juvią, zerkali po sobie raz po raz, nie wiedząc co powiedzieć. Lockser, która zazwyczaj lepiła się do Fullbustera, siedziała teraz spokojnie, jedynie przenosząc wzrok ze stolika na Graya i odwrotnie. Widziała, że wszyscy wokół martwią się zaginięciem Lucy. Ona również czuła w sercu niepokój, związany z tą sytuacją. Mimo, że uważała blondynkę za rywalkę w miłości, to w duszy, Lucy zawsze była jej przyjaciółką. Zwinęła usta w cienką linię, przyglądając się rozebranemu już Gray'owi. Pod stolikiem, gdzie schowane były jego ręce, ułożyła na nich dłoń. Chłopak zdziwiony spojrzał na nią unosząc swoje brwi. Obawiał się, że zaraz usłyszy odę do miłości z jej ust, jednak to się nie stało. Ona uśmiechnęła się do niego smutno, ciągle wpatrując się w jego tęczówki. Cała ta sytuacja sprawiła, że Lockser po prostu chciała go wesprzeć. Wiedziała, że rozlewając się z zachwytu, dlatego że obok niego siedzi, wcale mu nie pomoże, a tylko dodatkowo zdenerwuje. Starała się więc trzymać swoje zachowanie na wodzy, nie dając jak zwykle upustu miłości, którą go darzyła. Ścisnęła delikatnie jego dłoń, jakby chciała mu pokazać, że jest przy nim i może na nią liczyć. Chłopak przez chwilę zastanowił się, co się stało z Juvią i czy ktoś ją podmienił. Widząc jednak jak ze wszystkich sił stara się powstrzymać swoje miłosne wywody, posłał jej uśmiech, pozwalając przy tym trzymać jej swoją dłoń. Kiedy inny dostrzegli ich zachowanie, zarumienił się nieco, próbując uniknąć ich wzroku wodził oczyma po całej gildii. Nie odtrącił jednak dłoni Lockser, chciał czuć, że ma w niej wparcie. Potrzebował go teraz, zresztą jak każdy z nich. Fairy Tail to jedna wielka rodzina, która mimo głupich, codziennych potyczek, kocha się szczerze. Jak brat z bratem, jak siostra z siostrą. Dlatego teraz, kiedy od tak długiego czasu nie mają znaku od Lucy, wszyscy czują w sercach niepokój.W tym momencie otworzyły się drzwi do gildii. Stanął w nich nikt inny nikt Dragneel. Z poważną miną, bez słowa, podszedł do stolika, przy którym siedzieli jego najbliżsi przyjaciele.
- Powiesz nam, co się stało? - zapytała od razu Erza, która od samego rana czekała na niego jak kłębek nerwów. - Czy czegoś się dowiedziałeś? Dlaczego nie przyprowadziłeś Lucy? Gdzie ona jest? - Tytania zarzuciła go milionem pytań, a on już sam nie wiedział, na które odpowiedzieć. Westchnął głęboko, jakby dając sobie przy tym czas do namysłu a następnie spojrzał na przyjaciół.
- Nie mam pojęcia gdzie ona jest - zaczął, chłopak, a Erza zagryzła dolną wargę, słysząc to, czego słyszeć nie chciała. Z poczuciem bezradności wypisanym na twarzy, obserwowała Natsu, który po chwili ponownie się odezwał. - Spotkałem w Shirotsume dwójkę z Phantom Lord. Próbowałem podsłuchać co mówili, jednak. - przerwał na chwilę, marszcząc swoje brwi i układając myśli w głowie. - Mówili coś o jakiejś nowej członkini, blondynce, niskiej, o kiepskim guście - zaczął wymieniać to, co usłyszał od Jiro i Minako. Patrzył przy tym w sufit, jakby miało mu to pomóc w skupieniu. - Kiedy chciałem się dowiedzieć kim jest ta dziewczyna, zaczęliśmy walczyć a oni... Zniknęli - zakończył swoją wypowiedź zarazem opierając łokcie o blat.
- Teleportacja? - zapytała zdziwiona Scarlet, próbując przeanalizować wszystkie słowa Salamandra. Zmarszczyła brwi z niepokojem, spoglądając na towarzyszy siedzących przy stoliku. Natsu przytaknął ruchem głowy i od razu kontynuował.
- Z ich opisu, nie wiem dlaczego, ale przypominał mi Lucy - powiedział cicho zdezorientowany całą sytuacją, a wtedy Erza podała mu do ręki magazyn, który niedawno pokazywała im Levy. - Co to? - zapytał ze zdziwieniem, jednak widząc poważną minę Scarlet, po prostu wziął go do ręki.  Zaczął wertować kartki, w końcu zatrzymując się na artykule o nowym członku Raven Tail. Otworzył szerzej oczy oglądając rozmazane zdjęcia. Spojrzał na czarną plamę, widoczną na prawej dłoni dziewczyny, musiał to być znak gildii. W tym momencie Natsu przed oczyma miał szczęśliwą blondynkę, która chwaliła mu się swoim różowym znakiem Fairy Tail na nadgarstku. Przez dłuższą chwilę nie odezwał się słowem, jednak kiedy wyrwał się ze swoich przemyśleń, zamknął gazetę i odłożył. - To nie może być Lucy. Ona za bardzo kocha tą gildię. Jesteśmy dla niej jak rodzina - powiedział pewny siebie, wypinając dumnie pierś do przodu. - Nigdy by nas nie zdradziła - dodał patrząc na swoich przyjaciół, którzy przytaknęli mu ruchem głowy.
- Juvia uważa, że Natsu ma rację - zabrała głos Lockser, która ciągle trzymała Gray'a za rękę pod stołem. Cała ekipa spojrzała na nią, a ona posłała im szczerzy uśmiech. - Przecież to Lucy, nigdy by od nas nie odeszła... Rywalka w miłości - ostatnie, krótkie zdanie powiedziała przyciszonym głosem, robiąc przy tym minę, jakby sama chciała dorwać blondynkę. Na ten widok jej przyjaciele zaśmiali się, próbując odegnać od siebie myśli, że to naprawdę mogła by być Heartfilia. Dragneel wyszedł z gildii, kierując się w stronę swojego domu. Pytania dotyczące Lucy tak bardzo zajmowały mu głowię, że nawet nie patrzył jak idzie. Nie chciał dopuścić do siebie myśli, że Heartfilia mogłaby od nich odejść, w dodatku do Raven Tail, po tym wszystkim. Gdy tylko wszedł do domu rzucił się na hamak, oglądając wszystkie pamiątki, które miał z misji z blondynką. Wpatrywał się w nie jak w obrazek, zastanawiając się przy tym gdzie jest jego przyjaciółka i czy wszystko z nią w porządku. Nie zajęło mu to jednak długo, ponieważ po około godzinie jego domu rozległ się dźwięk wygłodniałego brzucha. Z grymasem złapał się za niego i czym prędzej udał się tam, gdzie dostanie najlepsze żarcie - Fairy Tail.
W tym czasie Erza ciągle trzęsąc z nerwów nogami, wpatrywała się ślepo w ścianę. Zastanawiała się co zrobić, jak znaleźć Lucy i czy w ogóle będzie to możliwe. Nie wyobrażała sobie gildii bez blondynki. Komu wkradałaby się do domu, żeby wziąć kąpiel z zapachowymi olejkami? Do kogo będzie chodzić na swoją ulubioną herbatę? Którą swoją drogą tylko Lucy ma w swoich zapasach.  Komu będzie się zwierzać? Z kim będzie się śmiać? Tytania w końcu uciekając od ponurych myśli pokręciła głową na boki, jakby chciała by jakoś jej wypadły. Spojrzała na przyglądającego jej się Jellala, który przyłapany na gorącym uczynku, delikatnie się zaczerwienił. Uniosła brwi do góry, widząc jego czerwone lica, sama poczuła jak jej własne zaczynają lekko piec.
- Co? - zapytała po chwili, próbując przestać się czerwienić. Mężczyzna spojrzał na nią, kładąc przy tym dłoń na jej ramieniu. Uśmiechnął się delikatnie, biorąc głęboki wdech.
- Będzie dobrze, nie zamartwiaj się - Tytania położyła swoją dłoń na jego, również unosząc kąciki ust. Chciała wierzyć w jego słowa, jednak serce podpowiadało jej, że coś jest nie tak. Mimo wszystko pozwoliła chłopakowi się pocieszyć i zdejmując w końcu rękę z jego dłoni, spojrzała na siedzących przed nimi towarzyszy.
- To co, może się czegoś napijemy? - zapytała w końcu, a oni tylko przytaknęli ruchami głów. Jak na zawołanie pojawiła się tuż obok nich Mirajane, która w dłoni trzymała tacę z piwami. Położyła każdemu przed nosem po jednym napoju i zniknęła między stolikami. Juvia w końcu wzięła swoje dłonie z rąk Gray'a, by pochwycić kufel z piwem a następnie upić kilka łyków. Fullbuster nie mógł uwierzyć, że dziewczyna sama wzięła swe dłonie. W normalnych warunkach zapewne cały dzień nie mógł by się uwolnić z uścisku. Uśmiechnął się pod nosem patrząc na nieświadomą tego Juvię po czym sam wziął do ręki piwo. Upił kilka porządnych łyków i w tym momencie do gildii wkroczył Salamander.
- Mirajane! Przygotuj mi coś dobrego! - zawołał, klepiąc się po brzuchu, a następnie ruszył w kierunku swoich przyjaciół. Usiadł przy nich, obserwując jak popijają sobie piwko. Widział, że każdy z nich się martwi, ale przecież muszą jakoś funkcjonować. - Hej, nie martwmy się! Lucy pojawi się tu na pewno lada dzień, prawda? - wyszczerzył się w uśmiechu Salamander, próbując nie tylko przekonać ich, ale również samego siebie. Jedyne co tak naprawdę mogli zrobić, to uwierzyć, że wszystko jakoś samo się ułoży i wyjaśni. Mira właśnie podeszła do Natsu układając przed nim półmiski i kufel piwa. - Arigatou, Mirajane! - powiedział, posyłając jej serdeczny uśmiech. Nie próżnując, od razu wziął się do pochłaniania jedzenia. Popijał to raz po raz, nie zwracając nawet uwagi na to co się dzieje wokół. W tym momencie interesowało go tylko jego jedzenie i piwko podstawione pod nos. Reszta osób w stoliku siedziała spokojnie, wiedząc że Natsu nie odezwie się póki nie skończy posiłku. Pili więc piwo w ciszy. Dragneel pochłonął wszystko z prędkością światła, dopijając duszkiem swoje piwo. Przetarł usta z zadowoleniem widocznym na twarzy. - To co, jeszcze po piwku? -uśmiechnął się do nich niby to szczerze smoczy zabójca.
***
Gildia Raven Tail. Ivan tego dnia postanowił rozmówić się z jedną, bardzo tajemniczą osobą, której tożsamości jeszcze nikt nie znał. Była bardzo wybuchową dziewczyną i potrafiła narobić nie mało hałasu. Dreyar chciał zacząć działać, póki jej osoba owiana była tajemnicą. Kiedy weszła do jego gabinetu, uśmiechnął się pod nosem lustrując jej ciało. Dziarskim krokiem szła przed siebie, z głową uniesioną wysoko. Mocny, wyrazisty makijaż i odważny strój sprawiał, że wyglądała na jeszcze groźniejszą i zadziorniejszą. Kiedy stanęła tuż przed nim, w lekkim rozkroku, założyła swoje ręce pod piersiami. Czekając na to, co ma do powiedzenia uniosła swoje brwi.
- Skoro nauczyłaś się już bawić swoją nową magią - zaczął mistrz, obserwując bacznie blondynkę. Wziął głęboki wdech, jakby chcąc przy tym zastanowić się, co powiedzieć dalej. - Nadszedł czas na Twoją misję - uśmiechnął się złowieszczo, zakładając nogę za nogę. Nie mógł się doczekać tego, co dziewczyna miała zrobić. - Fairy Tail - powiedział niby to przyciszonym głosem, jednak dość wyraźnie. Wybuchnął niekontrolowanym, triumfalnym śmiechem, a dziewczyna, która stała przed nim, uśmiechnęła się niecnie, wsłuchując się w śmiech mistrza.
- Tak jest, Mistrzu - obracając się na pięcie wyszła z głównej sali. Zadowolona, zmierzała w kierunku peronu, z którego miała udać się w miejsce docelowe. Wszyscy na jej widok uciekali gdzie tylko mogli. Otaczająca ją aura sprawiała, że ludzie wokół niej czuli przerażenie. Kobiety zamykały okiennice, matki zasłaniały dzieci swoim ciałem. Ona, szczerząc się jak opętana, szła przez miasto, z radością obserwując uciekających przed nią ludzi. Z dumą eksponowała swój znak gildii Raven Tail na prawej dłoni. Poruszając zgrabnie biodrami na boki, doszła do peronu. Weszła do pociągu, i obserwując świat za oknem, zaczęła zastanawiać się nad całą sytuacją. Dziwne było dla niej to, że jej świat tak bardzo przewrócił się do góry nogami. Była wdzięczna Ivanowi, że pomógł jej, kiedy była zupełnie bezbronna i nie miała dokąd się podziać. Do tego z zupełnie niezdolnej magicznie dziewczyny, stała się potężna. Wszyscy ludzie uciekali na jej widok, a jej dusza aż wtedy wzlatała ku górze, czując, że jest na samym szczycie. Uwielbiała to poczucie wyższości. Jarało ją to, że ludzie się jej bali. Nawet teraz siedząc w pociągu, wszyscy uciekli z przedziału, w którym siedziała. Wpatrywała się w krajobraz za oknem, z uśmiechem zachwycając się przyrodą. Choć była zła to złą osobą, to przyroda wywoływała u niech zachwyt. Droga przeleciała jej o dziwo dosyć szybko. Słońce właśnie szczytowało na nieboskłonie, zwiastując samo południe, gdy wychodziła z pociągu. Sytuacja z Shirotsume się powtórzyła - idąc ulicą wywoływała popłoch i zamieszanie wśród przechodniów. Ona dziarskim krokiem szła przed siebie. Dobrze wiedziała, którędy iść, by dostać się do siedziby Fairy Tail. Jej mistrz od samego początku tłumaczył jej, na czym polega jej misja. Zniszczenie wrogiej gildii, która zalazła Ivanowi za skórę. Idąc miastem, przestała delektować się widokiem uciekających przed nią ludźmi, przypominając sobie rozmowę na temat Fairy Tail.
    Tamtego wieczoru, dziewczyna została wezwana do gabinetu swojego mistrza. Ze spokojem weszła do pomieszczenia, z ciekawością wpatrując się w dobrze zbudowanego mężczyznę. Usiadła na krześle przy biurku, a on siedząc na przeciwko niej, miał ułożone dłonie na stole. Patrzył na nią przenikliwie, jakby próbował wyczytać coś z jej twarzy. Po dłuższej chwili ciszy, wziął głęboki oddech, by w końcu coś powiedzieć.
- Masz w sobie ogromną moc, dlatego Cię wybrałem - dziewczyna rzuciła mu pytające spojrzenie, nie bardzo rozumiejąc o co chodzi.
- Wybrałeś do czego? - zapytała nie czekając, aż mistrz zabierze głos. Tym razem to ona lustrowała go wzrokiem, zastanawiając się, jaka będzie jego odpowiedź.
- Fairy Tail - powiedział donośnym głosem, marszcząc przy tym swoje brwi w niezadowoleniu. - To gildia, która przysporzyła nam wiele problemów. Jednakże teraz, kiedy mamy Ciebie i rodzeństwo, w końcu będziemy mogli się im odwdzięczyć - zaśmiał się zadowolony, patrząc na zaciekawioną blondynkę. W jego głowie było milion scenariuszy, jak mogą im zaleźć za skórę. Od pozabijania wszystkich muszek na raz, przez torturowanie i powolną śmierć w męczarniach. Nie mógł doczekać się odwetu. Marzył o tym odkąd został wyrzucony z owej gildii. W końcu nadszedł czas, by wcielić swoje plany w życie i pozbyć się tych, których tak bardzo nienawidził. - To głupcy, dlatego nasza początkowa strategia będzie bardzo łatwa - uśmiechnął się do niej z tym swoim obrzydliwie złośliwym wyrazem twarzy. - Kiedy nauczysz już korzystać ze swej mocy, przejdziemy do planu - blondynka wzięła głęboki wdech. W końcu Ivan przeszedł do rzeczy i w końcu dowie się o co chodzi. Uwielbiała rozróby, więc na takową miała ochotę. Dlatego też w ciszy, czekała na dalsze słowa swojego mistrza. - Po prostu wejdziesz do gildii, a oni naiwnie przyjaźni, powitają Cię z szeroko otwartymi ramionami. Wtedy, będąc już wewnątrz ich siedziby, zrobisz to, co lubisz - zaśmiał się ponownie, zacierając swe dłonie z niedoczekania. - Nie mają przy Tobie szans, jesteś od nich o wiele silniejsza - dziewczyna uśmiechnęła się zadziornie, nie mogąc doczekać się akcji, która miała nastąpić. Po tej rozmowie od razu wzięła się do roboty, trenując swoje moce poprzez rozwalanie wszystkiego wokół.
   Teraz, kiedy w końcu nadszedł czas na rozpoczęcie akcji zniszczenia FairyTail, stała przed gildią, by za chwile zmieść ją na totalny proch. Zaraz wszyscy mieli poznać tajemnicę w kolorze blond...


autorsko. Cześć kochani <3 weny mam sporo, czasu niby też... Ale ciągle coś do zrobienia, ciągle coś wypada, ciągle coś po prostu. Wstawiam, nie za długi rozdział, nawet szczerze mówiąc go nie sprawdzałam, zapewne będę to robić jak trochę "odpocznę" od tego tekstu, żeby świeżo na niego spojrzeć. Mam nadzieję, że mimo że się nie udzielacie w komentarzach, to jednak tu jesteście i czytacie moje wypocinki :) Jak już wcześniej wspominałam, próbuję poprawić styl pisania i by było to dłuższe. Staram się dla was mocno :D Jeżeli jest tutaj ktoś, kto obserwuje też wattpada, to obiecuję, że nie długo pojawi się rozdział również tam :3 Pozdrawiam was moje drogie misiaki <3

poniedziałek, 12 marca 2018

Rozdział #3. Rodzeństwo Katagiri

Kiedy Natsu był już w Shirotsume, w gildii panowała cisza. Nagle z panującej nostalgii, wyrwał ich głos Levy, która przeglądała Tygodnik Magów.
- Hej! - zawołała, a zamyśleni do tej pory ludzie spojrzeli na nią z ciekawością. - Piszą o nowym członku Ravenu - spojrzała na Gajeela, który siedział tuż naprzeciw. Zmarszczył brwi, czekając na to, co dziewczyna ma do powiedzenia. - W artykule autor pisze, że dziewczyna wywołuje więcej szkód, niż całe Fairy tail. - powiedziała patrząc w gazetę, a zdziwieni magowie zaczęli sobie wyobrażać większą rozróbę, niż po misji drużyny Natsu. Nie mogli uwierzyć, że ktokolwiek mógłby zrobić coś gorszego. Levy, widząc ciekawskie spojrzenia, wlepiła znów wzrok w czasopismo, by podać im więcej szczegółów. - Nikt nie wie, kim jest dziewczyna, jednak udało im się zrobić kilka zdjęć. Ale są całe rozmazane. - wszyscy zbliżyli się do dziewczyny, otaczając stolik, przy którym siedziała. Każdy chciał zobaczyć zdjęcia, mimo że były nie najlepszej jakości. - Wygląda jak... Lucy - powiedziała cicho pod nosem, a w gildii zapanował gwar.
- Lucy? Przecież ona nie skrzywdziłaby muchy - odezwała się Wendy, wyrywając gazetę z ręki przyjaciółki. Przyglądając się zdjęciom, przygryzła niepewnie swoją dolną wargę, próbując czegokolwiek się w nich doszukać. - Ma znak gildii, na prawej dłoni, czarny. - powiedziała po chwili, a magowie zaczęli przekazywać sobie czasopismo z rąk do rąk. - To niemożliwe, Lucy nigdy by nas nie zdradziła. - rzuciła kiedy gazeta ponownie znalazła się w jej dłoniach.
- Wendy ma rację - do głosu w końcu doszedł Gajeel, który widząc zmartwioną minę McGarden, postanowił interweniować. - I nie sądzę, żeby nasza blondynka była w stanie narobić szkód większych niż Natsu. - dodał po chwili, a członkowie gildii przytaknęli mu chórem. Heartfillia nie byłaby w stanie wyrządzić takich szkód. Po pierwsze, nie lubiła przemocy, po drugie sama zawsze była przeciwna rozpierdzieleniu połowy miasta podczas misji. Magowie odrzucili od siebie myśli, że mogłaby być to Lucy. Levy zamknęła czasopismo, a wszyscy znów w ciszy rozsiedli się w swoich stałych stolikach. Spojrzała na Redfoxa ze smutnym uśmiechem, a on ułożył dłoń na jej niebieskiej czuprynie, czochrając ją. - Natsu ją przyprowadzi, zobaczysz. Gihi - ukazał rząd swoich śnieżnobiałych zębów, a McGarden jak na zawołanie, sama wyszczerzyła się w uśmiechu.
- Masz rację - zwykle protestowałaby przed czochraniem ją po włosach, jednak wiedziała, że Gajeel po prostu chciał ją pocieszyć. Zmartwiony dziadek patrzył na swoje dzieci z drugiego piętra, zastanawiając się, czy Natsu aby na pewno sprowadzi blondynkę do domu.
    Tymczasem Dragneel przechadzał się po ulicach Magnolii, próbując znaleźć jakąkolwiek wskazówkę, dotyczącą jego przyjaciółki. W rogu, pod barem dojrzał dwójkę magów. Kobietę i mężczyznę. Od razu rozpoznał znak gildii Raven Tail na łydce wysokiej dziewczyny. Miała krótką, czarną sukienkę z głębokim dekoltem, który eksponował jej duże piersi. Długie blond włosy, upięte miała w dwa, staranne warkocze. Natsu przystanął na uboczu, zastanawiając się, czy to o tej blondynce mówił Makao. Mężczyzna, który był wyższy o jakieś dziesięć centymetrów od dziewczyny, choć włosy miał kruczoczarne, to rysy twarzy podobne do kobiety. Natsu podejrzewał, że są rodzeństwem. Wytężając swoje zmysły, spróbował przysłuchać się ich rozmowie. Był ciekawy, czy uda mu się dowiedzieć czegokolwiek o reaktywacji ich gildii, a może i o Lucy, skoro spotyka ich w tym mieście. Zastanawiał się, czy ich gildia położona jest właśnie tutaj, a zniknięcie Heartfilli ma z tym coś wspólnego.
- Myślę, że mistrz Jose nie spodziewał się, że będzie taka... Rozrywkowa - zaśmiała się dziewczyna, a jej brat z zadowoleniem w oczach wsłuchiwał się w jej słowa.
- Też tak sądzę. Ale przynajmniej zrobi się o nas należycie głośno - dodając swoje cztery grosze do jej stwierdzenia, znów usłyszał śmiech swojej siostry. - Kto by pomyślał, że taka mała blondynka, będzie w stanie rozwalić pół miasta - kontynuując swoją wypowiedź, sprawił, że podsłuchujący ich Dragneel rozszerzył szerzej brwi. Mała blondynka? Przed jego oczami pojawił się obraz Lucy. Czy oni mówią o niej? Przecież to nie możliwe... Podszedł nieco bliżej, licząc, że usłyszy coś więcej, albo, że chociaż padnie imię dziewczyny, o której mówią.
- Szkoda tylko, że nie ma za grosz stylu. - prychnęła pod nosem blond włosa kobieta, patrząc na swojego brata. - Kucyki już dawno wyszły z mody - mężczyzna słysząc te słowa przewrócił oczami znudzony.
- Nie ważne jak wygląda, ważne co robi. - skwitował ją jednym zdaniem, a Natsu, który usłyszał o kucykach, nie wiele myśląc podszedł do nich, dziarskim krokiem.
- Yo. O kim mówicie? - zdziwione rodzeństwo, spojrzało na niego jak na idiotę, a kiedy ujrzeli na ramieniu znak Fairy Tail, momentalnie ich miny zmieniły się, na pełne nienawiści.
- Proszę proszę. Kogo my tu mamy, nędzna mucha z Fairy Tail. - zaśmiał się chłopak, a kiedy Natsu już szykował się, żeby im przywalić, ponownie zabrał głos. - Jestem Jiro. Jiro Katagiri. A to moja siostra, Minato. - powiedział niby to uprzejmie, jednak w jego głosie dało się wyczuć nutkę pogardy.
- No i po co mu to mówisz, i tak zdechnie. Jak każda mucha - zaśmiała się podle blondyna, a Natsu ścisnął swoje dłonie w pięści. Bez chwili zastanowienia, rzucił się na przeciwników. Nie mógł znieść tej bijącej od nich pogardy i nienawiści. Na moment spojrzał w jej niebieskie jak ocean oczy, jednak ta, szybko zniknęła z jego pola widzenia, wbijając jego twarz w ścianę baru, przy którym stali. Zdezorientowany Dragneel szybko odlepił się od budynku i spojrzał na nich wściekle.
- Kim jest dziewczyna, o której mówiliście!? Jak się nazywa?! - zawołał podpalając swoje dłonie, a oni z uśmiechem na ustach spojrzeli tylko po sobie, po czym od razu przerzucili wzrok na smoczego zabójcę.
- Salamander... Nie wiesz, że nie wolno podsłuchiwać? - Jiro łypnął na niego gniewnym wzrokiem, a wściekły Natsu zaatakował po raz kolejny. Jednak i tym razem nie udało mu się dosięgnąć przeciwnika. Rodzeństwo Katagiri było tak ze sobą zgrane, a przy tym tak zwinne, że sprawnie unikało ciosów. Raz po razie, Natsu obrywał po głowie. Nie zdążył dobrze stanąć, a już z powrotem leżał na ziemi. Całe widowisko oglądali zaciekawieni przechodnie. Dragneel leżąc na zimnym podłożu, przypomniał sobie o Lucy, o słowach rodzeństwa. Wstał i mrużąc oczy skupił wzrok na dwójce magów.
- Gdzie jest Lucy! - zawołał wściekle, podpalając swoje ciało iskrzącym się ogniem. - Nie odpuszczę wam, póki nie odpowiecie! - dodał po chwili ciszy, a widząc rozbawione miny Jiro i Minato, na jego czole pojawiła się pulsująca żyłka.
- Widzisz jak się boję? Drżą mi kolana - odpowiedziała mu Minato, bezczelnie się z niego nabijając. Jej brat w reakcji na to zachowanie, buchnął śmiechem, zupełnie lekceważąc Salamandra. To był jego błąd. Nie zauważył, jak smoczy zabójca w sekundzie znalazł się przy jego twarzy i zadając mu cios w prawy policzek, patrzył jak odlatuje. Tym razem to on wbił się w ścianę budynku nieopodal, a Minato widząca krzywdę swojego młodszego braciszka, momentalnie spoważniała.
- Nędzna mucho, pożałujesz tego. - wysyczała przez zęby. Przykładając swoje zgrabne dłonie do ziemi, sprawiła, że gruzy budynku, w który wbił się jej brat, przygniotły Dragneela z każdej strony. Zadowolona z siebie, utrzymywała gruzy, podnosząc razem z nimi Salamandra. W tym czasie Jiro, otrzepując swoją pelerynę z kurzu, podszedł do siostry, która zmierzyła tylko wzrokiem jego ciało, chcąc ocenić, czy nic mu się nie stało. Wymienili się uśmiechami, które jednak szybko zniknęły z ich twarzy, kiedy Natsu płomieniami rozwalił powłokę, w której się znajdował. Opadł na ziemię i otarł krew, z rozciętej brwi.
- Atak skrzydłem ognistego smoka! - zawołał a w jego dłoniach zgromadził się ogień, którym jak skrzydłami cisnął w dwójkę magów, zwalając ich z nóg. Szybko jednak się podnieśli i biegnąc w jego stronę zsynchronizowali swoje ataki. Miecz Jiro, który wyciągnął spod peleryny, wbił się w kamizelkę Salamandra i ciągnąc go za sobą, wbił się po raz kolejny w ścianę baru. W tym momencie Minato unosząc dłonie w górę, ruszyła kamienie, które wbiły jego głowę głębiej w budynek. Natsu opadł na kolana.
- Cholera... - szepnął do siebie, jednak podniósł się, ukazując swoją poobijaną twarz. Ściągnął roztarganą przez miecz kamizelkę, patrząc jak sztylet, siłą woli przyzwany przez Jiro, wraca do niego. - Zapytam jeszcze raz. Gdzie jest Lucy? - powiedział cicho, jednak na tyle, by oboje go usłyszeli.- Ryk Ognistego smoka! - Natsu skupiając całą swoją moc, złożył dłonie przy ustach, z których po chwili wydobył się ogień. Widząc jak rodzeństwo odlatuje w powietrze, był pewien, że przesadził i niczego się nie dowie. Oni po bliskim spotkaniu z ziemią, znowu się podnieśli. Natsu ewidentnie zdziwiony tym faktem, stanął na chwilę w bezruchu.
- Muszko, walka z Tobą, to jak zabawa z dzieckiem. - znów do głosu doszła Minato, która wyglądała jakby żaden atak nie zrobił na niej wrażenia, tak samo jak na jej bracie. Złapała go za rękę i dzięki swoim umiejętnościom teleportacji, zniknęli, zanim Dragneel zdążył zareagować.
- Co do jasnej...? - zapytał sam siebie i spojrzał na latającego nad nim Happiego, który z przerażeniem przyglądał się walce z góry. Nie mógł uwierzyć, że ataki Dragneela okazały się bezskuteczne w walce z członkami Raven Tailu. - Happy, wracamy do gildii, musimy powiedzieć dziadkowi. - jak powiedział, tak zrobili...
   Kiedy wyszli z pociągu, usłyszeli krzyki ludzi, którzy uciekali gdzie tylko się dało. Zdziwiony dostrzegł swoich przyjaciół, którzy biegli w jego kierunku.
- Natsu! - zawołała Erza, kiedy była już obok niego.
- Co się dzieje? - zapytał zdziwiony, a ona patrząc na jego obitą twarz, zmarszczyła brwi. Jednak nie było na to czasu, musieli ruszać.
- Raiven Tail. Ta tajemnicza dziewczyna, właśnie dla zabawy rozwala miasto - Natsu słysząc jej słowa, pobiegł co tchu w płucach, tam, gdzie słyszał odgłosy walących się budynków. Już myślał, że w końcu uda mu się poznać jej tożsamość. Jednak przeliczył się kolejny raz. Kiedy wbiegł na miejsce, z którego ludzie w popłochu uciekali, zdążył zobaczyć tylko dwie blondynki, które stojąc tyłem do niego, momentalnie znikają.
- Minato... - powiedział cicho, i wściekły uderzył pięścią w ziemię. - Cholera! Nigdy się nie dowiemy kim jest! - spojrzał na swoich przyjaciół, którzy właśnie dobiegli na miejsce. Widząc pobojowisko, które zostawiła po sobie dziewczyna, Erza złapała się za głowę. Ludzie płakali, patrząc na szczątki swoich domów, a zagubione dzieci wyły przeraźliwie ze strachu.
- Jak można zrobić coś takiego dla zabawy... - rzekła Erza z otwartymi szeroko oczyma. Część miasta była w totalnych gruzach, zewsząd unosił się dym. Nad stertami gruzów, ludzie szukali swoich najbliższych, licząc, że przeżyli. - Musimy... Fairy Tail! Pomóżcie komu się da! - zawołała głośno, a członkowie gildii rozbiegli się po zniszczonym obszarze, by pomóc każdemu, kto tego potrzebował. Erza natomiast przystanęła obok Salamandra i spojrzała na niego poważnie. - Musimy powstrzymać Raven Tail - powiedziała zaciskając pięści, obserwując tragedię zwykłych, niewinnych ludzi. Dragneel przytaknął jej jedynie ruchem głowy, by zaraz później znów się od niej oddalić i pomóc ludziom. Zauważywszy małe, płaczące dziecko, przypomniał sobie co czuł, kiedy nagle Igneel zniknął. Podszedł do niego i uśmiechnął się szeroko, by dodać mu otuchy
- Chodź, znajdziemy Twoich rodziców. - wziął zdziwionego, jednak nieco już rozchmurzonego chłopca na ramię. - Teraz widzisz więcej niż ja, opowiesz mi, jak wyglądają? - Dragneel mimo przeszywającej go złości, próbował rozmawiać pogodnie z małym chłopcem, by nie przerazić go jeszcze bardziej. Chłopczyk po opisaniu wyglądu rodziców, z ciekawością spojrzał na chłopaka.
- Ty... jesteś. Natsu? - zapytał nieśmiało, a ten ukazując mu swoje ząbki w uśmiechu, zobaczył błysk w oku dzieciaka. - Słyszałem, że podczas walk rozwalasz wszystko wokół, chyba ktoś Cię w tym przebił. - zaśmiał się chłopczyk, czując się bezpiecznie przy jednym z najsilniejszych magów w Fairy Tail. Po krótkiej chwili zauważył swoich rodziców, którzy w gruzach własnego domu, szukali swojego dziecka z płaczem. Byli pewni, że został zasypani, jednak widząc go, ze łzami, tym razem radości, rzucili się biegiem w ich kierunku. Młody zeskoczył z ramienia Dragneela i pędem pobiegł im naprzeciw. Szczęśliwy wtulił się w rodziców, a oni nagle się wyprostowali i spojrzeli na zabójcę smoków.
- Dziękujemy! - biorąc młodego na ręce, podeszli do Natsu i przytulili go z całej siły, a oczy aż wyszły mu na wierzch.
- Nie ma za co, naprawdę - zaśmiał się radośnie, patrząc na malca, który wyciągnął do niego ręce, by również się przytulić. Natsu pochwycił w swe ramiona małego brzdąca i z zadowoleniem pozwolił wtulić się mu w jego tors. W tym momencie jego myśli wróciły do Lucy, o którą tak bardzo się martwił. Pragnął odnaleźć ją tak szybko, jak rodziców szczęśliwego malca... Do wieczora gildia próbowała odbudować domy ludziom, jednak wiedzieli, że zajmie to o wiele więcej czasu, niż jedna noc. Każdy w głowie myślał, jakim sposobem powstrzymać Raven Tail. Jeszcze nie wiedzieli, że Natsu tego dnia walczył z dwójką jego członków.




autorsko. Wiem, że trochę krótko, a końcówka wyszła okropnie. Ale mam nadzieję, że z każdym rozdziałem będzie mi się pracować łatwiej ;) Zapraszam także na WattPada, gdzie znajdziecie nieco podrasowaną wersję pierwszego opowiadania, a później kontynuację, której na tym blogu nie znajdziecie :) 






czwartek, 8 marca 2018

BĘDZIE KONTYNUACJA PIERWSZEGO OPOWIADANIA!!!!

Witam! Tu wasza Aiko! Mam nadzieję, że u was wszystko dobrze :D Dla wszystkich tych, którzy byli niezadowoleni z końca pierwszego opowiadania, mam świetne wiadomości! Na wattpadzie założyłam konto, gdzie całe pierwsze opowiadanie, będzie regularnie dodawane, ale podrasowane! Więc czytajcie, jeżeli chcecie uchwycić zmiany, które w nim nastąpią! Kolejna dobra nowina to taka, że nie przerwę w trakcie, lecz to wszystko czego nie opisałam, będzie opisane! A najlepsza wiadomość dla tych, którzy przeze mnie płakali... ZAKOŃCZENIE BĘDZIE INNE! Zapraszam, mam nadzieję, że jesteście zadowoleni. Ale nie martwcie się, drugie opowiadanie będzie kontynuowane! Jeżeli ktoś to czyta, proszę odezwijcie się, pokażcie mi, że tu jesteście, da mi to ogromną radość i kopa do działania!.  Kliknijcie w napis poniżej, który przeniesie was do mojego profilu, na którym jest już pierwszy rozdział <3



czwartek, 1 marca 2018

Rozdział #2. Zaginiona





 Codzienna, wieczorna zabawa w Fairy Tail dobiegała powoli końca. Natsu miał wyrzuty sumienia, mimo że nie było tego po nim widać. Było mu głupio, że zostawił Lucy, kiedy go potrzebowała. Są przyjaciółmi i powinien być dla niej wsparciem, nie zostawiać w potrzebie. Próbował tłumaczyć sobie wyrzuty sumienia tym, że przecież próbował się dowiedzieć gdzie Lucy ma misję, by do niej dołączyć. Jednak na nic zdało się wmawianie sobie, że to nie jego wina. Po kilkunastu minutach bicia się z własnymi myślami, Natsu wpadł na genialny pomysł. Z szerokim uśmiechem na twarzy, spojrzał na swojego małego exceeda.

- Happy! – zawołał z entuzjazmem, a niebieski kot wcinający rybkę, popatrzył na niego z zaciekawieniem. – Zrobimy Lucy niespodziankę! Po cichu wkradniemy się do jej mieszkania i rano jak wróci, to będzie się cieszyć, że na nią czekamy! – dumny z siebie i swojego pomysłu Dragneel, zacisnął pięść. Unosząc do góry dłoń w akcie triumfu, nadal patrzył na Happiego, czekając na odpowiedź.

- Natsu, nie sądzę, że Lucy będzie zadowolona. Nigdy nie jest jak robimy jej taką niespodziankę. – powiedział kotek opuszczając uszka w dół. Jednak po krótkiej chwili, jego nastrój diametralnie się zmienił. Uniósł uszka do góry i chytrze spojrzał na przyjaciela. – Ale będziemy mieli więcej czasu niż zwykle, na czytanie jej opowiadania… - zaśmiał się złowieszczo zacierając łapki.

 Natsu spojrzał gdzieś w przestrzeń, jak gdyby jego wyobrażenia pokazywały się tam jak film. Po chwili cały zaczerwieniony, jednak nadal podekscytowany chłopak, z powrotem przerzucił wzrok na Happiego.

- I przeglądniemy jej szuflady – oboje wyglądali w tym momencie, jakby co najmniej oglądali filmy dla dorosłych. Oboje nie mogąc się doczekać, dosłownie wyfrunęli z budynku gildii. Nigdy nie mieli całej nocy na buszowanie w jej pokoju, a dla tej dwójki, była to idealna okazja. Mogli w końcu zobaczyć to, co zawsze chcieli, ale Lucy zbyt szybko ich nakrywała. Po chwili byli już na miejscu. Jak zwykle wdarli się przez okno, jednak tym razem zrobili to cicho. Bali się, że jeżeli będą zbyt głośno to gospodyni znów ich usłyszy i wyrzuci. Kiedy byli już w środku, Dragneel szybko podszedł do komody należącej do Lucy. Otworzył ją i robiąc wielkie oczy przeglądał jej seksowną bieliznę.

- Nie wyobrażam sobie Lucy w takim stroju – wypalił nagle Happy, a Dragneel chwilę się zastanowił. Jego twarz z każdą chwilą była coraz bardziej czerwona. Prawie jak czerwone majteczki, które właśnie trzymał w ręce.

- Myślę, że nie jest to zbyt wygodny rodzaj bielizny – zaśmiał się Natsu wymachując stringami dookoła głowy. Po chwili bielizna wypadła mu z ręki, uderzając wprost w pyszczek kota. Ten zniesmaczony odfrunął, jakby rzucono do niego czymś, co mogłoby go poparzyć.

- Natsu! Jak możesz rzucać do mnie majtkami Lucy – zażenowany usiadł na głowie rozbawionego przyjaciela, który jak gdyby nigdy nic, nadal przeglądał bieliznę.

- To nie było specjalnie Happy – wyszczerzył swoje ząbki w szerokim uśmiechu. Po dłuższej chwili znudziło im się szperanie w szufladach i usiedli na łóżku. – Myślisz, że Lucy rano wróci? – zapytał nagle smoczy zabójca, a siedzący przed nim Happy uśmiechnął się do niego.

- Myślę, że nie dałaby nam aż tyle czasu na grzebanie w jej pokoju – pomachał skrzydełkami, nadal patrząc na swojego przyjaciela. Oboje czekając na Heartfillę, zasnęli na jej łóżku. Natsu całą noc wiercił się, czując dziwny niepokój. Domyślał się, że to po prostu głupie wyrzuty sumienia, które targały nim odkąd dowiedział się, że Lucy poszła sama na misje. W końcu nad ranem udało mu się spokojnie zasnąć. Kiedy pierwsze promienie słoneczne wdzierały się delikatnie do pokoju, w którym spali, Natsu otworzył oczy. Poranny wiatr poruszał delikatnie firanką, wpadając przez lekko uchylone okno. Chłopak usiadł na łóżku i spojrzał na swojego słodko śpiącego exceeda. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie głośne dźwięki wydobywające się z brzucha Dragneela. Wstał więc z łóżka i udał się do małej kuchni licząc, że znajdzie coś dobrego do jedzenia. Otworzył lodówkę i zastał… Rybki? No tak. Lucy zawsze była przygotowana na ich niespodziewane wizyty. Lodówka zaopatrzona była w jedzenie, które dogodzi każdemu, kto lubił do niej przychodzić. Oprócz rybek dla Happiego można było też znaleźć ciasto truskawkowe, zapewne dla Tytanii. Zadowolony tym faktem Natsu, wziął kawał mięsa i dwie rybki dla Happiego.

- Yo! Happy, chcesz rybkę? – Dragneel nie czekał długo. Exceed na słowo „rybka” momentalnie się obudził i poleciał do kuchni. Pochwycił z radością rybki i wrócił do pokoju, wcinając je na surowo. Natsu natomiast podgrzał mięso swoim ogniem – bo po co używać garnków. Jadł, po prostu odgryzając kawałki. Oboje w zadowoleniu skończyli swoje dania.

- Lucy wie co dobre – zaśmiał się kot, na co Dragneel przytaknął mu ruchem głowy, przełykając ostatni kawałek mięsa. – Kiedy wróci? – zapytał nagle a jego przyjaciel zastanowił się chwilę marszcząc przy tym brwi.

- Nie wiem, ale poczekamy tu na nią – jak ustalił, tak chciał zrobić. Czekali więc w jej pokoju, bawiąc się i oglądając jej rzeczy. Sami nie do końca wiedzieli, co mają tutaj robić. W końcu znudzeni, zasnęli koło południa, licząc że Lucy obudzi ich jak wróci. Jednak Lucy nie wracała… Natsu przebudził się, gdy ostatnie promienie słoneczne oświetlały pokój, w którym się znajdowali.

- A może Lucy po prostu poszła najpierw do gildii? – powiedział rozespany exceed, mnąc łapkami swoje oczka. Jednak Natsu nie zamierzał iść do gildii. Chciał czekać na nią w mieszkaniu, tak jak sobie obiecał. Więc czekali dalej. Dzień… Dwa…

W końcu do mieszkania Lucy ktoś wszedł. Zadowolony Natsu zeskoczył z łóżka, czekając, aż przed nim pojawi się Heartfillia. Jednak z niezadowoleniem wyczuł swoim węchem, że to nikt inny niż Erza wraz z Grayem. Przewrócił oczami, kiedy już weszli do pokoju.

- Natsu, co ty tu wyprawiasz? – zapytała Tytania, patrząc groźnie na dwójkę, która od dwóch dni zajmowała mieszkanie Lucy. Co prawda nie narobili jakiegoś syfu, ale na pewno opróżnili całą lodówkę. – I dlaczego na podłodze są majtki Lucy? – zażenowana podniosła czerwone stringi, których poprzedniego dnia chłopcy za sobą nie schowali. Natsu w momencie zrobił się czerwony jak burak, jednak już po chwili poważnie spojrzał na przyjaciółkę, gotowy by odpowiedzieć. Oczywiście nie zamierzał opowiadać historii związanej z majtkami. Erza i tak pewnie domyśliła się, co robili.

- Czekamy na Lucy – odpowiedział pewny siebie Dragneel, jednak pomyślał, że nie dawanie znaku życia przez dwa dni nie było inteligentnym pomysłem. Tym bardziej, że nikomu nie powiedzieli o zamiarach czekania na Lucy w jej domu. Erza podeszła do niego i poklepała go po ramieniu. Dla niej oczywiście był to delikatny, przyjacielski gest, on jednak przez chwilę myślał, że odpadnie mu ręka.

- Wracajcie do gildii, nie możecie tutaj siedzieć. A Lucy i tak na pewno najpierw zajrzy do gildii – uśmiechnęła się do nich i już chciała wychodzić, kiedy ujrzała Graya przy biurku. Jak zwykle mag lodu nie mógł nie skorzystać z okazji, by kontynuować powieść. Zaskoczona Scarlet uderzyła go otwartą ręką w tył głowy, jak to robi zazwyczaj, kiedy ktoś robi coś głupiego. – Co robisz Gray, wracajmy! – powiedziała stanowczo, jednak ten niezadowolony spojrzał na nią jak na debila.

- Żartujesz sobie? Ja chcę wiedzieć, co będzie dalej. Teraz kiedy Lucy nie ma, w końcu mogę to w spokoju przeczytać. – starając się mieć przy tym inteligentny wyraz twarzy (co oczywiście mu nie wyszło), wrócił do czytania powieści. Erza jednak nie zamierzała odpuścić. Złapała za ucho czytającego Fullbustera i stawiającego opór Dragneela. Wyszła z mieszkania ciągnąć ich za uszy, robiąc przy tym nie małe zamieszanie oraz zwracając na siebie uwagę ludzi.

- Dobra już, dobra! Pójdziemy sami! – zawołali chórem, jakby się umówili. Erza puściła więc ich uszy i oboje, trzymając się za obolałe części ciała, szli niezadowoleni w stronę gildii. W ciszy, obrażeni jeden na drugiego, doszli do budynku. W środku jak zwykle było głośno i wesoło.

- Tak właściwie, to po co mnie tu ściągnęłaś. – zapytał od niechcenia, ciągle naburmuszony Natsu, kiedy siadali za barem. Erza i Gray spojrzeli na niego poważnie, a exceed korzystając z okazji, uciekł do swojej ukochanej, by zaproponować jej rybkę.

- Mistrz Makarov jest zaniepokojony – powiedziała w końcu Tytania. Zdziwiony Natsu uniósł brwi patrząc na przyjaciółkę. Dziadunio? Zaniepokojony? Niby czym? Zadawał sobie pytania w głowie, jednak nie mógł tego zrozumieć. Pokiwał głową nie spuszczając z niej wzroku. – Raven Tail się odrodziło. – powiedziała w końcu Erza, a jeszcze bardziej zdziwiony Dragneel zacisnął pięść. W tym momencie, w jego głowie pojawiło się tysiące wspomnień. Nienawidził Raven Tail, nie mógł znieść myśli, że mogliby znowu kogoś skrzywdzić. Przypomniał sobie, jak zaatakowali Laxusa na Magicznych Igrzyskach. Jak nagabywali ich podczas konkurencji. To wszystko sprawiło, że Dragneel zapomniał o Lucy, która wyruszyła samotnie na misję, chciał po prostu rozwalić wrogą gildię. Nagle jednak z myśli wyrwał go siadający na barze Makarov, który z uśmiechem spojrzał na swoje ukochane dzieci.

- Moje dzieci. Pierwsze myśli niepokoju przeminęły z wiatrem – powiedział niczym poeta, popijając przy tym któreś z kolei piwo. Czknął, a zaraz potem zaśmiał się sam z siebie. – Myślę, że Raven nie odważy się po raz kolejny z nami zadrzeć. – spojrzał już nieco poważniej na ciągle zdenerwowanego Dragneela. – Natsu, już pokazaliśmy, że cała ich gildia nie może mierzyć się z nawet jednym naszym członkiem. – uśmiechnął się do Dragneela, a ten przypominając sobie moment zwycięstwa Laxusa, momentalnie wstał z krzesła.

- Bo jesteśmy Fairy Tail! – zawołał na całą gildię, a wszyscy unieśli kufle z piwami.

- Aye! – zawołali rozbawieni i dumni zarazem, obijając kufel o kufel, by następnie wypić wszystko, co w nim mają, w ramach toastu. Zadowolony dziadunio dołączył się do toastu. Dragneel usiadł z powrotem na swoim krześle, przenosząc wzrok na dziadunia.

- I tak zamierzam mieć ich na oku – Dreyar puścił oczko do smoczego zabójcy, a ten napalony na ewentualną walkę, podpalił swoją pięść.

- Zmieciemy ich jak będzie potrzeba! – zawołał z entuzjazmem na co Gray wstał z krzesła i rozbierając się nieświadomie pokazał palcem na Natsu.

- Nie podniecaj się tak żarówo! – w sekundę byli przy sobie twarzą w twarz, gotowi do walki. Wkurzony Natsu zmrużył oczy patrząc na maga lodu.

- Jaki masz problem, lodówo! – zawołał wściekle Dragneel. Takim sposobem toastująca przed chwilą gildia, zamieniła się w pole walki. Ale czy było to coś niezwykłego? Nie dla nich.  Walczyli, bawiąc się przy tym jak dzieci.

Do baru podeszła Mirajane, która dotychczas zmywała naczynia na zapleczu. Spojrzała na dziadunia, dolewając mu piwa do kufla.

- Martwisz się, prawda? – zapytała patrząc na zdziwionego tym faktem mistrza. Ten jednak uśmiechnął się i przenosząc wzrok z walczących dzieci na nią, westchnął.

- Nic się przed Tobą nie ukryje, prawda? Mirajane? – zaśmiał się wesoło, lecz ona utrzymywała powagę, z którą zadała pytanie. – Raven Tail nie wróży nic dobrego. Dla nikogo. Ale będę miał ich na oku, nie martw się. – uśmiechnął się szczerze jeszcze raz, by przekonać kobietę do tego, że wszystko będzie w porządku. Mirajane widząc to, sama się uśmiechnęła oddychając z ulgą. W głębi serca zawsze wiedziała, że póki mistrz jest po ich stronie, wszystko będzie dobrze. Zniknęła więc na zapleczu, zostawiając mistrza, który z radością obserwował bawiące się dzieci.

***



Kiedy po kilku kolejnych dniach, po Lucy nie było ani śladu, Dragneel wpadł wściekły do gildii. Wiedział, że za długo to trwa. Nie ma mowy, żeby Lucy wzięła tak długą wyprawę samotnie. Czuł, że stało się coś złego i był wściekły, że nikt nie przejmował się tym tak bardzo jak on. Przecież Lucy to ich przyjaciółka, muszą coś zrobić. Nie mógł znieść myśli, że przez niego mogło jej się coś stać. Nie mógł wytrzymać sam ze sobą kiedy zastanawiał się nad tym wszystkim. Podszedł pewnym krokiem do baru, rzucając Mirajane gniewne spojrzenie.

- Powiedz mi, gdzie Lucy miała misje! – uderzył rozpaloną pięścią o bar. Mirajane w szoku podskoczyła wystraszona, patrząc na rozwścieczonego Natsu. Nie mogła mu nic powiedzieć, obiecała mistrzowi. Było jej źle z tego powodu, ale była bezsilna w tej sytuacji.

- Natsu, takie są zasady – odrzekła spokojnie, chciała coś dodać, jednak Dragneel nie dał jej czasu nawet na wzięcie oddechu.

- W dupie mam takie zasady! – wrzasną, nie mając ochoty słuchać kolejnej odmowy – Gdzie ona jest?! – coraz bardziej wściekły, był gotów zrobić wszystko, by dowiedzieć się, gdzie jest jego przyjaciółka. Do akcji jednak wkroczyła Scarlet, chcąca uspokoić chłopaka.

- Natsu, naskakiwanie na Mire nic Ci nie da – powiedziała spokojnie, a on odwracając się, by na nią spojrzeć, zacisnął pięść. – To decyzja mistrza Makarova, uszanuj ją – tym razem, to ona nie dała dojść do głosu smoczemu zabójcy. Mimo że sama martwiła się o przyjaciółkę, zdawała sobie sprawę, że decyzje mistrza są nie do podważenia. – Musimy czekać – dodała widząc zdezorientowaną minę przyjaciela. Ułożyła dłoń na jego ramieniu, wymuszając lekki uśmiech. – Wszyscy się martwimy, ale w tym momencie nie możemy nic zrobić. – widziała, jak chłopak drży przez zdenerwowanie. Rozumiała go, lecz miała pełną świadomość tego, że Heartfilla podejmując misję, musiała liczyć się z każdym ryzkiem.

- Jak to nie możemy nic zrobić? – powiedział nagle marszcząc brwi w niezadowoleniu. Nie mógł zrozumieć, dlaczego nikt nie chce wesprzeć go w chęci poszukiwań Lucy. – Nasza przyjaciółka może być w niebezpieczeństwie, a my nie możemy nawet pojechać do miejsca, w którym ma misje? – ponownie tego dnia Dragneel uderzył pięścią o blat. – Jesteśmy Fairytail i powinniśmy…

- Dbać o swoich towarzyszy – dokończył za niego mistrz, który schodził właśnie po schodach. – Zasady to zasady Natsu. Jeżeli Lucy nie powiedziała Ci gdzie ma misje, nie możemy Ci udzielić takiej informacji. – mistrz spojrzał poważnie na jednego z członków gildii. Nie mógł złamać zasad, które panowały, nawet gdyby chciał. Widział w oczach Dragneela, że nie może pojąć tej reguły. Chciał dodać wszystkim otuchy, a nawet sam sobie, bo on sam również martwił się o Lucy. – Dzieci! – powiedział głośno tak, by każdy mógł go usłyszeć. Krzyki i stukot kufli ucichł, a wszystkie oczy skierowane były teraz na poważnego mistrza. – Wszyscy martwimy się o Lucy. Ale dobrze wiecie, że nie mamy prawa wtrącać się w misję innych członków, którzy postanowili nie mówić nikomu gdzie się udają. – przerwał na chwilę, by spojrzeć na zmartwionego Natsu, który nadal stał z zaciśniętymi pięściami. Wlepiał swe oczy w mistrza, czekając w ciszy na dalsze słowa. – Pamiętajmy jednak, że Lucy jest silna! Jestem pewny, że pojawi się lada dzień – każdy chciał wierzyć w słowa mistrza. Wniosły one do ich serc jeszcze więcej nadziei. Jednak Dragneel nadal był wściekły. Chciał coś zrobić, nie mógł przecież siedzieć bezczynnie. Ale co tak naprawdę mógł zrobić, skoro nie dostał żadnej informacji? Jak miał szukać swojej przyjaciółki, skoro nie miał nawet jakiegokolwiek punktu zaczepienia. To wszystko sprawiło, że opadł na krześle bezradnie i uderzył głową w stół. Z zamyślenia wyrwały go otwierające się drzwi do gildii.

- Mistrzu – zawołał Macao, wchodząc z poważną miną. Podszedł do mistrza, a wszyscy skierowali na niego wzrok, ciekawi tego, co ma do powiedzenia. – Mam informacje na temat Ravenu – powiedział już spokojniej, trochę zdyszany. Biegł całą drogę, by powiedzieć, czego się dowiedział. Uspokoił nieco oddech i kontynuował, widząc zaciekawione spojrzenie Makarova. – Mają nowego członka. A właściwie członkinię. – zaczął mężczyzna. Wziął głęboki wdech po czym wrócił do opowiadania historii. – Jedyne co wiem, to że jest to blondynka, z wieeelkimi no… ekm – odchrząknął, by się nieco uspokoić – Hojnie obdarowana kobiecymi kształtami – dodał po chwili lekko się czerwieniąc. – W każdym razie, nikt nie wie jak się nazywa. Ale ponoć powoduje więcej zniszczeń niż drużyna Natsu – oburzony Dragneel chciał już coś powiedzieć, ale groźny wzrok dziadka momentalnie ustawił go do pionu. Makarov spojrzał ponownie na Macao, myśląc o tym, czego właśnie się dowiedział.

- Dziękuję za informacje, jeżeli dowiesz się o niej czegoś więcej, powiadom mnie. – Dreyar tak szybko, jak się pojawił, tak szybko zniknął w swoim gabinecie. Zastanawiał się nad ową dziewczyną. Kim jest? Czy Ivan planuje coś przeciwko Fairy Tail? Czy to wszystko ma związek z Lucy? Miał w głowie mnóstwo pytań, na które nie znał odpowiedzi.

W tym czasie Natsu był już na granicy wściekłości. Sam zastanawiał się o co chodzi z blondynką. Teraz nagle, kiedy Lucy zaginęła, Raven ma nową członkinię? Coś mu nie pasowało, a reakcja mistrza dała mu do myślenia. Sam pewnie zastanawiał się nad tym samym co Natsu. Ale przecież mnóstwo jest cycatych blondynek na świecie, a Lucy nie jest typem osoby, która lubi rozróby. Mimo to Dragneel nie wytrzymał. Wskoczył za bar i odpychając zdezorientowaną Mirajane dobrał się do jej papierów.

- Natsu! – zawołała zdenerwowana dziewczyna, jednak nie zrobiła nic więcej. Obserwowała to, co się dzieje, tak samo jak wszyscy członkowie gildii. Czekali na rozwój wydarzeń, jak gdyby zaklęci w swoich ciałach, bez możliwości zareagowania. Natsu w końcu znalazł misję, na którą wyruszyła Lucy.

- Happy! Lecimy! – mały exceed złapał przyjaciela za ramiona i wyfrunęli z gildii przez otwarte drzwi, których nie zamknął za sobą Macao. Lecieli w kierunku stacji, skąd mieli pojechać do Shirotsume. To właśnie tam Heartfillia wykonywała swoją misję. Pytanie tylko co się stało, że do tej pory nie wróciła? Co stanęło jej na drodze, że sobie nie poradziła? A może po prostu zrobiła sobie wakacje? Natsu zaczął się zastanawiać, czy Lucy odeszła przez niego? Czy była zła, że nie poszedł z nią na misję, więc postanowiła odejść? Natsu, w drodze na peron kłębił się z myślami, ostatnie dni wyprowadziły go z emocjonalnej równowagi. Co prawda nigdy nie był jakoś specjalnie zrównoważony emocjonalnie, ale tak rozchwiany jeszcze nie był. Myśli, których zbyt wiele zazwyczaj nie było, przytłoczyły chłopaka na tyle mocno, że sobie z nimi po prostu nie radził.

W tym czasie wściekły Makarov chodził po swoim gabinecie. Doszły już do niego wieści, że Natsu znalazł dokumenty, mówiące o tym, gdzie Lucy była. Był zły, że Dragneel złamał zasadę, ale w głębi duszy był zmartwiony. Traktował wszystkich członków gildii jak swoje dzieci. Miał nadzieję, że Natsu wróci wraz z Heartfillią. Chciał tylko by byli cali i zdrowi…



aut. Bardzo przepraszam, że tak krótko. Proszę o wyrozumiałość, powrót do pisania po takim czasie jest ciężki :P Mimo wszystko mam nadzieje, że się spodoba. Akcja powoli będzie się rozkręcać :) Czekam na opinię i do zobaczenia moje misie!